Nie tylko przy grafice łatwo popaść w długi. Jest wiele hobby, które są drogie. Jednak bez względu na hobby, tylko złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy.

Moje ulubione akcesoria graficzne nie uległy jakiejś drastycznej zmianie przez lata. Co za tym idzie, nie wydałam tysięcy, aby mieć sprzęt i inne rzeczy pozwalające mi mówić o sobie grafik. Oczywiście, zupełnie bez wydatków się nie uda. Warto też inwestować w sprzęt, ale trzeba to robić z głową, zaczynając, od poznania swoich potrzeb.

Moje ulubione akcesoria graficzne

Adobe Photoshop

Przesadziłam z tymi zakupami z głową i poznawaniem potrzeb. Przyznaję, że inwestowałam te ponad 10 lat temu w ciemno w program. To były inne czasy. Nie szarpnęłam się jednak od razu na najnowszą wersję. Cenowo nie było tak źle, gorzej z czasem nauki i nerwami. Tutoraile były dla nowszej wersji oprogramowania. U mnie w programie nie wszystko było. Nie zawsze też w tym samym miejscu. Tutaj udowodniłam, że dla chcącego, nie ma nic trudnego.

Mogłam zacząć od darmowego GIMP-a, ale nikt wkoło go nie miał, a transfer Internetu trzeba było oszczędzać. Kiedy już wszedł nielimitowany, dobrze radziłam sobie z Photoshopem i nie myślałam nawet o darmowym zamienniku.

Dzisiaj nie potrzeba kupować programu, można go, powiedzmy „wypożyczyć”. Teraz już to takie popularne ze wszystkim. Opłata miesięczna czy roczna dostępu i można się bawić. Jak się nie zapłaci, nie ma się programu. Koszt takiego rozwiązania nie przewyższa zakupu programu na własność nawet po 10 latach. A do tego tutaj mamy dostęp do najnowszej wersji. Kupując program, mamy dostęp do aktualizacji, ale kiedy wychodzi nowa wersja programu, trzeba ją znowu kupić.

Jest jeszcze jeden ciekawy program. Nie chcę robić reklamy, bo jeszcze nie testowałam. Tutaj kupujemy program na własność, czyli mamy jednorazową opłatę. O ile dobrze pamiętam, nie kosztuje to więcej niż 500 zł w wersji najwyższej, czyli z aktualizacjami. Nie tylko usprawniającymi aktualną wersję, ale też uaktualnianie posiadanej wersji, z tego, co kojarzę.

Adobe Photoshop potrafi kosztować około kilku do kilkudziesięciu tysięcy. Wszystko zależy od wersji. Możliwość „wypożyczenia” to w zależności od kursu waluty (nie ma w złotówkach) jakieś 700 zł rocznie.

Tło do zdjęć

O wyborze tła do zdjęć wspominałam już, pisząc o tym, z czego, coś łatwo się wycina. Wspominałam tam też, że mam jedno winylowe i polipropylenowe (nie polecam).

Winylowe jest akurat w deski, częściej wykorzystuję jego „lewą stronę”, czyli białą, niezadrukowaną. Robiąc zdjęcia, wiem, jakie zastosować kontrasty, aby tło praktycznie wycinało się samo. Jedyny jego minus to prążki. Czasami uprzykrzają wycinanie i trzeba dłużej nad tym siedzieć. Nie jest to strona przeznaczona na tło do zdjęć, ale wybierając je, szukała desek. Wtedy jeszcze byłam na etapie poszukiwań swojej drogi, więc teraz wykorzystuję to, co mam.

Drugie tło to zielone polipropylenowe, które ma dziurki. Dostałam je w gratisie ze statywem, więc nie narzekam. Jest jednak upierdliwe w wycinaniu. Do tego jest jeszcze dość miękkie. Ewidentnie do wymiany, ale teraz i tak zazwyczaj robię zdjęcia w plenerze. Co ciekawe, łatwiej wycina się włosy z liści niż z tego zielonego tła.

Statyw

I nie chodzi tutaj o ten do aparatu, a tła fotograficznego. Biała ściana w pokoju fajnie się sprawdza, ale nie można zmienić jej ustawienia względem światła. Obecny statyw wybierałam względem ceny, bo właśnie, nie wiedziałam, w jakich konkretnie warunkach będzie mi potrzebny. Teraz mam już inne wymagania:

  • Waga tła, jakie chcę na nim wieszać i gdzie chcę z nim chodzić. Statyw do tła fotograficznego sam w sobie zajmuje sporo miejsca, nawet złożony i niby lekki to dobry wybór. Potrafi się przewracać na nieidealnie równej powierzchni.
  • Wysokość fotografowanego obiektu – trochę jest to związane z wagą. Wiadomo, że statyw zmieści stojącą dorosłą osobę, ale… Przy jego lekkie wadze rozciąganie go tak mocno robi się niebezpieczne.
  • Warunki, w których chcę zawiesić tło na statywie. W pokoju nie ma problemu jego mała waga, podłoga jest równa. Ziemia już nie jest tak komfortowa.
  • Wraz z wagą idzie stabilność nóżek i ich rozstaw. I tak jak to drugie można sobie pominąć, tak stabilność jest bardzo ważna. Przy lekkich statywach nie jest aż tak duża.

Podobnymi kryteriami kieruję się przy wyborze statywu do aparatu. Obecny nawet nie wiem, gdzie mam schowany. Dość szybko rozwalił mi się zaczep, gdzie jest śruba do przykręcenia aparatu. Konkretnie zaczep płytki, do której go przykręcam. Nie wiem, czy waży chociaż kilogram. Fakt jest stabilny, ale to dlatego, że nóżki są połączone krzyżakiem w środku jego wysokości.

Pilot

Do poprzedniego aparatu miałam kupioną za grosze podróbkę i byłam bardzo zadowolona. Przy obecnym aparacie mam to szczęście, że mam kogo prosić o zrobienie mi zdjęcia. Spróbowałam zrobić z telefonu pilot, ale moja pani fotograf ma zdecydowanie lepsze oko niż ja w aplikacji.

Kiedy przydaje się pilot?

  • Przy robieniu autoportretów. Kiedyś używałam pilota, teraz jestem zbyt leniwa i cieszę się, że ma mi kto robić zdjęcia.
  • Kiedy ustawiam długi czas naświetlania, ale… Takie zdjęcia i tak trzeba w zasadzie robić na statywie, więc ustawiam aparat, aby dopiero po kilku sekundach od naciśnięcia spustu migawki zrobił zdjęcie.

Tablet graficzny

Mam już dość przestarzałe modele i jeszcze nie zdecydowałam o zakupie nowego. Powody wahania się są bardzo osobiste. Przyznaję, praca z tabletem jest bardziej precyzyjna i szybsza. Mam jednak swoje powody, które powstrzymują mnie od zakupu.

O początkach z tabletem graficznymi moim pierwszym zakupie muszę jednak wspomnieć. Już nie pamiętam, ile mnie ten tablet kosztował. Nadal go mam i jeszcze działa. Nie jest to jednak cud techniki. Jest źle pomyślany do ręki. Na długopisie często niepotrzebnie dusiłam przyciski, które są akurat pod palcami. Ile ja się nadenerwowałam. Długo zajęło mi nauczenie się, korzystania z tego tabletu.

Obecnie bardzo brakuje mi tabletu, ale jeszcze za wcześnie na takie inwestycje. Rysowanie myszką zajmuje dwa razy tyle czasu i jest mniej precyzyjne. Na szczęście jest wykonalne i efekty są super.

Komputer

Najważniejszy sprzęt potraktowany po macoszemu, bo wymieniany na samym końcu. Kiedyś faktycznie komputer dawał radę sprostać moim wymaganiom. To były jeszcze czasy, kiedy komponowało się „wnętrzności” samemu i dobierało głównie pod gry komputerowe. Były wymagające.

Poprzedni laptop nie miał ze mną takich przepraw. Obecny był kupowany już z myślą o grafice, ale liczyła się też jego cena. Daje radę, ale trzeba mieć do niego cierpliwość. Czasami mogę iść zrobić sobie herbatę w oczekiwaniu, aż coś przerobi. O podłączeniu dodatkowego monitora mogę tylko pomarzyć, co też utrudnia życie, ale działam na tym, co obecnie mam.

Kolejny zakup laptopa na pewno będzie typowo pod gry komputerowe. Już oglądałam nie jeden i wiem, że one dadzą radę i będę mogła podłączyć pod niego dodatkowy monitor. No ma bogate wnętrze i tyle.

Zupełnie na koniec, już bez specjalnych wyróżnień warto wspomnieć o programie Adobe Lightroom. Jako, że zazwyczaj zdjęcia robię w plenerze, właśnie w nim zdjęcia przechodzą pierwszą obróbkę. Jest również do „wypożyczenia” w pakiecie z Adobe Photoshop, więc cenowo się opłaca.

Tak się plasują moje gadżety do grafiki, które są taką podstawą. Pewnie dałabym radę jeszcze coś tu dopisać. Wiadomo, aparat, ale nawet te zdjęcia z telefonu czasami wykorzystuję. Mam pod ręką, widzę kadr przydatny do fotomontażu, nie lecę specjalnie po aparat czy nie wychodzę z nim na drugi spacer, tylko po zdjęcie.

Moje ulubione akcesoria graficzne nie są z najwyższej półki. Nie ma też ich nie wiadomo ile, a daję radę i to lepiej, niż niektórzy wyposażeni w o wiele lepszy sprzęt. Kto nie ma talentu, musi inwestować w gadżety i to sprawdza się w niejednej dziedzinie.

Jakie są Twoje lubione gadżety względem Twojego hobby?