Category

Teoria

Teoria

Bezpieczne połączenia kolorystyczne

bezpieczne połączenia kolorystyczne

Szukałam jakichś informacji o trendach w kolorach na 2020 rok. Muszę przyznać, że wionie nudą, czyli mamy bezpieczne połączenia kolorystyczne. Zerowe zaskoczenie, zmieniają się tylko odcienie.

Dla mnie dzisiejsze zestawienie to bezpieczne połączenia kolorystyczne, które zawsze pozwolą osiągnąć planowany efekt. Efekt, jakim ma być zauważenie czegoś. Dla mnie najlepszym i ponadczasowym przykładem jest połączenie koloru czerwonego i niebieskiego. Nie znoszę tego połączenia, ale nigdy koło niego nie przechodzę obojętnie. Zwrócił moją uwagę? Efekt został osiągnięty.

Bezpieczne połączenia kolorystyczne:

Granatowy + miętowy

Bezpieczne połączenia kolorystyczne, czyli granatowy i miętowy.

Granatowy był przez długi czas uważany za bezpieczny wybór koloru dla marki. Zwróć uwagę, jakie marki wykorzystują właśnie granat. Z czym się kojarzą? Zaufaniem, niezawodnością. Granat kojarzy się też trochę z bezpieczeństwem, bo jest nudny. Poza tym jest to schludny kolor. Zawsze będzie budził w nas aurę profesjonalizmu, powagi, ekskluzywności. Dla mnie granat jest drugi po czerni, ale czernią nie jest.

Ożywmy granat, dodając do niego miętę. Ona ma pazur i chęci do bycia neonowym kolorem (zwłaszcza w tym połączeniu), ale nie bije po oczach. Zwraca na siebie uwagę, ale nie zniechęca. I nich mięta będzie tylko pokazaniem drogi, jakie kolory inne będą ładnie współgrały z granatem.

Do granatu raczej unikałabym białego. Mamy tu do czynienia z dużym kontrastem, co może drażnić oko. Lepiej wybrać jasne odcienie szarego. Do granatu zdecydowanie pasuje złoto, co często można zobaczyć np. na zaproszeniach ślubnych. Połączenie kojarzące się z luksusem. Można też popróbować z jasnymi odcieniami różowego.

Brzoskwiniowy + pomarańczowy

Bezpieczne połączenia kolorystyczne, czyli brzoskwiniowy i pomarańczowy.

Pomarańczowy kojarzy się z życzliwością, witalnością oraz pewnością siebie. Nie nasuwa Ci się od razu na myśl pewne zwierzę, kojarzące się z tym kolorem? Wbrew pozorom do lisa pasuje życzliwość, o ile widzi w tym swój interes. Idąc lisim tropem, pomarańczowy kojarzyć się może z czymś figlarnym, żartobliwym dlatego łączony jest z ciemnymi lub neutralnymi kolorowymi, aby wzbudzić zaufanie.

Zwierzę już było, czas na skojarzenie z wydarzeniem dzięki któremu, łatwiej uniknąć wpadek połączenia pomarańczowego z niektórymi kolorami. Na pewno już wiesz, że chodzi mi o Halloween. Połączenie pomarańczowego z czarnym lub białym jest fajne, ale tylko wtedy. Na dłuższą metę byłoby to męczące.

Kolor brzoskwiniowy trochę łagodzi pomarańcz. I tu jest kolejny trop, którym warto podążać. Obojętnie jaki odcień siwego wybierzemy, pomarańcz zleje się w jedną plamę. Jeżeli siwy ma zostać, lepiej iść w rudości. Podobnie będzie z wyrazistymi brązami. Co innego z przygaszonymi jak brzoskwiniowy, one fajnie podkreślą pomarańczowy.

Musztardowy + beżowy

Bezpieczne połączenia kolorystyczne, czyli musztardowy i beżowy.

Kiedyś mało spotykane połączenie, kojarzące się z nudą. Postrzeganie na to połączenie uległo zmianie, kiedy musztarda weszła na salony. Był moment, kiedy uciekałam ze sklepu, z powodu ilości ubrań w tym kolorze. Musztarda z jasnym blondem nie jest dobrym połączenie. A co za tym idzie, jasne beże, coś w stylu kawy z mlekiem, odpada. Po prostu wszystko się ze sobą zleje.

Musztarda jest kolorem pomiędzy żółtym a złotym. Nie jest tak agresywna, jak żółty, więc nie drażni. Bliżej jej do złota, ale nie wywołuje poczucia niedostępności z powodu luksusu jak złoto.

Musztarda lubi być łączona z wyrazistymi kolorami. Od zdecydowanego beżu po ciemne brązy. Wyrazisty morski, czyli niebieski wpadający w mocną zieleń. Granat też się może sprawdzić, ale pod warunkiem, że nie będzie w przewadze. Można poeksperymentować z białym, chociaż połączenie majonezu i musztardy nie zawsze nawet na talerzu dobrze się komponuje.

Połączenie musztardy z ketchupem jest smaczne tylko w sosach. Ok, świat biznesu zna takie połączenia, ale one meczą oko. Do czerwonego jest lepszy wyrazisty żółty.

Czarny + limonka

Bezpieczne połączenie, czyli czarny i limonka.

Już od dawna próbuję rozgryźć, o co chodzi z tym limonkowym kolorem. Przedstawiana jest jako neonowy kolor, ale ilekroć jestem w sklepie, nie znajduję takiej limonki. Już sama nie wiem, czy ja oglądam zbyt dojrzałe owoce, czy zdjęcia są tak podkręcone podczas obróbki.

Nie czepiam się już tej limonki, zostanę przy neonach, bo to o nie chodzi. Zauważ, że bez względu na to, czy wybierzesz różowy, niebieski, czerwony w neonie, zawsze dobrze połączy się z czarnym. Myślę, że ma to związek z faktem, że tylko po ciemku oddają swój cały urok. Granat co prawda również kojarzy się z nocą, ale nie z każdym kolorem nowym będzie się dobrze komponował.

Siwy z domieszką zielonego + pastelowy różowy

Bezpieczne połączenie, czyli siwy z domieszką zielonego i pastelowy różowy.

Pamiętam, jak pierwszy raz wpadła w moje ręce kredka w tym dziwnym odcieniu siwego. Stwierdziłam, że to jeden z brzydszych kolorów. Obecne bardziej przychylnie patrzę na niego, szczególnie w połączeniu z różowym.

Przy tym połączeniu trzeba mieć wybitny talent, aby zaliczyć porażkę z grafiką. Tutaj można sobie pozwolić na zamianę, czyli z różowego zrobić główny kolor, a z siwego dodatek.

Do tego specyficznego siwego z odcieniem zieleni pasuje wiele kolorów. Lepiej jednak sprawdzają się pastele, jak to przy siwych kolorach bywa. Do pastelowego różowego świetnie pasuje złoto, ale żółty lub musztardę bym omijała.

Pomarańczowy z domieszką czerwonego + morski

Bezpieczne połączenia kolorystyczne, czyli pomarańczowy z domieszką czerwonego i morski.

Z klasycznym pomarańczem te zielone niebieskie (morskie) faktycznie się gryzą. Niech będzie, że to połączenie było powodem ku temu, że listy nie występują naturalnie na plaży. Wystarczy do pomarańczowego dodać trochę czerwonego i od razu łatwiej łączy się go z innymi kolorami.

Jeżeli kolory znajdują się naprzeciwko siebie na kole barw, nie ma szansy, aby nie zwracały na siebie uwagi. I może nie zawsze takie połączenie wpada w nasz gust, ale na pewno nasze oko takie połączenie zauważy. Bo przecież chodzi o zwrócenie uwagi.

Szkarłatny + czarny

Bezpieczne połączenia kolorystyczne, czyli szkarłatny (czerwony z domieszką różowego) i czarny.

Kolor szkarłatny to w zasadzie czerwień wpadająca w różowy. W zasadzie trendem ma być najbardziej popularne połączenie, czyli czerwony i czarny. Czyż nie wionie trochę nudą? Oczywiście nie narzekam, jest to jedno z moich ulubionych połączeń.

W zasadzie nie sposób przejść koło czerwonego koloru obojętnie. Jednie będą kojarzyć go bardziej z miłością, inni zaś z mrocznymi rzeczami zwłaszcza w połączeniu z czernią.

Różowy + wkurzający niebieski

Bezpieczne połączenia kolorystyczne, czyli różowy z niebieskim.

Połączenie, które nie jest żadną nowością. Zazwyczaj jest tak, że jeden z tych kolorów jest przygaszony, aby był podkreśleniem drugiego. Gdyby oba były intensywne, znowu nic nie byłoby widać. Chociaż ja pamiętam czasy takiego łączenia kolorów, aby odstraszyć dalsze przeglądanie strony.

Tym razem hierarchia jest z góry określona, czyli to błękit ma być kolorem dominującym. Różowy zaś ma być swoją pastelową wersją.

Szukałam fajnej nazwy polskiej na ten niebieski jak z katalogu z farbami. Ostatecznie dla mnie to wkurzający niebieski, kojarzący się ze starym systemem operacyjnym. Ten odcień kojarzy mi się z neonami. Z tym że on bardziej denerwuje oczy w niektórych projektach i zestawianiach. A może to tylko wspomnienia przeszłości?

Jaki by ten niebieski nie był, pewnie w tym roku może częściej pojawiać się w zestawieniu z różowym. W zasadzie do tego koloru można wykorzystać również inne poza różowym, byle były pastelowe. Wystarczy, że niebieski drażni oczy, trzeba go czymś złagodzić.

Delikatna zieleń + biały

Bezpieczne połączenie, czyli delikatny zielony i biały.

Nie od dzisiaj wiadomo, że zielony uspokaja, relaksuje, wycisza. Dobra, limonka może takiego działania nie mieć, ale te pastelowe już tak. I właśnie, aby zielonego nie pozbawiać tych właściwości, najlepiej połączyć go z neutralnym białym.

Żeby nie było tak usypiająco, można trochę to urozmaicić. Do delikatnego zielonego będą fajnie pasowały zdecydowane, pastelowe brązy. Tylko nic w typowych beżach, bo kolory się ze sobą zleją.

Zresztą, z białym nie tylko można łączyć delikatny zielony, ale również różowy, niebieski czy fiolet, ale raczej w pastelach. Przy bardziej zdecydowanych kolorach biały może denerwować.

Terakota + piasek

Bezpieczne połączenie, czyli terakota i piasek.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o kolorze pod nazwą terakota, zastanawiałam się co, to za wymysł. Co to za kolor. Gdzie go osadzić na kole barw. Terakota to odcień brązu z domieszką odrobiny czerwieni i pomarańczu. Może kojarzyć się z rdzą – tak, to najlepsze porównanie. Terakota to połączenie trzech kolorów w idealnych proporcjach, które w połączeniu z pisakiem, działa relaksująco i uspokajająco.

Zastanawiałam się, z czym poza sobą można te dwa kolory połączyć. Piasek oczywiście z wyrazistymi brązami. Z niektórymi odcieniami zieleni będzie się fajnie komponował. Teoretycznie można go połączyć z mocnym czerwonym czy różowym, ale ostrożnie, bo pisakowy jest zbyt mało wyrazisty i może zniknąć.

Terakota jest za to wybitnie trudnym kolorem. Chyba nic poza pisakiem i jasnymi beżami do niej nie pasuje. Dla mnie to kolor, który nie znosi konkurencji.

Podsumowując

Kolory z nagłówków to tak zwane pewniaki, bezpieczne połączenia kolorystyczne. Połączone ze sobą, zawsze będą dobrze wyglądać i uzupełnić się nawzajem. Teoretycznie są to trendy kolorystyczne na 2020 rok, ale… Kurcz, od jak dawna te połączenia już się pojawiają? W kolorach jak w modzie ciężko powiedzieć, że będzie coś przełomowego na dany rok. I nie, połączenie np. dwóch neonowych kolorów na jednej grafice też już było.

Kolory to jedno, na grafikę składają się również zdjęcia, obrazki oraz napisy. Te ostatnie mogą czasami uratować nieudane połączenie kolorystyczne ze względu na wybrany font, ale…

Chciałabym zachęcić Cię do zabawy kolorami. Stworzeniu połączeń zgodnych z powyższymi zasadami i nadal wyglądających świetnie.

Lubisz bezpieczne połączenia kolorystyczne ?

rozpoznawalne grafiki
Teoria, Własny biznes

Rozpoznawalne grafiki, 5 charakterystycznych elementów

Czym są rozpoznawalne grafiki? Niczym innym jak postami, po których od razu można rozpoznać treści, do jakiego autora należą spośród obserwowanych.

Oczywiście nie mam na myśli, tylko typowej grafiki. Tak samo dzieje się ze zdjęciami i ich obróbką. Niektórzy mają tak charakterystyczny styl, że nie sposób ich przeoczyć w tłumie. Jest kilka trików, dzięki którym Ty również możesz mieć rozpoznawalną grafikę mimo wielu innych osób zabiegających o uwagę.

Rozpoznawalne grafiki

Logo

Może o logo ciężko było wtedy mówić, ale był moment, kiedy sporo twórców umieszczało na zdjęciu znak wodny ze swoim podpisem. A gdyby to trochę dopracować? Umieszczanie logo (lub logotypu) na zdjęciu lub grafice jest pomysłem na bycie rozpoznawalnym. Można to fajnie ograć, ale łatwo z tym przesadzić.

Na pewno, jeżeli ma być to charakterystycznym elementem, nie może być znakiem wodny. Lepiej, aby logo znalazło się gdzieś w rogu i nie zasłaniało tego, co na zdjęciu czy grafice jest najważniejsze.

Propozycje uzycia logo.

Charakterystyczny element

Coraz więcej twórców w dzisiejszych czasach ma kilka szablonów grafik, które konsekwentnie używane, są bardzo rozpoznawalne. Często znajdują się tam jakieś charakterystyczne elementy graficzne, niekoniecznie logo. Użyte elementy są ze sobą spójne i to nie tylko w obrębie jednej grafiki.

Co też jest znakiem naszych czasów, nie trzeba od razu zatrudniać całego sztabu ludzi, aby taką paczkę mieć na swój użytek. Są bardzo proste w dostosowywaniu, więc nie trzeba mieć grafika na każde zawołanie, aby stworzyć kolejny post. Można zaoszczędzić i nadal wyróżniać się z tłumu.

Charakterystyczny element w grafikach.

Zdjęcia

Mowa o stylu, który bardzo głośno, ale zarazem nie nachalnie krzyczy, do kogo należy. Zauważ ilu twórców ma lub szuka pasującej do siebie kolorystyki, aby była od razu kojarzona. Tak samo jest ze sposobem obórki zdjęć. Bo obróbka to nie tylko kolory, to również np. dodanie jakiegoś elementu. Styl to oczywiste również takie elementy jak kadrowanie, czy to, co na zdjęciu najczęściej się znajduje.

Jeżeli nie koniecznie wiesz, o co chodzi ze spójnością, Podejrzyj, jak radzą sobie inni. Bo dla mnie np. nie tylko kolorystyka jest spójna. Oczywiście jest bardzo charakterystycznym elementem, który od razu przyciąga oko, ale… Spójna może być też tematyka zdjęć. Różne kolory, różne kadry, ale prawie zawsze nawiązujące do konkretnego tematu naszej działalności.

Sama mam problem z kolorystyczną spójnością zdjęć. Fotomontaże są na tyle specyficzne, że aż żal mi zawsze obrabiać tak samo zdjęcia. Z drugiej jednak strony same manipulacje ze zdjęciami są charakterystyczne i dość spójne. Jest to typowym nawiązaniem przy wielu publikacjach do głównej tematyki.

Kolory

Z jednej strony kolorystyka na zdjęciach, z drugiej ta bardziej osławiona na grafikach, czyli kolor charakterystyczny dla naszej marki. Bardzo mi się podoba to, jak ktoś jeszcze na zdjęciu dodaje element w danym kolorze np. poprzez strój.

Gdzieś tam przewija się u mnie sporo treści, ale nie potrafię przeoczyć żółtych akcentów Joanny Ceplin. Bardzo fajnie przerobiła „czarny piątek”, aby pasował do jej koloru. Ten żółty kolor przewija się nie tylko na wszystkich grafika, ale również na zdjęciach, np. przez coś żółtego w stroju.

Charakterystyczny kolor w grafikach.

Tu się przyznam, że próbowałam swoich sił z kolorem pomarańczowym, kiedy królował u mnie lis. Pewnie bym to dalej ciągnęła, ale wybrałam dość niefortunny odcień. Oczywiście szukałam innych, ale chyba miałam wtedy za mało odwagi na coś ostrego, a teraz? Chyba już nie do końca pasuje.

Font

Dla mnie kwestia charakterystycznego kroju pisma jest obecnie bardziej teoretyczna niż praktyczna. Nie przeczę jednak, że konsekwentne używanie jakichś fontów nie stanie się rozpoznawalne. Mam tylko problem, że ten dobór idzie trochę za bardzo z trendami. Sama też temu uległam, więc nikogo nie ganię.

Zauważ, ile teraz jest elementów bazujących na odręcznym piśmie. Jasne, że jest to charakterystyczne, ale mam wrażenie, że coraz ciężej znaleźć taki krój, który mocno wyróżni się na tle konkurencji. Chodzi mi o to, aby nie bazować tylko na rozpoznawalnym foncie. Jeżeli chcesz, niech będzie tym głównym elementem, ale warto dodać do niego np. charakterystyczny kolor. Takie połączenie jest krzykiem, ale głowa od niego nie rozboli.

Patrząc z boku na pomysły na rozpoznawalne grafiki, mam wrażenie, że ciężko stworzyć je bazując tylko na jednym z wymienionych elementów. Mamy taką ilość informacji, tak mało czasu, że łatwo coś przeoczyć w tłumie.

Czym są dla Ciebie rozpoznawalne grafiki? Chętnie rozszerzę powyższą listę, jeżeli sama coś przeoczyłam. O tej ilości informacji wspominałam.

PS. Jeżeli potrzebujesz pomocy w stworzeniu charakterystycznych grafik, napisz, chętnie pomogę. A już po nowym roku w sklepie ukażą się pół produkty, czyli tańszy i szybszy sposób na rozpoznawalne grafiki.

zawód grafik
Teoria, Własny biznes

Zawód grafik – zrób mi to, to i to, i jeszcze to

Zawód grafik jest bardzo ogólnym pojęciem. Tworzy to anormalnie dużą ilość wymagań od osoby, która napisała, że jest grafikiem.

Warto poznać jakie dziedziny składają się na pojęcie grafik. Po co oczekiwać czegoś od kogoś i się zawieść. Lepiej dopytać, niż rzucić listę rzeczy do robienia grafikowi i mieć focha o rezygnacje, czy wysoką cenę, bo do projektu dana osoba musi zatrudnić dodatkowe osoby. Zawód grafik brzmi ładnie, ale warto też umieć postawić sobie granice, czym się zajmujemy, a nie potem dziwić się, że ktoś ma pretensje, czy jeszcze gorzej, nie dajemy rady czegoś zrobić.

Zawód grafik lub projektant graficzny

Tak ogólne pojęcie opasuje osobie, która zajmuje się najczęściej warstwą wizualną projektów. Na tym etapie trzeba znać programy graficzne, potrafić projektować bądź tworzyć ilustracje. Zadaniem grafika jest złożenie wszystkiego w ładną i spójną całość.

Do grafika ciężko przypisać konkretną listę zadań, która nie podlega żadnym modyfikacjom np. pod wpływem zakresu projektu. Ciężko też powiedzieć, że znając takie, a nie inne programy, możemy mówić, że jesteśmy grafikami. Jak to bywa w artystycznym świecie, na próżno szukać ścisłych wytycznych, które nie ulegają zmianie.

Najogólniej rzecz biorąc, grafikiem jest ktoś, kto wykonuje czyjąś koncepcje. Sprawia, że pomysły niedbale naszkicowane na kartce, zaczynają ożywać.

Nie ma się jednak co oszukiwać, w cenie jest znajomość programów Adobe, w szczególności Photoshop i Illustrator. Wchodząc w świat internetu, dobrze jest znać HTML i CSS. Jeżeli interesuje nas najbardziej tworzenie stron, warto poznać dodatkowo PHP oraz JavaScript. Chociaż w takim stopniu, aby wiedzieć, na co pozwalają. Schodząc na „zmienię”, chociaż dzisiaj chyba nawet bardziej w cenie, niż kiedyś jest znajomość programu InDesign. Nie muszę daleko szukać, e-booki stają się coraz bardziej popularne.

Art Director

Tutaj mamy do czynienia z osobą (w zasadzie stanowiskiem), która pracuje jako grafik w firmie. Do jej zadań należy praca nad koncepcjami i/lub konceptami albo wdrożeniami. Znowu mowa o ożywianiu wszystkiego.

Jeżeli pracujemy sami, nawet nie wiemy, że takie stanowisko piastujemy. W większych firmach ma się zespół składający z wielu grafików i copywriterów. Art director to osoba, która opracowuje pomysły, tworząc szkice, różne plansze, czy też prezentacje i jest odpowiedzialna za kontakt z klientem, bądź zarządem firmy. Ktoś musi być pośrednikiem przedstawiającym koncepcje. Pracując samotnie, to wszystko skupia się na jednej osobie, a do tego jeszcze musi zająć się samą realizacją tego projektu.

Grafik 3D

Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak na płycie z jakiejś gazety znalazłam program do tworzenia różnych rzeczy w 3D. Faktycznie, było to wtedy głównie związane z tworzeniem wizualizacji miejsc (mieszkań, domów), bądź przedmiotów np. wazonów. Pamiętam te moje koślawe projekty.

Myślę, że obecnie nawet nie zauważamy, jaka ilość modeli 3D nas otacza. Może nie bezpośrednio, ale wiele reklam bez tej dziedziny grafiki by nie istniało. Te wizualizacje produktów, o których wspominałam nawiązując do wazonu. Oczywiście nie tylko reklama wykorzystuje modele 3D. Wykorzystuje się je również przy filmach, animacjach czy grach. Myślę, że masa rzeczy by nie powstała, gdyby nie trójwymiarowa grafika.

Animator

Wyższy stopień zaawansowania od grafiki 3D. Tutaj trzeba dosłownie ożywić projekt, wprowadzając go w ruch. Typów animacji i programów jest tyle, że (znowu) nie ma jednego przepisu, czego trzeba się nauczyć.

Po grafice 3D przyszedł czas na animację. Znowu jakiś program z gazety nagrałam i zabrałam się za zabawę. Bez samouczka nie udało mi się zrobić zupełnie nic. Z nim też nie szło szybko, ale zaprojektowałam sobie na kartce, jak ludzik ma się zachować. Przewijanie kartki wprawiało go w ruch, w programie moje patyki (wiesz, jak się rysuje człowieka?) nigdy nie doczekały się poruszenia.

Animacja to reklama, film, a w szczególności gry komputerowe. Co ciekawe, obecnie animacje zaczynają wkradać się na strony internetowe oraz do aplikacji. Naturalna kolej rzeczy, ale jednak animacja zaczyna usypiać naszą wyobraźnię.

Web designer

Osoba, która zajmuje się projektowaniem stron internetowych. Najlepszym przykładem, aby sobie to zobrazować, są tutaj szablony, których poszukujemy, aby nasza strona wyglądała ładnie. Taki szablon może być stworzony od początku do końca przez jedną osobę, a dopiero wdrożeniem zajmuje się ktoś inny. Może jednak być też tak, że za stworzenie poszczególnych elementów, odpowiedzialnych jest kilka osób. Jeden element, jedna osoba.

Branża rozrosła się na tyle, że wytworzyło się w niej sporo specjalizacji. Zaczynając od User Experience Designera (projektant doświadczenia użytkownika) i architekta informacji, którzy odpowiadają za najwcześniejszy etap projektu, makiety oraz prototypy, przez UI Designera (projektant interfejsu użytkownika), który tworzy interfejs projektu. To ten moment, w którym przypomina mi się pewien skecz kabaretowy o szukaniu pracy i nazwach stanowisk. Nie wiem, czy tłumaczenie jest poprawne, ale jest na tyle zabawne, że nie mogłam go pominąć.

Koniec żartów, bo nazwy stanowisk nie mają takiego znaczenia jak to, czym osoby się zajmują. Konkretnie chodzi o znajomość pojęć z zakresu user experience (doświadczenie użytkownika, nie mogłam sobie darować), ustability (użyteczność), są na bieżąco z trendami. Mają pojęcie o tym, jak wygląda praca z typografią na stronie internetowej. Znają nie tylko zalety, ale również przeszkody, jakie stawia przed projektem dzisiejsza technologia.

Na tym etapie dochodzi znajomość programów do tworzenia makiet takich jak Axure, Sketch czy UXPin.

Typograf

Powiew historii w tej nowoczesności. Kiedyś typograf zajmował się tym, czym obecnie zajmują się osoby pracujące w DTP. W dużym uproszeniu jest to osoba, która zajmuje się przygotowaniem na komputerze projektu do druku.

Można wyróżnić tutaj kogoś takiego jak type disegner, czyli osobę, która zajmuje się tworzeniem fontów. Zarobek nie jest współmierny do godzin pracy, jakie trzeba poświęcić na tworzenie kroju pisma. Osobiście poddałam się przy tworzeniu drugiej lub trzeciej litery, a gdzie cały alfabet, cyfry i jeszcze zależności między nimi.

Są również osoby zajmujące się hand letteringiem, czyli odręcznym pismem. Narodziny nowej specjalizacji, wraz z chęcią tworzenia czegoś naturalnego w cyfrowym świecie.

Fontu nie stworzyłam, ale napisy same w sobie często robię. Robię szkic na kartce, który potem obrabiam w programie graficznym. Mam wizję projektu oraz tego, jaki chcę napis i tylko odwzorowuję to, co tworzę na papierze. Zdecydowanie lepiej pasuje tu pisanie o tworzeniu ilustracji.

Praca w DTP

Jak już wspomniałam, DTP jest poskładaniem na komputerze tego, co ma zostać wydrukowane. Musimy poznać tutaj tajniki typografii, druku, składania tekstu oraz komponowania go z grafiką.

Brand/logo designer

Mam wrażenie, że jest to osoby nurt. Taka nowa specjalizacja w przy dzisiejszych zapotrzebowaniach. W zasadzie jest to coś, co związane jest ze wszystkimi elementami składającymi się na grafikę marki. Konkretnie chodzi o opracowanie całej identyfikacji wizualnej, od logo aż po kolory. Sporo jest obecnie tego typu ofert.

Przyznaję, że to moje klimaty w dzisiejszych czasach. Uwielbiam prace z kolorami i wszystkim tym, co jest z nimi związane. Co chodzi o logo, mogę komuś stworzyć wersję cyfrową szkicu, ale sama za projektowanie się nie zabieram.

Retuszer

Nie wiedziałam, że kiedyś kilka lat na takim stanowisku pracowałam. Najogólniej rzecz ujmując, chodzi o retusz zdjęć. Nie rzadko osoba robiąca zdjęcia zajmuje się retuszem, ale jak widać po zdjęciach, czasami przydałaby się fotografowi pomoc. Najbardziej widać w gazetach, ile pracy mają takie osoby.

Mam w planach powrót do retuszy, a co za tym idzie, naukę fotografii. To drugie zajmie mi zdecydowanie więcej czasu.

Ilustrator

Kiedyś ilustrator kojarzony był z osobą, która na kartce tworzy obrazki do książek. Dzisiaj ilustracja bardzo się rozrosła. A może wreszcie zrozumieliśmy, że to coś więcej. Więc ilustracje są nie tylko do książek, ale również do magazynów, koncept arty do gier oraz animacji, ikony, infografiki i jeszcze długo tak można wyliczać.

Wracając pamięcią do początków zabawy z grafiką, bardzo chciałam być ilustratorem. Z tym że uważałam, że to tylko odręcznie rysowane obrazki do książek. Obecnie to nie tylko grafika wektorowa, ale również rastrowa i tak oto, spełniłam swoje marzenie. Fotomontaże są formą ilustracji.

Podsumowując

Jak widzisz, nie ma schematu. Nie ma konkretnych wytycznych, aby móc przypisać je dla konkretnego stanowiska. I nie chodzi mi dzisiaj o to, że chcę cię namówić na pracę jako grafik. Chcę Ci pokazać, że nie możesz oczekiwać od grafika stworzenia ilustracji i całej strony internetowej, a jeszcze do tego pełnej identyfikacji wizualnej. Jeszcze by się przydało zrobienie sesji wizerunkowej i retusz zdjęć. Nie mówię, może znajdą się pasjonaci, którzy to wszystko ogarną, ale proszę, zejdź na ziemię.

Żeby wiedzieć, co się chce robić, trzeba próbować. U mnie był retusz, ilustracje, modele 3D, animacje, typografia, web design wraz ze wdrożeniem, identyfikacja wizualna. Zostały ze mną klasyki, spełniające marzenia, poprawiające lub tworzące rzeczywistość oraz sprawy techniczne, jak na informatyka przystało. I oczywiście praca z kolorem oraz tworzeniem grafik.

podstawy grafiki
Teoria

Podstawy grafiki: jak wybrać odpowiednie narzędzie

Ośmielę się powiedzieć, że podstawowa umiejętność projektowania graficznego przydaje się w zasadzie na każdym kroku. Jakieś prezentacje, grafiki na portale społecznościowe, różne dokumenty, które mają ładniej wyglądać… Dopisz to, czego Ci brakuje.

Jako że żyjemy w czasach obrazkowych, niektórzy nawet hieroglifami piszą, możemy łatwo popaść we frustracje, że nam nie wychodzi tworzenie grafik. Inni robią to lepiej, ładniej. Czasami wpadamy w błędne koło, że teraz to trzeba zatrudnić profesjonalistę, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie. Poszukujemy różnych programów, które z różnym skutkiem pozwalają, na osiągnięcie wymarzonych efektów. Nic tylko usiąść i płakać, że znowu trzeba płacić.

Znajomość podstaw grafiki przydaje się nie tylko przy tworzeniu treści na portale społecznościowe (takie ogólne ujęcie). Zauważam, że grafika informacyjna coraz częściej wkrada się we wpisy na blogach. Ale… Poznanie podstaw grafiki może się przydać również przy urządzaniu pokoju. Już o remoncie nie wspominając.

Okruszek historii

Ponad 10 lat temu programy do tworzenia grafiki były drogie. Ich tańsze, dużo tańsze wersje (z tym że nielegalne) były bardzo ciężko dostępne. Poza tym nie były (klasyki do dzisiaj takie są) zbyt proste w obsłudze, a w internecie nie było praktycznie skąd się ich nauczyć. Większość odbywała się metodą prób i błędów.

Programy się wraz z upływem czasu nie zmieniły, ale ich dostępność była większa. Oczywiście mowa o mało legalnym procederze. Jednak wydać kilka tysięcy na program, który ma służyć do „zabawy”, nie jest łatwe. Mniejsza o prawne kwestie, dostępność programów była większa. Czasami z wirusem, ale były.

Obecnie programów i aplikacji mamy od zatrzęsienia. Jednym minusem może być znak wodny producenta umieszczany na grafice, czy minimalna opłata, aby tego znaku nie był. Z drugiej strony programowe klasyki to już nie wydatek kilku tysięcy, aby z nich korzystać.

Zabawny aspekt historii

Tak jak w dobie telefonów komórkowych z dobrymi aparatami fotografowie nie stracili pracy, tak samo nie stracą jej graficy. Do robienia zdjęć nawiązuję nie bez powodu. Nie wiem, na jakim etapie jesteś z robieniem zdjęć, ale przyjmuję, że jeszcze nie jesteś profesjonalistą i cały czas się uczysz. Ja się nadal uczę.

Materiałów do nauki fotografii jest masa, ale to też nie do końca o to mi chodzi. Chociaż materiałów do nauki grafiki faktycznie nie jest tak dużo, ale… Podstawa grafiki to na przykład nauka podstaw kompozycji czy zasad dobierania kolorów. Nie kojarzy Ci się to z fotografią?

Pisząc o tym, jak się uczyć, wspominałam, że kiedyś nie umiałam robić notatek. Inaczej, były mało kolorowe, a co za tym idzie, mało czytelne jak dla mnie. Poznając podstawy grafiki, nauczyłam się tworzyć bardziej przejrzyste i mówiące więcej notatki.

Znowu wspomnę, że żyjemy w czasach, kiedy to obraz jest głównym nośnikiem przekazu. W związku z tym producenci np. pudełek będą się prześcigali w takim dobraniu szaty graficznej, abyśmy wybrali dany produkt. Dzięki poznaniu podstaw grafiki już nie tak łatwo złapać nas na te triki. Podchodzi się bardziej krytycznie do wyboru, jeżeli nie kierujemy się tylko ładnie wyglądającym opakowaniem.

Kiedy można obyć się bez fachowca

Jest dość szeroka gama materiałów, które możemy stworzyć sami, poznając podstawy grafiki. Chociaż nie każdy nawet tym powinien się zająć, ale to może innym razem. Bez wnikania w szczegóły, co możemy zrobić sami, znając podstawy i mając narzędzia.

  • prezentacje
  • raporty
  • grafiki na portale społecznościowe
  • newslettery

Nie bez powodu ominęłam tutaj np. zaproszenia, plakaty czy banery. Oczywiste nie mówię, że znając podstawy, nie można tego zrobić. Pytanie, jakiej reakcji oczekujemy po stworzenia takich materiałów. Źle wykonane mogą działać na niekorzyść i wręcz zniechęcać do nas ludzi.

Kiedy fachowiec jest potrzebny

Każda dziedzina ma granicę, do czego powstała to za mało. Nie mniej jednak, warto poznać podstawy grafiki, aby łatwiej było się dogadać z fachowcem, czego oczekujemy.

  • Branding – logo, identyfikacja wizualna i tym podobne.
  • Projekty do druku – na pewno zauważasz, że nie każda rzecz stworzona w wersji cyfrowej, wygląda tak samo po wydrukowaniu. I właśnie dlatego potrzeba kogoś, kto zna techniczne aspekty związane z drukowaniem.
  • Strony internetowe – ilość darmowych lub płatnych szablonów pozwala stworzyć samemu stronę. Wiadomo, że do stworzenia od nowa, potrzeba fachowej wiedzy, ale często potrzeba też jej do dostosowania strony.

Oczywiście można i na tych polach zajmować się wszystkim samemu. Największy problem jednak może być ze zrobieniem logo, ale na początek swojej drogi i temu można jakoś zaradzić, aby nie zbankrutować.

Jeżeli nie chcemy być dalej w tej branży, nie ma sensu marnowania czasu na naukę czegoś więcej niż podstawa. Jeżeli jest to przygnębiające, spójrz na to z innej strony. Osoba, która zajmuje się tworzeniem stron najprawdopodobniej nie zna się na przygotowaniu materiałów do druku. Fizycznie nie da się być alfą i omegą w każdej dziedzinie. Lepiej być specjalistą w węższym zakresie, niż tworzyć chałtury na szeroką skalę.

Podstawy grafiki – od czego zacząć

Najlepiej byłoby zacząć od określenia, gdzie te grafiki mają być publikowane. Na Facebook-u patrzymy na grafiki trochę inaczej niż na Instagramie. Zupełnie inaczej będą postrzegane w newsletterze czy na InstaStory.

Darmowy vs płatny program

To tak samo, jakby pytać, czy na początku blogowania zaczynać od darmowych rozwiązań, czy inwestować w swój hosting.

W każdej dziedzinie lepiej na początku wybrać darmowe rozwiązania. Można wtedy sprawdzić, czy odnajdujemy się, tworząc np. grafiki. Dopiero po pewnym czasie można zacząć się zastanawiać nad płatnym programem, ale… W darmowych wersja często mamy masę szablonów, które ułatwiają tworzenie. W płatnym programie dostajemy na start pustą kartkę i co robimy? Osoba, która naprawdę chce się tym zajmować, będzie uczyła się dalej. Ten, kto chce mieć więcej możliwości, ale nie robić wszystkiego samemu, zainwestuje w szablony potrzebnych materiałów. Jeszcze inny się zniechęci i nawet po darmowe rozwiązania już nie sięgnie.

Jak wybrać odpowiednie narzędzie

Na moje oko, na etapie szukania odpowiedniego programu, można się zniechęcić do tworzenia grafiki. Na rynku jest zdecydowanie za duży wybór, a jeszcze do tego ile ludzi, tyle poleceń, najlepszych programów. Ja nic nie polecę, powiem tylko, na co zwrócić uwagę przy wyborze.

  • Wersja językowa – nie oszukujmy się, ale większość programów jest w języku angielskim. Jeżeli nie znamy języka, możemy mieć trudność w szybkim poznaniu programu czy aplikacji. Kolejną przeszkodą są czcionki (fachowo fonty), które nie zawsze mają polskie znaki. Warto najpierw to sprawdzić, zanim zaczniemy poznawać dane narzędzie.
  • Licencja – czasami program dodaje znak wodny do grafiki, czasami za elementy trzeba dodatkowo zapłacić. Innym razem grafik nie można używać w celach komercyjnych.
  • Czy program lub aplikacja ma wersję darmową i płatną. Jeżeli są takie opcje, wiadomo, że darmowa ma nam zaostrzyć apetyt na płatną wersję. Często nie są to duże pieniądze, ale lepiej poczytać komentarze przed inwestycją. Ludzie szczerze piszą, czy warto inwestować, czy nie.

Siadam do projektowania

Będę to powtarzać do znudzenia, ale warto na początku pobawić się gotowymi szablonami. Dokładnie przyjrzeć się, jak elementy są ze sobą poskładane. Jakie zostały użyte fonty. Jaki jest dobór kolorów. Potem zacząć zmieniać jeden element i patrzeć, czy nadal wszystko pasuje. Potem kolejny i tak dalej. Ewentualnie pytać po zmianach osoby w swym otoczeniu, co o danym projekcie myślą. I najważniejsze, nie obrażać się na krytykę, a dopytywać, co i dlaczego im nie pasuje.

Wspominałam już też przy okazji nauki projektowania, że warto kopiować prace innych i wkładać je do szuflady. Nie wolno ich publikować. Chodzi o nauczenie oka widzieć połączenia, które ze sobą pasują.

Skusisz się na stworzenie swoich projektów? Dzięki poznaniu podstaw projektowania można fajnie urozmaicić prywatne InstaStry.

balans bieli
Teoria

Źle ustawiony balans bieli można uratować

Balans bieli jest bardzo ważnym zagadnieniem nie tylko w odniesieniu do czystej fotografii. Warto się z nim oswoić, jeżeli wykorzystujemy zdjęcia do tworzenia grafik, a tym bardziej, jeżeli tworzymy fotomontaże.

Odchodząc od tworzenia grafik, a tym bardziej od fotomontaży co chodzi o balans bieli. Zejdźmy na ziemię do tego, co większość z nas obecnie robi bardzo często, czyli obróbka zdjęć. Źle ustawiony balans bieli, bardzo utrudnia obrobienie zdjęć, aby do siebie pasowały. Automat nie zawsze dobrze radzi sobie z odczytaniem światła, w jakim robimy zdjęcie.

Balans bieli

Balans bieli odpowiada za zachowanie na zdjęciu właściwej barwy oraz odwzorowanie jak najwierniej koloru. Wierność koloru jest zależna również od posiadanego przez nas sprzętu oraz obróbki, niestety. Samo światło to zazwyczaj tylko pół sukcesu, ale tego większego pół składającego się na udane zdjęcie.

Lepiej, kiedy specjalnie, dopiero podczas obróbki zdjęcie zyskuj pomarańczowy lub niebieski odcień. Nie podczas wykonywania zdjęcia. Chociaż może to być specjalnym zabiegiem, ale wtedy tym bardziej musimy opanować zagadnienie związane z bielą.

Możliwości posiadanego sprzętu

Praktycznie teraz już każdy aparat, nawet ten w telefonie, ma możliwość własnego ustawienia balansu bieli. I tu się przyznam bez stawiania mnie pod ścianą, w aparacie zawsze robię zdjęcia, zdając się na ustawienie tego parametru przez sprzęt. Trochę wynika to z formatu, w jakim zdjęcia są zapisywane.

W telefonie częściej bawię się ustawieniami. Tutaj również wpław ma na to specyfika zapisu. Sporo zdjęć wylądowało u mnie w koszu, bo nie chciały się komponować z innymi przez złe ustawiania pozostawione automatowi.  

Warto poznać, co oferuje nasz sprzęt i pobawić się, jakie ustawienia nam najbardziej odpowiadają.

Warunki robienia zdjęcia

Skoro o zabawie mowa, dobrze zacząć od dziennych zdjęć w plenerze. Sama dzięki temu polubiłam robienie zdjęć telefonem. Jedna sprawa, światło dzienne jest o wiele łatwiejsze do okiełznania. Oczywiście dalej mówię o plenerze. Co prawda w zbyt słoneczny dzień nawet dobre ustawienia potrafią popsuć radość z późniejszej obróbki. Za to w pochmurne dni przy dobrych ustawieniach obróbka jest tak przyjemna, że czeka się głównie na takie dni do robienia zdjęć.

W aparacie z racji bycia leniwcem mam na stałe ustawiony tryb auto. Nie ważne, czy to plener, czy pomieszczenie. Lenistwo kończy się podczas obróbki, bo nad zdjęciami w formacie RAW trzeba trochę posiedzieć. Warunki muszą być naprawdę ciężkie, aby nie dało się balansu bieli skorygować.

Przy ustawieniu auto i światło dzienne (chyba że mamy inne warunki) zdjęcia wychodzą bardzo zbliżone do siebie. Przy świetle dzienny można spokojnie zdać się na automatyczne ustawienia i będziemy zadowoleni podczas obróbki.

Po lewej zdjęcie z ustawieniem balansu bieli w trybie auto, po prawej światło dzienne.

Przy ustawaniu aparatu w tryb pochmurny dzień oraz miejsce ocienione (cień), zdjęcia zyskują cieplejsze barwy. Nasze oko niekoniecznie to odnotuje, ale w pochmurny dzień wszystko wkoło nas jest chłodniejsze. Aparat jest bardziej czuły na zmiany światła i stara się je zneutralizować.

Po lewej zdjęcie z ustawieniem balansu bieli w trybie pochmurny dzień, po prawej miejsce ocienione (cień).

Przy ustaniu aparatu w tryb światło żarówkowe lub światło fluorescencyjne, zdjęcia zyskują chłodne, zauważalnie bardziej niebieskie barwy. Tutaj jednak trzeba uważać. Obecnie mamy ciepłe i zimne sztuczne światło. Zazwyczaj w pomieszczeniach mamy światło ciepłe, takie były (jeszcze są do kupienia) zwykłe żarówki, co daje bardziej pomarańczowy efekt na zdjęciach, co takie ustawienia mają neutralizować. Przy zimnym oświetleniu i takim ustawieniu aparatu, zdjęcia będą jak z horroru.

Po lewej zdjęcie z ustawieniem balansu bieli w trybie światło żarówkowe, po prawej światło fluorescencyjne.

Czasami zdać się na tryb auto i wprowadzać ewentualne poprawki podczas obróbki zdjęcia.

Przypadek nie wchodzi w grę

Są aparaty, które dają nam możliwość w pełni manualnego ustawienia balansu bieli. Na pewno sprawdzi się to w studiu, gdzie warunki nie zmieniają się zbyt szybko. Dla mnie jest to dobre rozwiązanie również przy zdjęciach w jednym i tym samym pomieszczeniu ze sztucznym oświetleniem.

W plenerze chyba byłoby to bardzo irytujące. Pewnie są osoby, które się tym bawią, chcąc mieć idealne zdjęcie bez konieczności obróbki. Podziwiam, ja wolę wykorzystać program do pomocy po fakcie.

Żeby nie było za łatwo

Czasami zdjęcia mają irytujące zielonkawe lub różowe kolory, co oznacza nie tylko problem z balansem bieli, co na dodatek z tintą. I tu sprawa się już komplikuje, bo tylko późniejsza obróbka zdjęcia może pomóc te odcienie zlikwidować.

Przy zdjęciach w formacie RAW zmiana tinty robi się prawie sama. Mamy jeden suwak, który możemy bardzo precyzyjnie kontrolować. Po jednej wartości w stronę bardziej zielonych odcieni, po jednej różowych, aż uzyskamy efekt, który nas satysfakcjonuje.

Przy formacie zdjęć JPEG nie uciekniemy od programu graficznego np. Photoshopa. Jeżeli odcienie nie są zbyt nachalnie przeciągnięte w którąś ze stron, można pobawić się w ich neutralizację, używając FILTR FOTOGRAFICZNY.

Przy bardziej wymagających zmianach musimy skorzystać z narzędzia zwanego BALANS KOLORÓW. I chciałabym dodać, że wystarczy użyć zielonego suwaka, jeżeli zdjęcie jest zbyt różowe lub karmazynowego, jeżeli jest zbyt zielone. Oczywiście osiągnie się jakiś efekt, ale nie koniecznie satysfakcjonujący.

Photoshop - opcja balans kolorów.

Jak widzicie powyżej mamy do wyboru trzy różne Balansy Tonów, czyli Cienie, Półcienie i Podświetlenia. W każdym są trzy opcje Balansu kolorów: Niebieskozielony, Karmazynowy i Żółty. Aby osiągnąć najlepszy efekt, trzeba pobawić się wszystkimi opcjami. Zajmuje to dużo czasu, ale efekt potrafi być lepszy niż przy plikach RAW.  

Po lewej stronie zdjęcie z tintą wpadającą w różowe odcienie. Po prawej neutralizacja w Photoshopie za pomocą balansu kolorów.
Po lewej stronie zdjęcie z tintą wpadającą w zielone odcienie. Po prawej neutralizacja w Photoshopie za pomocą balansu kolorów.

Warto pobawić się balansem bieli, jeżeli chcemy obrabiać zdjęcie po jego zrobieniu. Sama z powodu lenistwa i dla mniejszej utraty zdjęć mam ustawiony tryb auto. Jak wspominałam, częściej bawię się w telefonie, ale to też nie za każdym razem. Większą uwagę przykłada do balansu bieli podczas obróbki zdjęcia. Wtedy robię korekty, żeby pasowały do mojej koncepcji.

Wybierając format RAW, praca ze zdjęciem staje się łatwiejsza, dzięki ilości informacji zapisanych na zdjęciu. Przy plikach JPEG jest trochę trudniej, a cała praca zajmuje więcej czasu, ale… Wystarczy dobra aplikacja na telefon i można zrobić cuda ze zdjęcia. Nie potrzeba żadnego, specjalistycznego programu.

jakie tło fotograficzne wybrać
Teoria

Jak się odchudzić, wyciąć i wkleić na plaży

Robisz zdjęcie specjalnie po to, aby wyciąć dany obiekt i nic z tego nie wyszło. Nie dziwię się. Tu już nie chodzi tylko o wybranie tła do zdjęcia. Tu chodzi o wybranie tła, które pozwoli łatwo dać się usunąć bez dodatkowych inwestycji.

Można przeczytać nie jeden poradnik, jakie tło wybrać do robienia zdjęć. Niestety, niekoniecznie idzie to w parze z łatwością jego wymazywania w późniejszej obróbce. Tła mają swoje mankament, na które nie zwracamy uwagi przy robieniu zdjęć. Inaczej, one nie przeszkadzają tak, jak przy późniejszej obróbce. Daleko szukać, przecież nawet nie o wymazanie tła, tylko chodzi, a właśnie o obrabianie zdjęcia.  

Z czego ja się łatwo wytnę

Jeżeli mamy dwie do trzech lamp jako oświetlenie podczas robienia zdjęcia, praktycznie każde tło daje się wymazać spod obiektu i łatwo współpracuje się z nim podczas obróbki. Sprawa się komplikuje, kiedy mam tylko np. światło dzienne. Zaczynają być ważne kontrasty, tekstura i gramatura danego tworzywa.

Robiąc zdjęcia na najlepszym tle fotograficznym, nie mamy gwarancji, że uda nam się siebie odchudzić. Chyba że mamy dodatkowe lampy. Wtedy się wyszczuplamy, opalamy i wklejamy na jakiejś rajskiej wyspie.

Ok, może trochę przesadzam. Przecież z każdego tła da się wyciąć pojedynczy obiekt. Jeżeli jednak specjalnie robię zdjęcia, aby wymazać tło czy podczas obróbki jeszcze bardziej coś wyeksponować, chcemy sobie ułatwić pracę.

Rozmiar ma znaczenie

Tło musi być przynajmniej te 5 cm szersze niż fotografowany obiekt. Oczywiście jest to taka moja umowna wielkość. Wiadomo, że tło zawsze musi być trochę (nawet lepiej sporo) większe niż fotografowany obiekt. Nie ma też jednak co przesadzać. Czasami wystarczającą wielkość ma kartka z bloku z kolorowymi kartkami.

Wiem, że są tła o szerokości 3 metrów. Dla mnie to już wielkość do profesjonalnego studia fotograficznego. W domowych warunkach tak dużym tłem może być ściana. Jeszcze mi się nie zdarzyła sytuacja, by tak duże tło było mi konieczne do wykonania jakiegoś projektu. Fakt przydałoby się, ale poradziłam sobie bez niego i efekt był super.

Sama zazwyczaj pracuję z różnymi tłami, bodajże o szerokości 1,6 metra oraz wieloma mniejszymi. Jeżeli potrzepuję szersze tło, wykorzystuję np. ścianę w pokoju. Jedynym minusem tego rozwiązania są czasami dość upierdliwe cienie. Tło ma tę przewagę, że mogę je ustawić odpowiednio do źródła światła. Już nie raz też zdarzyło mi się wytaszczyć je na zewnątrz, bo tam było lepsze światło.

Rodzaje tła fotograficznego

Wybór mamy bardzo duży. Jeżeli chodzi o obróbkę, kłania się wiedza z wyborem w stronę klasycznej fotografii. Wiem, brzmi dziwnie. Jeżeli jednak mamy w planach wymazywać tło, warto zwrócić uwagę pod innym kątem na właściwości danego tworzywa.

Tło kartonowe

Powiedziałabym, że to mój faworyt, gdyby nie fakt, że jego gramatura potrafi uprzykrzyć życie. Na zdjęciu tego nie widać i dobrze pracuje się przy obróbce. Dopiero przy wycinaniu można zauważyć, że papier ma różną ziarnistość. Nie dbając o odpowiedni kontrast i kąt padania cienia, mogą przy wymazywaniu zostać kropeczki. Nasze oko nie musi ich zauważyć, ale program je widzi i przy dalszej obróbce mogą zepsuć efekt.

Tło kartonowe potrafi szybko łapać brud, ale z tym jeszcze można sobie podczas obróbki poradzić. Gorzej, kiedy tło się zagnie. Wtedy zagięcie trzeba albo zakryć fotografowanym przedmiotem, albo umieści odpowiednio daleko ten przedmiot od zagięcia. Zagięcie utrudnia wymazanie tła tak jak i jego zniwelowanie podczas obróbki.

Plusy:

  • Duży wybór kolorów.
  • Sztywne, wygodne podczas robienia zdjęć.
  • Łatwo dostępne.

Minusy:

  • Faktura może być widoczna.
  • Łatwo je pogiąć.

Największym plusem jak dla mnie jest dostępna szeroka gama kolorystyczna. Można łatwo znaleźć coś kontrastującego z fotografowanym przedmiotem, co ułatwia wycinanie tła. Można też tak dobrać kolor, aby ewentualnie powstały cień nie przeszkadzał.

Tło polipropylenowe

Kiedy myślimy o robieniu zdjęć, jest to jeden z lepszych wyborów na początek. Cena działa zdecydowanie na jego korzyść. Dużym minusem jest faktura tła.

Posiadam dwa takie tła. Jedno jest szare, nawet fajnie w niektóre zdjęcia potrafiło się wkomponować. Te dziurki widoczne na nim eksponowały leżące przedmioty. Drugie posiadam zielone, dostałam w prezencie ze statywem. Zielone tło ma się łatwo kasować, ale pod warunkiem, że nie ma dziurek. Robiąc zdjęcie, trzeba bardzo uważać na oświetlenie, inaczej kasowanie go jest drogą przez mękę. Wolę wymazywać drzewa w lesie, które np. znajdują się za mną.

Plusy:

  • Niska cena.
  • Łatwa dostępność.
  • Duży wybór kolorów. Strzeżcie się zieleni!

Minusy:

  • Bardzo widoczna faktura tła. Podczas obrabiania (jak dla mnie) oraz wycinania nie ma znaczenia, jaka była ustawiona czułość aparatu i odległość od obiektu. Czego by nie robić, widać fakturę.
  • Tło jest trochę twardsze niż prześcieradło. Jednak musi leżeć na czymś sztywnym, aby się nie wyginało.

Warto to powtórzyć jeszcze raz. Przez dziwne dziurki tło jest upierdliwe do wycinania. Druga sprawa, przez to, że jest miękkie, potrafi dać odcień np. zielonkawy na fotografowanym przedmiocie. Jeżeli leży na betonie czy deskach, tak tego nie widać. Jeżeli jednak leży nawet na dość twardym dywanie, daje cień na obiekcie.

Tło winylowe

Pamiętam, jak je kupiłam. Nie spodziewałam się, że jest takie ciężkie. Właśnie szykuję się do zakupu kolejnego, bo jednak „lewa strona” mimo tego, że jest biała, potrafi trochę uprzykrzyć wycinanie. Ma ziarnistą fakturę. Nie jest to jednak strona przeznaczona docelowo do robienia zdjęć, więc nie narzekam.

Plusy:

  • Tło winylowe jest podobne do ceraty, a więc tak samo odporne na wiele rzeczy typu zabrudzenia. Tak, zdarzyło mi się je już rozwinąć i czyścić mopem.
  • Duży wybór wzorów, nawet trochę za duży. Jak się rozejrzycie, można mieć np. otwarte okno, które wygląda na zdjęciu bardzo realistycznie.

Minusy:

  • Dość wysoka cena.
  • Niektóre, jak cerata, mogą mieć denerwujący zapach, który ulatnia się dopiero po jakimś czasie.
  • Sporym minusem może być waga.

Tło „pod ręką”

Jako tło można wykorzystać ceratę, jeżeli takową posiadamy lub kupić. Minusem może być tekstur, czasami bardzo widoczna. Minusem jest też fakt, że cerata nie jest zbyt twarda. Trzeba uważać, na co ją się kładzie i co na niej się kładzie. Plusem jest dostępność, bo ceny są bardzo różne oraz różnorodność w kolorach i wzorach.

Kolejne tło to prześcieradło. Cenowo wiadomo, jak się układa. Plus za dostępność i szeroką gamę kolorystyczną. Największym minusem jest przymus prasowania go przed użyciem. Potem przy przenoszeniu trzeba obchodzić się jak z jajkiem, bo szybko się gniecie. Na zdjęciu może mieć to swój urok, ale wymazywanie pogniecionego tła jest żmudne.

Podłoga w pokoju może fajnie sprawdzić się do zdjęć np. z lotu ptaka. Ciężka do usunięcia z tła, nawet przy zadbaniu o odpowiedni kontrast. Znowu kłania się niejednorodna tekstura. Podobnie sprawa ma się z płytkami czy tapetą.

Warto jeszcze poświęcić chwilę na wyjaśnienia w kwestii gramatury, która jest bardzo upierdliwa przy wycinaniu. Na papierze można dosłownie poczuć, o co chodzi. Czym wyższa gramatura, tym kartka jest sztywniejsza i bardziej jednolita. Przy dobrym kontraście tło praktycznie samo się wycina. Kolejnym fajnym przykładem są warkoczyki i to obrazowo tłumaczy materiał. Jeżeli na głowie dziewczyna ma dwa warkocze, nie są one tak mocno splecione. Przy np. 20 każdy ma już dość mocny splot i o taki splot chodzi przy wyborze materiału. Jeżeli tych warkoczyków upcha się dużo na małej powierzchni, tło staje się jednolite i też samo potrafi się wyciąć.

Oczywiście kwestia usuwania tła zależy też od ewentualnej obróbki. Ona potrafi wybaczyć sporo błędów, ale jeżeli tego chcemy, lepiej robić zdjęcia w formacie RAW. Pliki JPEG wybaczają mniej. Chociaż i z nimi można sobie poradzić, ale jest to bardziej upierdliwe.

Mam nadzieję, że już rozumiesz, że wybór tła ma znaczenie, jeżeli chcemy się odchudzić, opalić i wkleić na rajskiej plaży. Warto zgłębić wiedzę na temat tła do zdjęć. Można ułatwić sobie życie w kwestii wyboru i oczywiście, sporo zaoszczędzić.

Canva czy Adobe Photoshop
Teoria

Canva czy Adobe Photoshop, co wybrać?

Canva czy Adobe Photoshop, który z programów jest lepszy do tworzenia grafik? Oczywiście wszystko zależy od tego, o jakie grafiki chodzi.

Nie chodzi mi o porównanie darmowe, kontra płatne. Zamiast Adobe Photoshop możemy użyć programu Gimp, który jest darmowy i też dość znacząco różni się do programu Canva. Częścią wspólną jest bazowanie na grafice rastrowej, która nie zawsze się sprawdzi.

Ale po co właściwie takie porównywanie? Wiem, że nie każdy ma budżet na początku, aby zainwestować w grafika, który przygotuje nam grafiki. Nie każdy też chce kogoś do tego zatrudniać, bo ma ochotę zrobić to samemu. Warto wiedzieć, z czym i co się je, i dlaczego prostsze rozwiązanie nie zawsze jest lepsze.

Tworzenie

Tak jak Canva czy Adobe Photoshop, praktycznie wszystkie programy pozwalają nam na zaimplementowanie własnych fontów czy kolorów do grafiki, ale… Oba te programy mają kilka znaczących je różnic.

Canva

Dużym plusem programu jest fakt, że bazuje on na gotowych szablonach. Możemy wybierać spośród grafik na portale społecznościowe, prezentacje, broszury, stworzyć e-booka i wiele innych opcji. Aby coś umieścić, wystarczy przeciągnąć i już możemy dodać własne fonty, kolory czy zdjęcia.

Nie potrzebujemy praktycznie żadnego doświadczenia z grafiką, aby poradzić sobie z jej stworzeniem. Nie musimy budować sami szablonu. Nie trzeba zwracać uwagi na wszelkiego rodzaju konstrukcje, które większości źle kojarzą się z lekcji matematyki. Canva posiada w bazie nawet ikony czy ilustracje, które możemy wykorzystać.

Żeby nie było tak różowo, każdy szablon ma swoje ograniczenia względem dostosowania. Bazując na gotowych szablonach, wzrasta podobieństwo, że nasza grafika będzie podobna do grafiki kogoś innego. Nawet kiedy zastosujemy własne kolory i fonty, grafika nie jest jedyna w swoim rodzaju.

Poza tym tak duża ilość szablonów może wywołać zawrót głowy. Człowiekowi zaczyna się podobać zbyt wiele i nagle gubi się określona identyfikacja wizualna. Może zagubić się spójność, bo szablony tworzone są przez wiele osób.

I mimo tego, że możemy zacząć zupełnie z czystą kartą, grafiki możemy tworzyć tylko z gotowych elementów.

Adobe Photoshop

Zaczynamy projekt z czystą kartą. Oczywiście możemy tworzyć grafiki na bazie szablonów, ale musimy je np. kupić. Nawet jeżeli wybierzemy rozwiązanie bazujące na gotowcach, możemy je w 100% zmienić. Mamy kontrolę nad każdym elementem.

Niestety, możliwość kontroli może być duży minusem. I tak jak decydujemy się na program do grafiki wektorowej, znajdziemy w nim trochę ułatwień. Tak przy grafice rastrowej mamy już wyższą szkołę wtajemniczenia tworzenia idealnie równych grafik.

Użyteczność

Powiedziałabym, że użyteczność jest w znaczeniu praktycznego wykorzystania programu do tworzenia. Canva jest łatwa do używania, wręcz intuicyjna, ale ograniczona względem możliwości zmian. Adobe Photoshop jest po prostu białą kartką, na której możemy zrobić wszystko, ale potrzeba więcej czasu, aby nauczyć się jego obsługi.

Canva

Myślę, że to nawet przesada, ale niech będzie wersja pesymistyczna, że potrzeba godzin na nauczenie się korzystania z programu Canva. Odrobina chęci i dziecięcej ciekawość, i osoba zupełnie zielona z projektowania może mieć grafię, która nie jedną osobę zachwyci.

Oczywiście znajdziemy sporo pomocnych materiałów, które pozwolą nam wyciągnąć więcej z programu czy aplikacji Canva, ale one nie są nam potrzebne, aby coś stworzyć. Zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa, aby opanować tworzenie grafik. Trochę chęci, niewiele czasu i inni będą się zachwycać.

Adobe Photoshop

Kto kiedyś bawił się w programie Paint? Otwierając nowy projekt w Adobe Photoshop to ewentualne wszystko, co można zrobić bez gruntownej nauki programu. Pisze ewentualnie, bo sprawa wcale nie jest tak intuicyjna, jak w Paint.

Godzina nie wystarczy nawet na poznanie podstaw. Nie rzadko też trzeba znaleźć swoje rozwiązanie na to, co pokazują w tutorialu. Do wielu rzeczy po prostu trzeba wypracować swoją ścieżkę. Niestety, nie ma tylko jednej słusznej.

I chociaż z Adobe Photoshop jestem związana od ponad 10 lat, tworzenie grafik na portale społecznościowe nie było czymś intuicyjnym. Tworzenie fotomontaży nie wymusza na mnie szablonowości. W grafikach wszystko musi być proste, idealnie ze sobą ułożone i tym podobne. O wiele bardziej intuicyjne jest dla mnie tworzenie tego typu grafik w Adobe Illustrator, ale… Grafika wektorowa nie spełnia moich rastrowych oczekiwań.

Tak, więc jeżeli nie mamy budżetu, nie chcemy zatrudniać grafika, chcemy czegoś intuicyjnego, łatwego do nauki, wybierzmy program Canva. Naprawdę wystarczy trochę się pobawić i inni będą myśleli, że zatrudniliśmy specjalistę. Niestety jest też ciemna strona tego rozwiązania i nie myślę o ewentualnym podobieństwie do innych. Jeżeli nie damy sobie czasu na zabawę i poznanie programu, widać, że grafika była tworzona przez amatora.

A Adobe Photoshop? To już jest kombajn do zadań specjalnych. Potrzeba dużo czasu na poznanie go, a inwestycja w program tylko w celu tworzenia grafik, mija się z celem. Trochę jest tak, jakbyśmy chcieli zabić muchę pistoletem.

A Wy tworzycie sami grafiki czy wolicie to zlecić grafikowi? Jeżeli sami, czego używacie do ich tworzenia?

usability
Teoria

Usability kiedyś nisza do zagospodarowania

Dawno, dawno temu tworząc strony internetowe, nie mówiło się o czymś takim, jak użyteczność (usability). Pamiętam, z czasem znienawidzonego, Pajączka, w którym za sprawą magicznych formułek powstawała strona.

Człowiek nie tylko sam pisał kody, tworzył też grafiki – czasami w programie Paint. Kto takie pamięta? Samemu tworzyło się treści na tę stronę. Z czasem zaczęła się zmniejszać ilość zadań należących do jednej osoby. Ludziom zaczęły być potrzebne strony do treści, które tworzyli. Przez lata następował rozłam, na coraz więcej wąskich specjalizacji. Wraz z tym, rosła ilość etapów, które trzeba przejść, aby naszym oczom ukazał się gotowy produkt.

I cała ta historia wcale by tak strasznie nie brzmiała, gdyby nie nasza potrzeba nazewnictwa. Jakoś trzeba nazywać etap prac, osób, które się nimi zajmują. Oczywiście większość nazw nie jest w języku polskim, a nawet jeżeli mają swoje odpowiedniki, nie wypada ich używać. Wionie niebyciem profesjonalistą. To trochę jak z matematyką, jeżeli znamy fachowe nazewnictwo, nie potrzeba znać biegle jerzyków, aby jakoś tam się dogadać.

Czasy współczesne

Coraz częściej mówi się, że np. strony czy aplikacje oraz wiele innych rzeczy jak chociażby usługi mają być Ustability, czyli użyteczne. W parze idę również takie sformułowania jak user-friendly – użyteczny dla użytkownika, czy usable – po prostu użyteczny.

W roku 1998 w normach ISO, a dokładnie o numerze 9241 zostało opisane, czym jest użyteczność. I tak oto możemy przeczytać, że jest to miara określająca stopień, w jakim produkt może zostać użyty przez użytkownika do zrealizowania określonego celu w sposób efektywny i satysfakcjonujący.

Zapełnianie niszy

Skoro powstała dziedzina zwana użytecznością (usability), potrzeba było kogoś, kto np. wyznaczy jej elementy. Taką osobą jest Jakob Nielsen, współzałożyciel jednej z największych firm konsultingowych w dziedziny User Expierences.

Wedlu niego na użyteczność składają się następujące elementy:

  • Nauczalność (learnability) – jak łatwo posługiwać się stroną, podczas korzystanie z niej po raz pierwszy.
  • Skuteczność (effeciency) – przyjmujemy, że użytkownik zna już interfejs strony. Pytanie, z jaką łatwością przyjdzie mu wgranie do niego np. zdjęcia.
  • Zapamiętywalność (memorability) – czy użytkownik powracający na stronę, pamięta jak z niej korzystać, czy zaczyna naukę od początku.
  • Błędy (errors) – ilość błędów, którą popełnia użytkownik podczas np. zamawianie jakiegoś produktu. Jak dana strona komunikuje wystąpienie błędu.
  • Satysfakcja (satisfaction) – czy użytkownik uważa, że strona jest przyjemna, przyjazna w odbiorze.

Pomijając fakt, że niektóre sklepy mają odstraszający wygląd. Człowiek zostaje tylko dlatego, że szuka bardziej specjalistycznego produkty i nigdzie indziej go nie ma. Zauważam, że przy takich stronach proces składania zamówienia idzie w parze z wyglądem, czyli jest skomplikowany. Nawet ja mam problem z zamówieniem, a nie uważam siebie za laika. Oczywiście, kiedy wracam po dłuższym czasie, aby dokonać ponownego zakupu, znowu robię wszystko po omacku.

A może olać użyteczność?

Przy omawianiu kwestii związanych z budowaniem stron, już wytknęłam błędy, jakie popełniłam u siebie. Najprościej rzecz ujmując, zapomniałam, że strona ma zrobić użytkownikowi dobrze. Nie mi ma być na niej wygodnie, nie ma się podobać tylko najbliższym mi osobą, które pytałam o zdanie. Ma być dla użytkownika – czytelnika, klienta. Szewc bez butów chodzi, zapomniałam o podstawach UX (User Experience), czyli zbiorze doświadczeń, z którymi wiąże się korzystanie ze strony.

Postanowiłam rozbudować menu. Miałam spisanych menu z wielu stron i szukałam złotego środka w ilości kategorii oraz podkategorii. Nie znalazłam! Nie wiem, czy to bardziej moje obeznanie, czy to zależy od tematyki, ale są miejsca, gdzie wygrywa dla mnie prostota, a w innych pewnie ze 30 lub więcej pozycji mi nie przeszkadza. Oczywiście mam tu na myśli blogi, nie sklepy ze sprzętem elektronicznym.

Obstawiam, że nie tylko mi zdarzyło się, wyjść ze strony, bo nie była użyteczna. Jak wspominałam, mogę się przemęczyć tylko przy specjalistycznych produktach, ale… To nie powinno być wymówką dla twórców takich stron, że nie trzeba zadbać o to, aby była przyjazna dla użytkownika. Zdarzają się też takie blogi, gdzie machnę na to ręką, jestem dla osoby, która tworzy treści.

Sprawdzanie użyteczności strony

Trochę teorii, trochę doświadczenia, jak już wspominałam, nie jestem do końca zadowolona z użyteczności mojej strony. Przyznaję, że jestem trochę zawiedziona tym, jak wygląda sklep. Jak więc zbadać stronę?

W pierwszej kolejności warto zajrzeć w statystki strony. Wiem, że najczęściej sprawdza się głównie ilość unikatowych użytkowników, ale tam jest tego znacznie więcej. Najbardziej popularne jest Google Analytics, w którym warto zajrzeć w zakładkę, z jakich stron, następuje wyjście z witryny.

Znając swoją grupę docelową, możemy poprosić kilku użytkowników, o wypróbowanie strony. Test na żywym organizmie (śmiech). Można przetestować tak na przykład rejestrację, proces zakupu produktu, wyszukiwanie czegoś. Praktycznie to, co w danym momencie potrzebujemy sprawdzić. Ważnym sygnałem zwrotnym są napotkane ewentualnie problemy.

Przy dużych serwisach warto pomyśleć, o zleceniu takich testów jakiejś firmie, która się w tym specjalizuje. Poniesione koszty, mogą szubko się zwrócić.

Usability na koniec

Warto rozmawiać, pytać, obserwować zachowania i, co ciekawe, porównywać się z innymi. Przede wszystkim, warto spojrzeć na wszystko oczami użytkownika, czego ja nie zrobiłam przed ostatecznym wyborem motywu. Patrząc teraz z tej perspektywy, nie uważam, że strona jest nieużyteczna, ale…

Chętnie poznam Wasz punkt widzenia. Napiszcie w kondemnatach, co myślicie na temat użyteczności mojej strony.

brief
Teoria

Brief potrzebny a bardziej upierdliwy niż ankieta

Pod względem upierdliwości w wypełnianiu, brief porównałabym do ankiety. Klient zazwyczaj uważa, że pytań jest za dużo i są zbyt szczegółowe. Choć nie zawsze musi być to forma ankiety, ale jeżeli o niej mowa, to w grę wchodzą tylko pytania otwarte. Co często jeszcze bardziej irytuje.

Nie taki diabeł straszny, na jakiego w pierwszej chwili wygląda. Stworzenie brief-a pozwala na lepszą komunikację pomiędzy klientem a grafikiem. Formy pozyskania informacji mogą być przeróżne. Tak jak mamy przeróżne kanały do jej przekazywania. Dzisiejsze czasy, wbrew pozorom, nie zabiły szablonowości, jaką jest ankieta, ale…

Brief

W najprostszym ujęciu brief jest dokumentem, który opisuje wstępne założenia danego projektu. Powiedziałabym, że są to pewne wytyczne do stworzenia np. logo czy strony internetowej. Tutaj już samo nasuwa się, co może się w dokumencie znaleźć, czyli kolory marki, grupa odbiorców i tak dalej.

Forma przekazania potrzebnych informacji może być bardzo różna. W bezpośrednim kontakcie, o wiele łatwiej stworzyć bardziej kreatywną formę takiego dokumentu. U mnie czy to na spotkaniu, czy podczas samej rozmowy (telefoniczna, komunikator) brief przybiera formę mapy myśli. Obgadując (również zatwierdzając go) projekt mailowo, zawsze jest to ankieta z otwartymi pytaniami. 

Sytuacje, w których brief jest przydatny

W pierwszej kolejności – wycena. Ciężko wycenić samo zlecenie stworzenia plakatu. Plakat to bardzo szerokie pojęcie, a dopiero doprecyzowania co ma na nim być, do kogo jest kierowany i tak dalej, pozwala projekt wycenić, bo wiadomo, ile czeka nas nad nim pracy.

Jeżeli klient nie jest chętny do wypełnienia „ankiety”, zapala się u mnie żółta lampka. Dla mnie to sygnał, czy komuś faktycznie zależy na współpracy. Jeżeli ktoś nie chce poświecić czasu na odpowiedzenie na kilka pytań, potem może się nie spieszyć z dostarczaniem potrzebnych materiałów do skończenia projektu. Oczywiście, nie można zakładać, że wszystko potem będzie się sypało i przeciągało. Ludzie są różni, ale zawsze jest „ale” i lepiej zapewnić sobie przespane noce.

Warto, aby brief zawierał:

Nie ma wytycznych, jak dokument ma wyglądać (ja naprawdę lubię mapy myśli), więc nie ma też określonych zasad, co na 100% w dokumencie musi się znaleźć. Można przyjąć jakieś wytyczne i na nich bazować, rozbudowywać je, czy zmieniać. Czasami coś, co przydaje się przy jednym projekcie, zbędne jest przy innym.

Brief nie musi być tworzony tylko i wyłącznie przez grafika. Każda dziedzina taką „ankietę” może stworzyć, aby usprawnić komunikację. Sporo rzeczy na poniższej liści jest uniwersalnych.

  • cel

W każdym przypadku warto poznać cel, dlaczego ktoś akurat do nas się zgłasza ze zleceniem. Jeżeli coś mamy poprawiać czy ulepszać tym bardziej.

  • przedmiot zlecenia

Bez wiedzy, co mamy zrobić konkretnego, działać się po prostu nie da. Trzeba wiedzieć, że mamy zaprojektować stronę internetową, a nie plakat czy okładkę książki. Do tego fajnie byłoby mieć jeszcze jakieś wytyczne względem kolorystyki, nawet przy tworzeniu identyfikacji wizualnej. Jakieś wytyczne gdzie i w jakim celu ma być używane logo, jeżeli ma być. Chodzi o konkretne wytyczne, czego dotyczy zlecenie.

  • opisy i informacje

Dobrze jet wiedzieć coś o firmie, która zgłasza się do nas z prośbą wykonania projektu. A może to jednoosobowa firma lub osoba prywatna, warto to wiedzieć. Poznać jakieś smaczki związane z założeniem czy działaniem firmy.

Jeżeli firma już działa na rynku, warto podpytać o jak najwięcej już istniejących materiałów. To daje fajny obraz, aby wiedzieć, w co ewentualnie trzeba się wpasować, a może jakiej drogi unikać, bo projekt ma być zupełnie inny.

  • grupa docelowa

Mając co kol wiek stworzyć, zaprojektować musimy znać grupę docelową. Im więcej wiemy, kim są klienci danej firmy, tym lepiej. Czy to kobiety, mężczyźni, a może dzieci? Gdzie mieszkają. W zależności od zlecenia warto zapytać o aktywność uprawianą przez grupę docelową.

  • konkurencja

Z jednej strony dobrze wiedzieć, z kim się konkuruje na rynku. Co proponują inni. Czasami nawet warto zrobić porównanie, jeżeli projektem jest podobny produkt.

Warto również dopytać o wzory do naśladowania, czy takowe są. Mowa o inspiracji i to nie koniecznie związanej z daną firmą. Mogą tworzyć zupełnie coś innego, ale mają inspirujący model biznesowy.

  • styl/klimat marki

Jaki firma buduje wizerunek – ekspert czy przyjaciel. Mogą pojawić się tutaj pytania o związek z naturą, dbaniem o środowisko. Czy tworzenie produktów jest ukłonem do nowych technologii. Chodzi o to wszystko, co opisuje markę, jak chce być odbierana przez potencjalnych klientów.

  • inne informacje

Dobrze jest wiedzieć od samego początku, z kim będziemy się kontaktować w sprawie projektu. I co najważniejsze, kto jeszcze bierze udział w danym projekcie. W zależności od projektu lista osób zaangażowanych może być długa.

Kolejne uniwersalne zagadnienie

Już zaczynam tracić rachubę, ile spraw z pozoru związanych tylko z grafiką jest bardzo uniwersalne. Zauważcie, że taki brief przyda się praktycznie każdemu, kto wchodzi z kimś we współpracę. On jest dobrym punktem wyjścia. Nakreśleniem tego, od czego pracę się zaczyna. Podczas procesu realizacji, dalszych rozmów brief może ulegać zmianie.

Brief jest dobrym drogowskazem, aby każda ze stron miała wstępny obraz współpracy.