Category

Własny biznes

Własny biznes

Zniechęcacze do odwiedzin na stronie

zniechęcacze do odwiedzin

Są na stronach elementy, które potrafią zniechęcić do czytania. Co zabawne, często są polecane, z uzasadnieniem, że to przyciągnie czytelnika, ułatwi nawigacje na stronie.

Jest kilka takich elementów, które działają na nie, jak przysłowiowa czerwona płachta na byka. I nawet najlepsza, najbardziej przydatna i wnosząca coś w moje życie treść, nie potrafi obronić strony. Treść nie zawsze obroni się sama. Trzeba jej dać szansę, aby czytelnik nie uciekł z krzykiem, a w zasadzie z płaczem.

Wyskakujące okienka

Zacznijmy od największej kontrowersji, czyli wyskakujących okienek. Myślę, że mało kto z nas takie okienka na stronie lubi. Z drugiej jednak strony, gdyby nie one, może byśmy pominęli promocję na produkt, który akurat nawet chcieliśmy kupić. Na pewno sami po sobie zauważaliście, że nie każdy pop-up (wyskakujące okienko) jest sukcesem marketingowym. Oczywiście jest i druga strona medalu. Pop-up może zaoszczędzić nam sporo czasu na szukanie tego, po co akurat weszliśmy na stronę.

Wiadomo, że obecne prawo zmusza nas do informacji o ciasteczkach, ale po co kolejne okienko zachęcające do zapisu na nwesletter, polubienia fanpaga? Osobiście takie bombardowanie okienkami toleruję tylko na stronach z przepisami. W innym przypadku wychodzę, nie dając szansy obronić się treści, bo nie chce mi się do niej do klikać.

Denerwują mnie też okienka pop-up uruchamiane po czasie. Czytał artykuł linijka po linijce i nagle okienko „zapisz się na newsletter”. Serio? U mnie treść znowu się nie broni sama, bo często wybieram wyjście ze strony, niż wyłączenie okienka i wrócenie do niej. A jeżeli wracam? Jestem tak wybita ze skupienia, że czytam tylko pobieżnie, co nie wiele różni się od wyjścia ze strony.

Na koniec warto sobie jeszcze wyobrazić czytanie na telefonie strony z takimi grzechami. Pół biedy, kiedy po-up jest dostosowany do wielkości wyświetlacza, może czytelnik zostanie. W innym przypadku okienka nawet nie próbuję zamknąć, od razu wychodzę.

Slider na stronie głównej

Obecnie częściej spotyka się slidery i karuzele w sklepach internetowych czy magazynach. Pamiętam taki moment, kiedy były popularne na blogach. Obecnie mam wrażenie, że zostały schowane w cień. Jeżeli mamy możliwość ustawienia ich samodzielnie, możemy wiele zyskać. Korzystając z gotowego motywu, musimy dostosować się często do wizji twórcy.

Zdarza się, że na slajdzie jest dużo treści. Zagłębiamy się, bo nas interesuje i nagle przeskakuje na kolejny. W sklepach internetowych wracam do poprzedniego slajdu. Interesuje mnie ta treść, przymknę oko. Chociaż zdecydowanie częściej przewijam dalej stronę i szukam tego, po co weszłam. Aczkolwiek nie jest to usprawiedliwieniem, dla źle zaprojektowanego slidera.

Są strony, które mają kilka karuzel i to jedna pod drugą. Taką opcję ma motyw, na który patrzycie. Jeden slider może być nad nazwą strony, drugi zaraz pod menu. Mogłoby się zakręcić w głowie od ilości ruchu obrotowego na stronie.

Autoodtwarzanie

Nie zawsze człowiek pamięta wyłączyć głos, kiedy go nie potrzebuje. Sama pracując, często mam włączoną jakąś muzykę, do tego kilka stron, bo coś szukam magle „ej, ale co z tą piosenką?”. Zaczynam nerwowo przeglądać zakładki, kto zmusił mnie do słuchania video.

Rozumiem, że twórca chce przyciągnąć uwagę, ale czy trzeba tak brutalnie? Nie wiem, jak u Was, u mnie często kończy się to wyłączeniem strony. Nie oszukujmy się, muzyka płynąc z głośników, jest ważniejsza, niż treść na stronie. Czasami treść się obroni i do niej wrócę o ile, nie zapomnę.

Lepiej zaintrygować miniaturką, aby zachęcić do oglądania. Może warto pomyśleć o oprawie graficznej obok której, nie uda się przejść obojętnie, bo w video jest jej wyjaśnienie. Teoretycznie najłatwiej postarać się o opis zachęcający do obejrzenia. Tylko proszę, bez przymusowego oglądania.

Font bez polskich znaków

Człowiek odwiedza różne strony, różne rzeczy widzi. Bardzo lubię elementy ozdobnych fontów. Dodane ze smakiem, bardzo zachęcają do pozostania na stronie. Jest cała masa pięknych krojów, ale nie koniecznie są user-friendly, czyli przyjazne dla użytkownika. I już nie będę czepiała się czytelności, patrząc na krój, ale o polskie znaki. Nasz specyficzny język sporo fontów eliminuje.

Nasz kochany język sprawia, że dany font niekoniecznie dobrze wygląda na każdej przeglądarce. Oczywiście coraz więcej ma znaki specjalne, ale jednak jeszcze trafiają się strony, na których widać, że coś nie gra. Jeżeli nie chce nam się (nie mamy czasu) szukać, czy nasz wybór się sprawdzi, lepiej zacząć od najprostszych rozwiązań. Czytelność przede wszystkim.

Brak responsywności

Na szczęście spotyka się to coraz rzadziej, ale potrafi się to jeszcze przytrafić stronie. O co konkretnie chodzi? Zagadnienie znane jako RWD, czyli dostosowywanie się wielkości strony do urządzeń mobilnych. Zaczepiałam już o to zagadnienie, pisząc o mitach w SEO.

Sprawdzając statystyki strony, można zauważyć, że spora część ruchu pochodzi np. z telefonów.

Dawno, dawno temu zagadnienie responsywności odnosiło się też do różnej rozdzielczości monitorów. Jeszcze pamiętam czasy, kiedy strony źle wyglądały na mniejszym monitorze i nikt się tym nie przejmował. Teraz taka sytuacja jest nie do pomyślenia. Wtedy jeszcze nie było smartfonów i te ekrany były większe, a i tak stwarzały problemy.

Wiadomo, że każdy post można edytować, ale ten dostaje przyzwolenie na taką praktykę. Mam nadzieje, że za krótszy bądź dłuższy czas, będę mogła dopisać, że dany problem już nie wkurza. Takie nieskromne marzenie, że zaczniemy inaczej patrzeć na swoje miejsca w Internecie. Tak, aby nie tylko nam w tym miejscu było dobrze.

A co Was denerwuje na stronach?

mity SEO
Własny biznes

Zabawa w prawdy i mity o SEO

Branża związana z pozycjonowaniem stron jest stosunkowo młoda, a ma już więcej mitów, niż przydatnych informacji, jak dla mnie. Wierząc w sporą część porad, można stronie wyrządzić krzywdę.

Jak zapewne wiecie, co jest powtarzane do znudzenia – na pozycję strony ma wpływ wiele czynników. Ja od siebie dorzucę i zawsze będę to promować, aby w pierwszej kolejności patrzeć na użytkownika, potem na wyszukiwarki. Roboty doskonale wiedzą, ile kto spędza czasu na danej stronie. Więc jeżeli użytkownik ma problem z poruszaniem się po stronie, treści są kiepskiej jakości czy informacje się duplikują, nawet wyszukiwarki przestaną się stroną interesować. Grzechów jest o wiele więcej i nie mówię, że sama ich nie popełniam. Warto jednak starać się je eliminować z korzyścią dla każdego. Czy to autor, czy czytelnik, czy wyszukiwarka – każdy może wygrać.

Mity o SEO

Mobilna wersja strony

Wydawałoby się, że jest to oczywiste, ale… Chyba jeszcze nie zdajemy sobie sprawy, jak ogromny wpływ ma to na pozycjonowanie. Jako użytkownicy częściej przymkniemy na to oko.

Jakiś czas temu wpadł mi artykuł właśnie o mobilnej wersji strony. Konkretnie chodziło o portfolio ze zdjęciami. Autor upierał się, że ważne jest to, aby zdjęcia wyglądały dobrze na np. telefonie. O zgrozo, ktoś w komentarzu starał się udowodnić, że to bzdura, bo użytkownicy takie strony i tak np. na laptopie tylko przeglądają. Taki przykład, że akurat użytkownik nie miał racji.

Wpadła mi też sytuacja odwrotna. Ktoś napisał, co konkretnie nie działa w wersji mobilnej. Autor strony co prawda napisał, że postarają się to poprawić, ale… Usilnie starał się udowodnić, że przecież wszystko działa i o co ten ambaras.

Sama zauważyłam, że wiele stron, które posiadają aplikację, zaniedbuje wersję mobilną. Nawigacja działa kiepsko, stronę ciężko się przewija. Potrafi też uciekać treść, jeżeli człowiek chce się w głębić. O zdjęciach już lepiej nie wspominać, bo ich nie ma. Zmuszanie mnie do posiadania aplikacji, na rzecz przeglądania.

Szybkość ładowania strony

Google tak samo, jak my, nie lubi wolnych stron. Co ciekawe w przypadku żywego człowieka treść da się obronić, roboty już nie koniecznie dadzą się przekupić. Wolna witryna dostanie mniej punktów w rankingu.

UX to dodatkowe punkty w rankingu

User Expirience, czyli nasze wizualne odczucia względem strony. Mówimy tu o ogólnym wyglądzie, o swobodzie poruszania się po stronie, czy menu jest intuicyjne i tym podobne. Chodzi też o to, jak treści są przekazywane, jak pokazane.

Bez mapy strony mam niższą pozycję

Mapa strony jest statycznym elementem zbudowanym na kodach HTML lub XML. I chociaż ona się zmienia, mówi się o statyczności ze względu na kodowanie.

Dla robotów mapa jest takim spisem treści strony. Spis treści nie ma bezpośredniego wpływu na książkę, ale ułatwia poruszanie się po niej. Tak samo wyszukiwarki odbierają mapę strony. Lepiej jest ją posiadać, ale pozycja w rankingu bez niej nie ucierpi. Dłużej będzie trwało jej zindeksowanie.

Koniec z SEO, jestem na szczycie

Jeżeli nie dbamy o dom, nie inwestujemy w remont, popada on w ruinę. Strona np. z niedziałającymi linkami będzie spadać w rankingu.

Treść obroni się sama

Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam to powiedzenie. Samo to się nic nie zrobi. Faktem jednak jest, że dobra treść jest wyjściem do szeptanej reklamy. Kiedyś (do dzisiaj) sąsiadki sobie coś polecały, produkt miał reklamę. W sieci taką reklamą będą udostępnienia treści czy komentarze. Jest to już jakiś plus, ale nadal obracamy się w zamkniętym kręgu.

Jeżeli krąg odbiorców chcemy poszerzyć, wychodzimy z jakimś banerem na ulicę, ulotkami reklamowymi. SEO to właśnie takie wyjście na ulicę z reklamą. Tą ulicą są dla nas wyszukiwarki. One zobaczą w tłumie naszą reklamę i jeżeli będziemy ją dalej rozwijać, roboty zrobią nam miejsce, aby więcej ludzi ją zobaczyło – konkretnie treść, do jakiej ona kieruje.

Kilka słów o linkach

W 2014 roku Google zrobiło eksperyment z nie uwzględnianiem linków, które do danej stron z innych prowadzą. W efekcie linki nadal mają znaczenie na pozycję strony. Trzeba tylko pamiętać, że ten miecz jest obusieczny. Linki z wartościowych stron punktów dodadzą, a z podejrzanych odejmą.

EDIT: Linki prowadzące z bardzo podejrzanych miejsc mogą stronę w całości pogrzebać, co stało się w moim przypadku. Google posądziło moją witrynę o tworzenie treści typu spam.

Linki typu nofollow w sumie nie mają konkretnego wpływu na pozycję witryny. Z jednej strony linki są naturalne w Internecie i jako użytkownicy ich nie opisujemy w kodach. Ten opis to  fachowo atrybut, czyli w kodach dodane nofollo do linku. Trzeba jednak pamiętać, że bez tego atrybut przy dużej ilości linków mogą być podejrzane. Robione okazjonalnie nie podpadną, ale robot trafiając na link, idzie za nim i zostawia dalsze czytanie naszej strony.

I jeszcze to, co pewnie jeszcze nie raz się przewinie, czyli ilość kontra jakość. Zawsze lepsze będzie mniej linków dobrej jakości niż tysiące słabej. Dla mnie to jednak sprawa do indywidualnego rozpatrzenia przez autora strony. Nie oceniam, jeżeli w życiu ktoś woli ilość nad jakością. Co ciekawe Google nakłada dotkliwe sankcje na strony, które w krótkim czasie zdobyły dużo linków kiepskiej jakości.

Gwarancja wysokiej pozycji

Oczywiście, że tego zabraknąć nie mogło, czyli reklama dźwignią handlu. Praktycznie każda firma zajmująca się pozycjonowaniem ma epizod z reklamą, że tylko ona zagwarantuje wysoką pozycję. Zgłaszamy się i mamy ją jak w banku. Niezła bzdura, bo algorytmy podczas ustalania pozycji strony biorą pod uwagę ponad 200 różnych czynników, które są objęte patentem. Chociaż może firma ma jakieś przecieki lub ktoś zaprzedał dusze diabłu.

Sukces każdego słowa kluczowego przy odpowiedniej cenie

Tak w sprawie zaprzedania duszy diabłu, mamy kolejną bzdurę. Logiczne jest, że im wyższa cena, tym więcej oferowanych usług. Czym więcej działań, tym jest większe prawdopodobieństwo usypiania wysokiej pozycji dla każdego słowa kluczowego. Do tych ponad 200 czynników dochodzi jeszcze konkurencja, historia strony czy też reputacja. Chyba że wypuszczamy coś jako pierwsi na świecie.

AdWords a wyższa pozycja

Bez względu w zasadzie, o jakich algorytmach mówimy względem reklamy, nie ma to bezpośredniego wpływu na pozycję strony. Sprawa jest odrobinę podobna do faktu, że dobra treść obrobi się sama.

Jeżeli inwestujemy w reklamę, inwestujemy w coś, co pozwoli nam stanąć wyżej. Podnosząc baner np. o metr wyżej, więcej ludzi go zobaczy. W Internecie wyświetli się reklama w miejscu na to przeznaczonym i może jakaś część ludzi zostanie na dłużej. Reklama staje się pośrednim czynnikiem wzrostu pozycji.

Tych punktów znajdzie się więcej, ale trzeba wchodzić w bardziej szczegółowe i techniczne zagadnienia. Choć znając życie, pewnie i z ogólnych spraw coś się jeszcze znajdzie.

Jedno co będę niezmiennie powtarzała, to patrzenie na czytelnika. Algorytmy są stworzone tak, aby się uczyć naszego zachowania. Im my więcej z realnego życia przeniesiemy do wirtualnego, tym bardziej promowane będzie naturalne zachwianie. Oczywiście warto patrzeć na roboty, ale nie kosztem np. zmiany budowy zdania, bo roboty to lepiej odbiorą. A czytelnik? Niech się męczy z czytaniem. 

cms
Własny biznes

Czy potrzebuję system CMS?

Podejmując decyzję o stworzeniu strony internetowej, nie ma znaczenia, po której stronie barykady stoimy. Jeżeli robimy wszystko sami, spotkamy się z dziwnie brzmiącym skrótem CMS. Jeżeli stronę tworzy ktoś dla nas, też spotkamy się z tym skrótem, ale w bardziej przyjaznej formie. Po serii pytań specjalista zdecyduje za nas, jaki CMS wybrać.

Czym jest ten cały CMS?

CMS (Content Management System), czyli system, który pozwala nam zarządzać treścią, znajdująca się na stronie. Dzięki temu  nie potrzeba znać się na programowaniu, aby z łatwością aktualizować stronę, poruszać się po niej, a nawet coś zmieniać.

Kiedy zlecamy komuś stworzenie dla nas strony, możemy nawet nie zdawać sobie sprawy, że taki system na niej mamy. Dostajemy adres strony, na który się logujemy i możemy działać, a cały mechanizm jest obok nas, niewidoczny.

Czy na stronie potrzebuję system CMS?

Nie jest to coś, bez czego strona nie będzie działała. Jest jednak wygodną opcją, zwłaszcza że mamy szereg gotowych rozwiązań, oczywiście darmowych. Bo CMS można też napisać od zera, ale to już są spore koszty, jeżeli się na tym nie znamy.  Nie jest to też zbyt opłacalne z punktu widzenia pozycjonowania.

Co prawda mamy gotowe systemy CMS, ale nie każda strona go potrzebuje. Jeżeli tworzymy laning page, czyli stronę lądowania np. umożliwiając zapis na newslettr, nic tam co chwilę nie będziemy zmieniać. Sprawa ma się podobnie z wirtualnymi wizytówkami czy CV. Tworząc portfolio, również warto się zastanawiać czy CMS jest nam bezwzględnie potrzebny.

Przejdźmy do konkretów na przykładach. O wyborach za chwilę, ale musicie wiedzieć, że jednym z systemów CMS jest WordPress. Myślę, że teraz już wielu osobom rozjaśnia się, o co chodzi.

Mając WordPress-a, możemy praktycznie całą stronę stworzyć samodzielnie. Wybieramy darmowy lub płatny motyw i dostosowujemy wygląd. Możemy zmienić go w każdej chwili, bez konieczności angażowania specjalisty. Dodajemy bez problemu treści, zdjęcia, moderujemy komentarze i tym podobne rzeczy. Gdyby nie było tego systemu, inny musiałby nam dać te podstawowe funkcje. Przy napisanym specjalnie dla nas CMS-ie raczej nie mamy co liczyć na możliwość zmiany wyglądu samodzielnie. 

Jak system CMS wybrać?

Jeżeli nie tworzymy sami strony, specjalista, do którego się zgłosimy, na pewno pomoże nam wybrać odpowiedni CMS. Kiedy tworzymy ją sami, dobrze jest wiedzieć, co mamy do wyboru i czym to wszystko różni się od siebie. Z opcji do wyboru mamy wersję CMS dedykowaną, czyli pisaną specjalnie dla nas lub gotowe rozwiązanie: WordPress, Drupal, Joomalczy TYPO3.

Decydując się na dedykowany system CMS, musimy zadbać o warunki licencji. Nierzadko wprowadzenie jakichś poprawek, dodanie nowych funkcji i innych tego typu rzeczy będzie wiązało się z kontaktem z firmą, która system pisała. Dobrze jest też wiedzieć, zanim podpisze się umową, jak wygląda dokumentacja. Decydując się na system pisany pod nas, powinniśmy wiedzieć z góry, jak sprawa wygląda z obsługą klienta, znaczy nami. Nikt nie chce czekać kilku dni albo o zgrozo, zostać na lodzie, kiedy na stronie coś się zepsuje.

Nie możemy liczyć na darmowe aktualizacje w autorskim systemie. Za taką usługę trzeba dopłacić, bo raczej tego w pakiecie nie znajdziemy. Każda chęć zmiany w wyglądzie, również będzie wiązała się z dodatkowymi kosztami.

Darmowe systemy są udostępniane na tak zwanej licencji otwartej. Dzięki temu masę darmowej wiedzy, która pozwala nam zajęcie się stworzeniem strony samodzielnie. Kiedy komuś coś zlecimy, nie trzeba martwić się o umowę na system. Jeżeli ktoś się tym zajmuje, nie musi poświęcić czasu na przestudiowanie dokumentacji.

Zostając przy wywołanym do tablicy WordPress-ie mamy ogrom dodatkowych, darmowych (i płatnych) wtyczek. Tak samo sprawa ma się z motywem, aby zmienić wygląd strony. Zostając jeszcze na chwilę przy tym systemie CMS, on pomaga w pozycjonowaniu. Praktycznie jest najpopularniejszy, więc wyszukiwarki przychylniej patrzą na strony na nim oparte i dodają kilka punktów.

Darmowe rozwiązania to spora konkurencja więc żadna z firm nie osiądzie na laurach i możemy mieć pewność, że będą nowe aktualizacje. Dzięki dużej ilości użytkowników łatwiej wyłapać ewentualne błędy.

Co w związku z tym wybrać?

Patrząc na strony typu blogi, zdecydowanie darmowe rozwiązanie. Chyba że się znamy na pisaniu systemu CMS. Nie ma jednak po co przepłacać i utrudniać sobie życie.

Oczywiście strony typu banki czy firmy, które prowadzone są nie tylko w wielu językach, ale można zamawiać w wielu walutach, będą bardziej usatysfakcjonowane z dedykowanego systemu. Tylko takie insynuacje mają swoich speców na etacie, nie z doskoku i jak ktoś będzie miał czas zająć się naszą stroną.

Dla bloga czy małego sklepu świetnie sprawdzi się WordPress. Może wydawać się z początku skomplikowany, ale tak jest z każdym systemem. Z czasem, jeżeli będziemy mieli ochotę na naukę, wprowadzimy sobie praktycznie wszelkie zmiany na stronie. Możemy sporo zaoszczędzić i mieć znacznie większą satysfakcję, że już nie potrzebujemy specjalisty do pomocy.

publikacja wpisu WordPress
Własny biznes

Formy publikacji wpisu WordPress

WordPress oferuje nam trzy różne formy obchodzenia się z wpisami. To, co szykujemy do publikacji, wcale nie musi być od razu publiczne. Niektóre treści mogą być tylko dla wybranej grupy osób.

Publikacja wpisu WordPress

  • wpis publiczny

Zdecydowanie najczęściej używana forma publikacji wpisu na blogu. W końcu treści tworzymy po to, aby ktoś mógł je później przeczytać. W zasadzie wystarczy tylko dodać treść oraz tytuł i kliknąć publikuj.

Bez względu na to, czy zajmiemy się SEO przed publikacją wpisu, czy już po a może nawet wcale i tak zostanie on znaleziony przez roboty wyszukiwarek, i wpisany do indeksu. Chyba że sami dodaliśmy odpowiednie kody, aby roboty nie widziały wpisu. W tym celu należy przed publikacją „oznaczyć ” tekst jako noindex, która mówi robotom, że nie mają tej treści umieszczać w swoim indeksie. Dostęp do takich opcji bez znajomości kodów możemy uzyskać dzięki wtyczce WordPress SEO Yoast.

Tworząc każdy nowy wpis, ma on z automatu nadane bycie publicznym po publikacji.

  • wpis prywatny

Wpis tworzymy tak samo, jak powyżej z tą małą różnicą, że przed jego publikacją, musimy zaznaczyć w opcjach, że ma on być prywatny.

Taki wpis nie będzie widoczny dla czytelnika bloga w żadnym miejscu. Nie jest również widoczny dla wyszukiwarek robotów, a więc nie zostanie wpisany do indeksu. Wpis jest widoczny wyłącznie dla osób, które mają do tego prawo. Z zasady jest to administrator lub edytor, który ma przyznane prawa do zarządzania wpisami.

  • szkic wpisu

Jak sama nazwa wskazuje, jest to wpis, który dopiero mamy w planach opublikować, ale jeszcze nad nim pracujemy. Zapis wygląda identycznie jak w przypadku dokumentu zapisywanego w programie tekstowym. Można go w każdej chwili edytować, a kiedy przyjdzie czas, opublikować. Wpis ze statusem szkicu nie jest widoczny dla robotów wyszukiwarek, bo nie jest jeszcze publiczny.

  • wpis zabezpieczony hasłem

Możemy również dodać hasło do wpisu, aby tylko osoby je znające mogły daną treść przeczytać. Znowu wystarczy wybrać odpowiednią opcję z listy dostępnych form publikacji, wpisać hasło i zatwierdzić. Po publikacji wpis jest publiczny, ale dostępny tylko dla osób wtajemniczonych.

Właśnie, jako że taki jest publiczny, zostaje zauważany przez roboty wyszukiwarek, które wpisuję go do indeksu z odpowiednią adnotacją o zabezpieczeniu hasłem. Warto unikać takich wpisów i przed publikacją nadać wpisowi odpowiedni status, czyli noindex. Jak już pisałam, roboty nie wezmą pod uwagę takie wpisu w swoich indeksach.

Wpisy na blogu zabezpieczone hasłem są bardzo przydatne, jeżeli chcemy stworzyć coś tylko dla osób zapisanych np. na nasz newsletter. Na stronie może być kurs, do którego hasło dostają dopiero osoby po uiszczeniu opłaty. Warto pamiętać, że znać hasło, to dopiero polowa sukcesu. Trzeba mieć jeszcze adres takiego wpisu czy strony (cała strona z wieloma wpisami też może być tak zabezpieczona).