Czasami próbuję oswoić się bardziej z cyfrowym światem, jednak nie umiem rozstać się z papierem. Kalendarze, plannery, notesy, szkicowniki, bloki – przyznaje, nie do końca jest mi po drodze z ekologią.

Idąc ramię w ramię z modą, miałam już nie jedno podejście, aby przestać używać tyle papieru i więcej zapisywać w telefonie. Tyle ile miałam prób, tyle zaliczyłam porażek. Jest tylko jedna rzecz, której nie wyobrażam już sobie mieć na kartce – lista zakupów. Kalendarz, plan dnia, lista zadań i tym podobne rzeczy muszą być na papierze.

Coś z datami do planowania

Przechodziłam różne formy kalendarzy i plannerów. Uległam nawet modzie na bullet journal, co było jedną z lepszych decyzji. Przez rok wypróbowałam wiele różnych układów miesiąca, tygodnia i tysiąca innych tabelek podpatrzonych u innych. Dzięki zabawie dowiedziałam się, czego do planowania potrzebuję. Co sprawdza się najlepiej na papierze, a co mogę spokojnie trzymać na telefonie.

Kalendarz osobisty i do pracy

Wygląd ma na tym polu dla mnie ogromne znaczenie. Nie bez znaczenia jest też format. Byłam bardzo zadowolona z formatu B5, można było super poukładać w środku, ale zabieranie go ze sobą wymuszało odpowiedni format torebki. W tym roku zdecydowanie format A5 i do tego jako gotowy kalendarz.

Bullet journal prowadziłam w Planerze Pełnym Czasu od Pani Swojego Czasu. Dopiero po stracie docenia się to, co dobre, ale po kolei. Planner ma gotowe karty z kalendarzem i pozostałe kartki do własnego zagospodarowania. Po pół roku planner chciałam porzucić i tak więcej tam pustego miejsca niż planów, ale za tą cenę szukałam dalej rozwiązań, które sprawdzą się u mnie w planowaniu.

Planer pełen czasu od Pani Swojego Czasu.

W tym roku zdecydowałam, że potrzebuję gotowy kalendarz. W kalendarzu Radzki co prawda trochę denerwuje mnie brak układu z widocznym całym tygodniem, ale… Ma to też swój plus. Nie potrzebuję dodatkowego notesu, bo mam wystarczająco dużo miejsca na notatki lub rysunki. Po zmianie narzędzia doceniłam papier w plannerze od Oli Budzyńskiej.

Kalendarz od Radzki na 2019 rok.

Kalendarz blogowy

Po zabawie w rysowanie własnych tabelek nie miałam wątpliwości, że do bloga i reszty wkoło niego potrzebuję drugi kalendarz. Nie znalazłam jeszcze nic dla siebie, bo nie bardzo wiem, czego potrzebuję. Mogłaby wrócić do rysowania tego sama i szukania, ale sama myśl mnie zniechęca. Obecnie działam z miesiąca na miesiąc. Po tym włamaniu i zniszczeniu mojej marki ten sposób akurat się sprawdza.

Pod koniec każdego miesiąca drukuję dwa kalendarze na kolejny. Na jednym planuję wpisy na blog. Na drugim posty, które będę publikować na portalach społecznościowych. Jestem w tym momencie mało wymagająca i zadowala mnie papier do ksero.

Część kreatywna życia

Chyba mam tego najwięcej, ale niewiele w formie notesów. Lubię uporządkowany chaos – luźne kartki wygrywają. W notesach o wiele szybciej się gubię.

Bloki

Pod względem formatu nie mam zbyt dużego wyboru. Króluje forma A4, nie muszę się zastanawiać, jakie poczynić kroki, aby coś w razie konieczności wydrukować. Inna bajka jest już z gramaturą. Można powiedzieć, że obrabowałam swego czasu sklep papierniczy. Poza standardowym sklepowym blokiem rysunkowym i technicznym można u mnie znaleźć – np. papier milimetrowy.

Papier milimetrowy jest moim niedawnym odkryciem. Odkryciem użytkowym, oczywiście. Do niedawna myślałam, że przydatny jest tylko do rysunku technicznego. Jak ja się bardzo myliłam! Super rysuje się na nim mandale. Papier milimetrowy jest świetny wszędzie tam, gdzie potrzeba precyzji przy rysowaniu. 

Mandale to nie wszystko. Takim oczywistym jest rysowanie logo czy ikon. Ostatnio zaczęłam się bawić w kreślenie literek na nim. O wiele łatwiej też rozrysować na nim makietę czy elementy interfejsu. Koniec z upierdliwym liczeniem i problemami z trzymaniem kąta prostego albo różnym zaokrągleniem narożników. Długo tak można wyliczać.

Szkicowniki

Kolejne rzeczy pochodzące z „kradzieży”. Chociaż tutaj mam trochę mniejszy wybór gramatur. Mam bloki i one mi wystarczają, ale lubię mieć coś tylko do rysowania ołówkiem. Jeżeli robię szkice jakichś plakatów czy fotomontaży, lubię mieć to w jednym miejscu. Co przeczy regule z chaosem, wiem.

Co zabawne, duże szkicowniki, kończą u mnie jako notatniki do wszystkiego. Rzadko kiedy można znaleźć tam typowe rysunki. Znacznie częściej mapy myśli, jakieś tabelki, a nawet listy zadań do zrobienia. Rysowany kalendarz z planem na cały rok. Do miesięcznych kalendarzy jednak się u mnie nie sprawdza.

Notesy, szkicownik.

Notatniki, zeszyty i kto wie co jeszcze

Przyznaję, mam słabość do ładnych okładek i to one najczęściej są powodem kolejnych zakupów. Czasami do zakupu przekonuje mnie ciekawe rozwiązanie. Potem co prawda nie wiem, jak je wykorzystać, ale pieniądze wydałam.

Najbardziej lubię te z papierem w kropki. Zakochałam się wiele lat temu, zanim można było je kupić praktycznie na każdym rogu. Dla mnie są fajniejszym rozwiązaniem niż kratka. Może też dlatego, że trzymam w nich nie tylko notatki. Wycinki, zdjęcia, naklejki, moje rysunki, tabelki… Mam wrażenie, że kropki dają więcej swobody.

Cyfrowe kontra papierowe

Wolę wybrane fragmenty z artykułu przepisać lub skopiować i wydrukować. Kiedy tylko coś zaznaczałam, szybko o tym zapominałam. Ciężko w cyfrowym notatniku wkomponować naklejki, zdjęcia, a tym bardziej moje odręczne rysunki. Próbowałam, ale ostatecznie było to dla mnie nieczytelne.

Może wynika to trochę z tworzenia sporej ilości rzeczy cyfrowych, a w szczególności fotomontaży. Czuję przesyt gapienia się w monitor i trzymania głównie myszki w ręku. Można „długopis” od tabletu graficznego, ale to nadal nie to samo co ołówek.

Wspominałam na początku, że lista zakupów już u mnie do wersji papierowej nie wróci. Ona musi być na telefonie, powiedzmy, że zawsze pod ręką. Musi być w formie listy do odznaczania. Już sobie nie wyobrażam iść na zakupy z kartką i długopisem.

W wersji cyfrowej wolę również listę „nawyków”. Raczej jest to dla mnie lista rzeczy, które chcę cyklicznie robić w tygodniu. Zaczynałam od kartki, ale często zdarzało mi się zapomnieć o odznaczeniu, że coś zrobiłam. Na telefonie mogę to uzupełnić na bieżąco i nie muszę zapalać do tego światła.

Jestem bardzo ciekawa, jak jest u Was. Czy już tylko wersje cyfrowe, czy papierowe? A jeżeli mieszane to, co w czym jest Wam wygodniej trzymać? Dajcie znać w komentarzach!