Identyfikacja wizualna, czyli temat powracający jak bumerang. Pomyślałam, że fajnie będzie wrócić do podstaw. Sporo porad mówi, że na początku nie trzeba skupić się prawie wcale na brandingu.

Zostając tylko w blogowej rzeczywistości, ile jest porad, że na początku trzeba się skupić na pisaniu. Dobre treści i systematyczne publikacje są kluczem do sławy. Nie chodzi o to, że się z tym nie zgadzam, ale warto przy okazji zastanowić się, jak mają postrzegać nas inni. Patrząc z perspektywy czasu na siebie i wykonane zlecenia dla klientów w tej dziedzinie, widzę, że dobrze jest określić „kim jesteśmy jako marka”. I tak wiem, że brakuje mi pewnych elementów, ale stąd dzisiejszy wpis. Każdemu przydaje się czasami wrócić do podstaw.

Najpierw branding, a najwyżej rebranding

Branding jest tą całą otoczką, która buduje nasz wizerunek. Chyba zostanę przy blogach, bo to tutaj narosło najwięcej mitów. Gdzieś pokutuje przeświadczenie, że branding dla bloga to logo i wizytówki. A co z resztą? Na dalszy plan odeszło mówienie, że to również sposób, w jaki komunikujemy się z czytelnikami (lub klientami) czy wartości, jakimi się kierujemy.

Tworzenie treści jest sposobem komunikacji, przekazaniem wartości, ale tego nie zwykło się określać jako branding. Po logo i wizytówkach przyszła do łask spójność kolorystyczna, a to jeszcze nie wszystko.

Identyfikacja wizualna

Początki nie są kolorowe, czyli warto zacząć od ustalenia, co wyróżnia nas od konkurencji. Wiadomo, że trzeba wiedzieć, jaki przekaz kierujemy, ale też do kogo go kierujemy. Dobrze jest też mieć rozpisane cele. Nie muszą być sztywne i obejmować okresu np. 10 lat do przodu. Chociaż pierwszy kwartał, pierwsze pół roku – na początek lepsze to, niż iść na żywioł.

A teraz czas na kolorową część, czyli co wchodzi w skład identyfikacji wizualnej. Pokrótce mówiąc, jest to cała otoczka, którą widzi czytelnik czy klient. Wygląd strony internetowej, wizytówki, ulotki, opakowanie produktów, które wysyłamy, grafiki na portalach społecznościowych, obróbka zdjęć i tym podobne rzeczy. W kontekście tych wszystkich widocznych aspektów mówimy o spójności. Spójność, o której teraz bardzo często się mówi, zwłaszcza rozmawiając o zdjęciach na Instagramie. Te wszystkie wizualne detale sprawiają, że osoba oglądająca wszystko z boku wie, że to ta sama bajka – ta sama osoba, firma.

Podstawowe składowe identyfikacji wizualnej.

  • Logo

Jako osoba nieposiadająca logo, nie powinnam się zbyt długo na ten temat rozwodzić. Stare z Pixel nie koniecznie pasuje mi do Lisa. Do lisa przychodzą mi na myśl głównie oklepane pomysły, ale…

Nie każdy potrzebuje logo. Dobrze jest się rozejrzeć wkoło siebie. Dla sklepów, restauracji czy hoteli powiedziałabym, że logo to wręcz priorytet. Podobnie z firmami produkującymi ubrania. Długo można tak wyliczać, ale chyba już czujecie klimat. Patrząc na internet, głównie blogi, sprawa z logo nie jest już taka oczywista. Kojarzę sporo osób z nazwy, które nie mają żadnego nawet graficznego elementu i świetni funkcjonują. Znam też osoby, które wiem, że mają logo, ale nawet nie potrafię go opisać, a co dopiero narysować.

Jak zapewne wiecie z życia, dzięki logo szybciej zapamiętujemy markę, kojarzymy, co oferuje. Jest sporo przypadków, gdzie logotyp jest wystarczający. Przy obecnej nazwie chciałam na to postawić, ale… Jak na razie zablokowałam się na dodaniu, dość oklepanej, lisiej kity. Kombinuję z krojem pisma, ale po testach mam jeszcze sporo pracy przede mną. A może problem tkwi w tym, że mam za wiele nazbieranych fontów i jestem zbyt wybredna?

W internecie przytłacza ogrom inspiracji. Co za dużo to nie zdrowo jak u mnie z ilością fontów. Fajnym rozwiązaniem będzie przejście się do galerii handlowej. Dopiero teraz uświadamiam sobie ile sklepów, ekskluzywnych marek bazuje tylko na logotypie. I czasami nie jest to nic wyszukanego jak w przypadku KappAhl. Pierwszym skojarzeniem patrząc na krój pisma, w napisie ZARA jest ekskluzywna marka. Teoretycznie podobny Reserved kojarzy mi się już bardziej z czymś przystępnym dla każdego.

Z drugiej strony człowieka przytłacza ogrom, już wykorzystanych rozwiązań. To tak jak z tą moją lisią kitą. Nie nazwałabym tego typowym kopiowaniem, zawsze coś tam wyróżni mój pomysł, ale podobieństwo do innych jest zbyt duże. Kolejnym pomysłem mogłyby być połączone ze sobą pierwsze litery nazwy. Jestem ciekawa, czy macie od razu jakieś skojarzenia. Ja mam i tu przychodzi dylemat, czy to dobry pomysł. Kolejną problematyką jest skojarzenie z tematyką. Z drugiej strony mam wrażenie, że czasami trochę na siłę doszukuję się podobieństw w pogoni za czymś unikatowym.

  • Paleta barw

Myślę, że tutaj nie trzeba wiele tłumaczyć. Chociaż rozglądając się wkoło, wcale nie jest takim oczywistym, że chodzi o spójną kolorystykę wszędzie tam, gdzie pojawia się nasza marka.

Niebieski kolor kojarzy się z profesjonalizmem. Nie wiesz, jaki wziąć kolor?  Postaw na jakiś odcień niebieskiego to najbezpieczniejszy wybór. Ewentualnie coś z turkusem, takie szaleństwo. Sporo jest koloru różowego, bo jest taki kobiecy. Samo nasuwa się skojarzenie, że przekaz jest kierowany do kobiet. Gdzie w tym mój ryzykowny rudy?

Powiedziałabym, że wybór tego jednego, bazowego koloru to bułka z masłem. Mogę trochę przesadzać, ale wiecie, o co chodzi? Tylko na jednym kolorze nie można bazować. Warto mieć do niego przynajmniej 2 do 3, a najlepiej 5. Przyroda jest tu mistrzem w komponowaniu ze sobą kolorów. W internecie znajdziemy sporo narzędzi, które ułatwią nam wybór pasujących kolorów do tego głównego.

Przy dobieraniu kolorów trzeba pamiętać, że jest takie coś jak kolory dopełniające czy kontrastujące. Mowa tu o kole barw, które przeraża wiele osób.

  • Krój pisma

Nie chodzi o to, aby wykorzystywać dokładnie ten sam krój pisma, jakie zostało użyte w logotypie. Dobrze jest wybrać na początek dwa kroje pisma, które będziemy wykorzystywać, jak kolor, wszędzie tam, gdzie widać naszą markę. W zależności od wyboru, byłabym ostrożna, używając ich na stronie internetowej.

Przy wyborze dwóch krojów, zazwyczaj jeden jest wykorzystywany do nagłówków, a drugi jako akapitowy, czyli wykorzystywanym do wszystkich dłuższych tekstów. Przyjmijmy, że krój pierwszy jest ozdobny, a więc może być też użyty w tekście, aby zaakcentować jakiś wyraz.

Kiedyś wręcz plagą było wykorzystywanie kroju przeznaczonego z zasady do nagłówka, aby były nim akapity napisane. Obecnie jest lepiej, ale niekoniecznie, bo nagłówkowy krój jest wykorzystywany w kluczowych sprawach jak np. menu. Najwięcej takiej przesady widuję przy różnego rodzaju plikach PDF. Nie chcę nikogo wytykać palcami, ale często taki zabieg stosują osoby, które mówią, że się na grafice znają.

Przy wyborze krojów pisma warto pamiętać, że nasz język jest bardzo specyficzny. I tak jak z kreskami czy kropkami nie ma większego problemu, tak ogonki są pomijane. Nie każdy krój jest też dostosowany do wyświetlania w sieci, dlatego nie upieram się o takiej konieczności jednolitych krojów wszędzie. Fajnie, jeżeli wszystko jest spójne od początku, ale tak w tym utknąć, że strona nigdy nie ruszy. I pewnie to zła rada, ale czasami lepiej na pewne rzeczy przymknąć oko.

Grafika z trzema różnymi cytatami nawiązująca do wybierania kroju pisma.
  • Inne elementy jak np. wzór

Na gotowych kartach do tworzenia identyfikacji wizualnej zazwyczaj znajdziemy dodatkowe miejsce na pattern, czyli wzór. Ogólnie mowa o dodatkowym wyróżniku graficznym.

Przy tworzeniu np. grafik, zamiast bawić się w składanie ze sobą krojów pisma, lepiej wybrać jeden i dodać jakąś grafikę. Tak naprawdę można głównie na tym bazować. Nie potrzeba żadnych magicznych mocy czy wiedzy, aby stworzyć przyciągającą oko grafikę. Taką, która zapadnie w pamięć i będzie rozpoznawalna dla innych.

Baza do uzupełnienia kart jest

Do identyfikacji wizualne można również dodać tematykę, styl i obróbkę zdjęć. Bardzo duże ułatwienie przy budowaniu konta na Instagramie. I można by tu trochę pójść tym tropem, bo o spójności teraz dość głośno. Nie chodzi mi o zdjęcia, a o cały przekaz.

Warto postawić na zbudowanie sobie takiej kartki (ściągi) z identyfikacją wizualną, aby nie zastanawiać się, jakiego np. użyć koloru w grafice z cytatem. Pomijając fakt, że warto mieć gotowe szablony do takich rzeczy. Zaczynam zbliżać się już niebezpiecznie do kolejnych ważnych tematów. Odmeldowuję się na ten czas.