Jak często zdarza Ci się czekać na inspiracje? Na ten moment, który pozwoli stworzyć coś wyjątkowego? Zarobić pieniądze? Ten moment, który okaże się przełomową chwilą?

Długo żyłam w przeświadczeniu, że czy to teksty na blog, czy fotomontaże, a nawet zdjęcia muszą czekać na inspiracje. Lepiej leżeć i czekać na cud, niż działać i samemu szukać. Dzięki takiemu podejściu, zdecydowanie za długo żyłam w próżni. Niby coś się dzieje, bo czasami inspiracja przychodziła, ale znaczną część czasu nie działo się nic, bo inspiracja jest wybredna.

Przyszedł moment, kiedy przestałam czekać na inspiracje, a zaczęłam działać. Wiele rzeczy szło nieudolnie, bo nie czułam tego flow (no dobra, inspiracji) do tworzenia, ale działałam. Projekt za projektem lądował w koszu, ale gdzieś tam już przestałam czuć, że jestem zawieszona w nicości. A skoro działam, mimo porażek, oznacza, że inspiracji można się nauczyć. Wypracować w sobie takie mechanizmy, aby zaczęło brakować czasu na realizację, a nie pomysłów na działanie.

Nawet przy takim podejściu zdarza się, że pomysłów brakuje. Gdzieś tam chodzę i powtarzam, że nie wiem, o czym pisać. Torpeduje swoje własne pomysły na fotomontaże, doszukując się w nich problemów z wykonaniem albo brakiem odpowiednich zdjęć. Uruchamia się taka typowa, ludzka natura i to jest całkiem normalne. Przestałam jednak się z tego powodu zadręczać, leżeć na łóżku i czekać na spłyniecie inspiracji. Staram się w takich momentach działać, aby zaprosić do siebie inspirację.

Rób nowe rzeczy

Można też odwiedzać nowe miejsca, ale czasami to kosztowne. A z drugiej strony może wywołać dodatkową frustrację. Chcemy gdzieś być, ale właśnie z powodów finansowych, czy czasowych nie damy rady i inspiracji nie przywołamy.

Może to nie jest najlepszy przykład, w końcu fotomontaże w moim przypadku to żadna nowość, ale… Nowością jest publikowanie ich i podpisywanie swoim imieniem i nazwiskiem. Kiedyś zdecydowanie bardziej komfortowo czułam się, robiąc to anonimowo. Patrząc na to, co publikowałam z początku po powrocie, to tak, jakbym robiła to od zera. Jakby to było dla mnie coś nowego.

Książka przyjacielem

Niekoniecznie jestem zwolenniczką czytania historii innych ludzi. Myślę, że to dlatego, że nie wpadłam jeszcze na fajnie napisaną książkę. Takie pozycje zamiast mnie inspirować, frustrują. Co innego krótsza forma tego typu treści. Faktycznie potrafi dać kopa do działania.

Nie będę jednak oszukiwać, więcej inspiracji przynoszą mi książki o jakichś bestiach, wróżkach, magii i tym podobne. Życie w świecie fotomontaży bardziej lub zmyślone historie i to jak najmniej realne. Każda dziedzina ma swoje ulubione tematy.

Sporo dała mi e-book Oli – Pani Swojego Czas – o budowaniu biznesu. Co ciekawe, na początku się kłóciłam z tym, o czym Ola w nim napisała. Naturalny bunt, bo jak to tak, a nie inaczej. Przesłuchałam jednak całość i odłożyłam na wirtualną półkę. Po jakimś czasie zaczęłam zauważać, że w tym ma racje, w tamtym ma rację. Zaczęłam widzieć błędy, które sama popełniałam i to nie tylko czysto biznesowe. Treść, którą przeczytałam, musiała we mnie dojrzeć.

Rozmawiaj z innymi

Już od dawna pytam innych co myślą na temat jakiegoś mojego pomysłu. Och, jaka ja byłam kiedyś wkurzona, jak zostałam skrytykowana. Przecież to takie genialne. Jak można to krytykować? Zawsze powtarzałam sobie, że oni się nie znają. Ja wiem lepiej. Z perspektywy czasu wiem, że zawsze wyszłam na róg krzywej ulicy z takim podejściem.

Obecnie każda krytyka, jest dla mnie cenną wskazówką. Wywołuje we mnie przypływ kreatywności. Zaczynam kombinować, jak coś zmienić, ulepszyć, poprawić, aby dostać za chwile inną opinię. Opinię w bardziej pozytywną stronę.

Tworząc fotomontaże, bardzo często pytam choć jedną osobę, co myśli. Z początku byłam sfrustrowana, że nie ma od razu efektu wow. A teraz?  Teraz jak dostaję komentarz „no fajne”, zastanawiam się, co zrobiłam źle. Jak nie wpadam od razu na pomysł, zamykam program i idę robić coś innego. Wracam ze świeżym spojrzeniem, poprawiam i znowu pytam. Powtarzam proces tak długo, aż reakcja będzie wow i wtedy wiem, że prace mogę publikować.

Dbanie o siebie

U mnie inspiracja (też kreatywność) wróciła, kiedy wróciłam do regularnych treningów. Ten moment maksymalnego skupienia się na tym, co robię, aby nie zrobić sobie krzywdy, jest świetnym pretekstem, do niemyślenia o pracy. Nie mam na to czasu. Dla mnie to moment resetu.

I oczywiście, gdybym poszłam na rower, czy pobiegać – nic z tego nie będzie. Gdzieś tam, cały czas myślę o pracy. Joga jest dobra, bo muszę skupić się na oddychaniu. Fajne są ćwiczenia, gdzie muszę liczyć powtórzenia. Trening z dodatkowym obciążeniem też jest fajny, bo skupiam na nim myśli, nie na pracy.

Nie chcę myśleć o pracy

Jak wspominałam przy książce Oli. Dopiero jak pozwoliłam jej działać, bez rozmyślania, stał się cud. Podobnie jest u mnie z treningami. Dzięki takiemu „relaksowi” wszystko zaczyna się samo układać.

Najgorszy jest dla mnie monet, kiedy faktycznie chcę odpocząć. Kiedy chcę skupić myśli na czymś innym lub na kimś. Ile ja wtedy ze sobą walczę, bo właśnie w takich momentach, mam najlepsze pomysły. Właśnie wtedy, kiedy ze sobą walczę, wszystkie puzzle zaczynają do siebie pasować.

Inspiracja nie jest muzą

Inspiracja to nie zamykanie się na pomysły, które do nas przychodzą. Inspiracja to ich spisywanie i realizowanie. Nawet tylko próba realizowania, jeżeli do pomysłu nie jesteśmy przekonani. Każdy kolejny pomysł i ewentualna próba wdrożenia go, przywołuje następne pomysły. Z inspiracją jest jak z lawiną.

Widzę czyjś fotomontaż i zaczynam się zastanawiać, jak ja bym do tego podeszła. Co bym zmieniła. Czytam jakiś tekst i rozmyślam, jak ja do tego tematu podchodzę. Często przy takim podejściu, powstaje nowy tekst na bloga, bo okazuje się, że mam inne spojrzenie od autora. Że mam inne przykłady z życia.

I żeby była jasność, bo niedawno było o wysyłaniu kreatywności na urlop. Dla mnie inspiracja i kreatywność to nie jest to samo. Inspiracja to pomysły, a kreatywność jest wdrażani ich w życie. W takim moim ujęciu oczywiście trochę nad wyrost, ale inspiracja lubi bierność. Kreatywność wręcz odwrotnie kocha działanie. Obie te dziedziny idą w parze i świetnie się ze sobą uzupełniają.