Jak się uczyć i nie o technikach mowa, a o podejściu do procesu uczenia się dla siebie. Brakowało mi w szkolnych czasach presji do zdobywania dobrych ocen, stypendiów, czerwonego paska. I ja wiem, że to brzmi dziwnie, bo mamy uczyć się dla siebie, ale…

Byłam bardzo zagubioną osobą w czasie szkoły. Problemy zdrowotne odbiły się tym, że po prostu dryfowałam bez wysiłku. Nie miałam jednak problemu z ocenami. Wiedza przychodziła sama przy minimalnym wysiłku. Nie chcę się nad tym rozwodzić, bo czasu nie cofnę i nie zmienię, ale odbiło się to w późniejszym życiu. Długo nawet nie zdawałam sobie sprawy, co konkretnie jest nie tak. Takie staranie się dopasowania do otoczenia, które od szkoły nie koniecznie chciało mieć w sobie daną jednostkę.

Jak się uczyć, czyli o rozwoju słów kilka

Jeszcze długo po studiach była we mnie postawa, że muszę się teraz, już bardziej na poważnie, dopasować do społeczeństwa. Skoro nie kolejny etap studiów to kursy, może coś dwuletniego czy rocznego. Obsesyjne rozsyłanie CV. Dopasowanie się do otoczenia, w którym żyję, prawie za wszelką cenę. Ślepe pokazanie, że ja nie jestem gorsza od innych.

W zasadzie, z tą moją firmą było podobnie, jak z kobietami siedzącymi na urlopie macierzyńskim. Teraz jest czas i można działać, rozkręcając swój biznes. Niektórym się nawet udaje, ale to powiedzmy szczęściary. Specjalnie używam takiego sformowanie, bo to bardziej złożony temat. Nie mam nikomu za złe, że wyszło i nie śmieje się, że nie wyszło. W zasadzie chodzi o perspektywę patrzenia.

Myślę, że z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że częstą pobudką do zakładania biznesu, jest chęć zmiany. Są środki, niższe składki ZUS, czyli jakoś to będzie z wizją, że w dwa lata to już będzie super hulać. A może jednak warto zacząć od uczenia się? Od poznania terenu?

I co ma to wspólnego ze szkołą, o której pisałam? No właśnie ta postawa do nauki. Zauważam, że wypowiadając się na jakiś temat, mam rację, ale to nie ma znaczenia, bo ja się nie znam, czytaj, nie mam na tą wiedzę papierka. I podobnie podchodziłam do biznesu. Że na pewno to nie działa, bo ja nie mam papierka. Że nie mam wiedzy, bo ten papierek. Bo wiele rzeczy uczyłam się dosłownie dla siebie, ale było to postrzegane, jako marnowanie czasu. I faktycznie było, skoro wszystko chowałam do szuflady.

Czas na naukę

Tak jak już wspominałam kiedyś o daniu sobie czasu na poukładanie spraw. Nie pamiętam, abym dała sobie czas na naukę. Chodzi mi o taki zaplanowany czas. W szkole to też był tylko moment, kiedy zbliżał się sprawdzian albo coś było do zrobienia.

Na tym polu brakowało mi presji, że mam np. 30 minut siedzieć i się uczyć. Ja już wtedy wiedziałam, jakiego przedmiotu ma dotyczyć, ale coś nie zagrało. I tak to się do dzisiaj ciągnie, że wiem (niby wiem), czego mam się uczyć, ale nie potrafię wyznaczyć sobie na to określonego czasu.

Nie pamiętam, jakie miałam wymówki w szkole. Teraz, bo ten kurs na żywo idzie w taki godzinie, ten webinar w innej i nie wszystko ma powtórkę. A jak była powtórka to mi się w plan dnia nie wpisuję. Bo ja to tak niekoniecznie umiej robić dwie rzeczy naraz. Pewnie mogłabym tak długo wyliczać. Co ciekawe, czas na przeglądanie Instagrama czy granie mam zawsze.

Jak się uczyć – zaczynam wakacjami

Z własnej perspektywy widzę, że najlepiej zacząć od wakacji. Miałam moment, kiedy zapisywałam się na dosłownie wszystko, co w danym temacie było organizowane. Gorzej był już z oglądaniem, ale ja się przecież uczę. Z tym że te moje wakacje, nie były zupełnym lenistwem. Były czasem z planem, jak w ogóle za naukę się zabrać.

Czego i po co chcę się nauczyć

U mnie lista była prosta (śmiech): marketing, prowadzenie biznesu, wszyto związane z portalami społecznościowymi, tworzeniem strony, stawianiem sklepu, wiedza o grafice. Czuję, że coś jeszcze pominęłam, ale… Czego ja się w zasadzie chciałam uczyć?

W szkole brakowało mi tej presji na 30 minut nauki, ale wiedziałam, jaki przedmiot ma być priorytetem. A teraz? Łapię wszystkie skorki za ogon, bo jestem dorosła i mogę.

Swoje wakacje zaczęłam od zrobienia listy, na której znalazło się dosłownie wszystko to, czego chcę się nauczyć. Nie tylko blog czy biznes, inna wiedza też się tam znalazła. Potem starałam się każdy temat rozpisać bardziej szczegółowo, bazując na wiedzy, którą już mam w danym temacie. Przyznaję, ilość mnie przytłoczyła. Wyszło mi kilka kartek A4, a mam tylko 24 godziny i 7 dni w tygodniu.

Zrobiłam sobie trochę przerwy i wróciłam do listy, aby zacząć ustalać priorytety. Zajęło mi to sporo czasu, bo ciężko przestać nagle uważać, że nie wszystko jest ważne. Jak po takiej selekcji zostanie nam czysta kartka, to nic złego. Trzeźwe spojrzenie to podstawa.

Źródła wiedzy

Moja poczta to taka farma linków, czyli posiadam masę wiadomości z już wygasłymi linkami do szkoleń. Tak, nadal nie zrobiłam tam porządku, bo w każdym mailu jest przy okazji wartościowa treść. Na tym polu moje wakacje jeszcze trwają, czyli porządki z czasem.

Chodzi mi o to, że nie warto zapisywać się na wszystko i do każdego, kogo znajdziemy, zajmującego się daną dziedziną. Ja wiem, że darmowa wiedza korci, a boli, że potem za to trzeba zapłacić, ale… Mamy te 30 minut przeznaczone na naukę i tak 3 przynajmniej godzinne webinary, do których zaraz kończy się czas dostępu. Na jakiej prędkości trzeba je obejrzeć, aby się wyrobić?

Tylko Simy wynosiły wiedzę, ucząc się z taką szybkością. Często też zdarza się tak, że wiedza się powiela i człowieka dopada jeszcze większa frustracja, że coś przeoczył, a na to zmarnował czas.

Notatki to podstawa

Oklepany frazes, ale nie mogło go tu zabraknąć. Od kiedy sięgam pamięcią, nie byłam mistrzem notatek. Wtedy też nie było skąd czerpać wiedzy, więc człowiek robił je tak, jak potrafił. I choć czasy się zmieniły, ja nadal mam problem z robieniem notatek.

Bo ja mam taką głupią postawę, że albo wszystko zapamiętam, abo chce wszystko spisać, bo wszystko jest ważne. Uczę się cały czas tego, aby wysłuchać, obejrzeć coś raz i dowiedzieć się, o czym mowa. Podejść do tego drugi raz i zrobić notatki. W notatkach wypisać dosłownie wszystko, co uważam za ważne. Dopiero za chwilę zrobić selekcje. Wiem, że to zajmuje więcej czasu, ale lepiej zmarnować trzy razy po 30 minut na jedno zagadnienie, niż przerobić trzy zagadnienia po łepkach.

Działanie w małych krokach

Nie każdą zdobytą wiedzę, uda się od razu wdrożyć w życie. Długo mnie to frustrowało. Tyle się mówi, że takie zbieranie informacji, to ćpanie wiedzy i marnotrawstwo czasu. Przy zrobieniu selekcji, czego chcemy się uczyć. Przy określeniu skąd i od kogo. Lepiej zrobić od razu notatki i dać temu poczekać.

Zdobyta wiedza może przydać się dopiero za miesiąc, dwa, trzy, ale do tego czasu popadamy w myślenie, że tylko ćpamy wiedzę. A może tego czasami potrzebujemy? Czy wszystko musi się od razu przydać? Czy zdobyta wiedza w ogóle musi nam się przydać?

Lubię oglądać programy przyrodnicze. Naturalne jest, że czegoś się w tym czasie uczę. Czy ta wiedza mi się przyda? Mogę nie mieć okazji pływać z rekinami, więc wiedza się nie przyda, ale chcę wiedzieć coś o tych zwierzętach. Poszerzajmy swoje horyzonty, nie patrząc tylko na to, że zdobywana wiedza musi nam się przydać. Tak zapamięta się więcej, nawet (a może w szczególności) rzeczy, które faktycznie wykorzystamy.

Wiele rzeczy naraz

Długo się buntowałam, że ja nie umiem uczyć się ważnych rzeczy, robić coś innego. Błąd! Wszystko zależy od tego, jaką przyjmie się postawę. Jeżeli słucham podczas sprzątania, tracę tylko raz 30 minut na zrobienie notatek. Z materiałem zapoznałam się, robiąc coś innego, równie ważnego w danym momencie.

Nie staram się już na siłę (bo tak to często się kończyło) wyciągnąć ważnych lekcji i od razu wdrożyć je w życie. Nie zawsze poświęcam czas na notatki, bo uważam, że jednak tam nic nie ma do notowania. I nie mam poczucia zmarnowanego czasu, tak samo, jak poświęcenie czasu na notatki podczas drugiego słuchania, czy oglądania.

Nie ważne w jakim miejscu jesteś

Nie wiem, czy już zauważasz, że tekst jest uniwersalny. Nie ważne, w jakiej sytuacji życiowej się znajdujemy, zawsze można znaleźć czas na naukę. Dobre podejście, może być równoznaczne z presją, która nie jest przymusem.

Ja wiem, że w zasadzie każdy z nas chce od razu wiedzieć wszystko, wszystko umieć i jeszcze mieć masę wolnego czasu. Przy dobrym nastawieniu w 30 minut można nauczyć się więcej niż w trzy godziny.

U mnie jeszcze gdzieś dochodzi do głosu przekonanie, że skoro siadam do nauki, muszę mieć z niej efekty – notatki – i wdrożyć zdobytą wiedzę od razu w życie. Nie ma czegoś takiego jak dojrzewanie, wiedza to nie roślina. Tylko z taką postawą cały czas kręcę się w kółko i mam do siebie pretensje. Nie jest też tak, że muszę codziennie poświęcić te 30 minut na naukę.

Poza tym, bez względu na to, w jakiej sytuacji jesteśmy, nie warto wywierać na siebie zbyt dużej presji. Jeżeli mamy gorszy dzień, mniej czasu, lepiej odpuścić sobie nawet z góry zaplanowaną naukę. Wiadomo, że szkolne czy studenckie czasy wyglądają trochę inaczej, ale w dorosłym życiu zbyt duża presja wywierana na siebie, może przynieść odwrotny skutek.

A Ty poświęcasz chwilę czasu w ciągu dnia na naukę? A może szkoła skutecznie zniechęciła Cię do tego występku?