Będę banalna, ale ja przepraszam, kiedy ten czas uciekł. Przecież to już koniec lipca. Gdzie uciekły te miesiące? Człowiek myślał, że do pewnych rzeczy ma jeszcze dużo czasu, a one stoją już za rogiem.

Niestety, lipiec okazał się trudnym miesiącem. Nie służą mojemu zdrowi te radykalne wahania pogody. Dość mocno odbiło się to na moich planach, które musiały ulec zmianie. Muszę przyznać, trochę jestem wściekła, że pewne sprawy przeciągną się o kolejny miesiąc. Ogólnie lipiec wcale nie był takim złym miesiącem. Na pewno nie był przeleżany na kanapie i zupełnie spisany na zmarnowanie.

Plany zrealizowane po części

Regularne wpisy na bloga mnie pokonały. I nie chodzi o brak pomysłu, weny, czy chęci. Pokonały mnie plecy. Siedzenie i pisanie było ostatnią rzeczą, o jakiej w lipcu marzyłam. W lipcu miałam sporo projektów graficznych do zrealizowania, więc coś odpuścić musiałam i tak padło na blog. Zwłaszcza że nie chciałam rzucić zupełnie tworzenia fotomontaży na Instagram. Zbawieniem było robienie do nich zdjęć, więcej ruchu. Potem gorzej, ale idzie ku dobremu.

Sklep

Obiecałam sobie, że w lipcu ruszy sklep z plakatami do kupienia. Szansy już nie ma. W dużej mierze to moja wina. Najpierw pokonał mnie regulamin i polityka prywatności, ostatecznie napisałam. Potem przekierowania subdomeny na inny serwer niż te, na którym znajduje się blog. Przez te upały nie myślałam trzeźwo. Mam nadzieję, że w sierpniu już będę mogła się nim chwalić.

Newsletter

W planach było też uruchomienie newslettera. Jego porażka, działa na jego korzyść. Podeszłam do tego tematu jeszcze raz, tym razem na kartce papieru. Małymi krokami, w międzyczasie od innych obowiązków powstaje newsletter. Kolejnym plusem obsuwy terminu jest to, co miało być za zapis na niego. Będzie PLAKAT!

Nie robię sobie wyrzutów sumienia, że nie wszystko wyszło tak, jak chciałam. Mówię, lipiec był ciężkim miesiącem, a do tego ja go niefortunnie zaplanowałam. Przekonałam się, jak dużą siłę ma dobre dobranie priorytetów.

Chwal się co tam

W sierpniu na blogu będzie bardzo kreatywnie. W planach mam sporo wpisów związanych właśnie z tym zagadnieniem. Tematy już są, szkice poczynione, nie może się nie udać tego zrealizować.

E-book

Podczas pracy nad newsletterem pomyślałam, że fajnie byłoby stworzyć e-book związany z grafiką. Nawet przez chwilę myślałam, aby był on prezentem za zapis, ale… Nie wiem, kiedy newsletter by ruszył. Nie chcę też wywierać zbyt dużej presji na siebie, bo nie zniosę chałtury, mimo że materiał ma być darmowy. Różne się dostaje, wiecie, o co chodzi?

Chcę, aby e-book był fajnym startem w świat grafiki. Czymś, co pomoże nie tylko tworzyć np. grafiki na portale społecznościowe. To ma być coś, co będzie przydatne przy robieniu zdjęć, projektowaniu wnętrza, tworzeniu jakiegoś DIY. Grafika to nie tylko szerokie pojęcie, ale również uniwersalne u jej podstaw.

Dzień za dniem

W lipcu, poza pracą, praktycznie nie działo się nic. Nie miałam żadnych wyjazdów w planach. Chyba że te po zakupy, ale to może sobie darujmy. Chociaż mogłaby być fajna seria zdjęć mnie przed różnymi sklepami. Najlepiej w stylówce zwanej „po ziemniaki”. Jeżeli ja tego nie zrealizuję, może komuś pomysł właśnie podsunęłam.

Przez te skoki temperatur, nawet nie chciało się wyjść na spacer do parku, nad jezioro. Już nie wspomnę, że przez pogodę, w parku komary zjadają żywcem. Nie ma możliwości się od nich odgonić. Wszystkie chyba się tam pochowały przed upałami.

Coś dla siebie

Na tym polu też wyobrażałam sobie inaczej lipiec, a wyszło, jak wyszło. Gdzieś przez źle określone priorytety sporo spraw się rozmyło. Sierpień już wygląda lepiej, może dlatego, że pod hasłem – KREATYWNIE.

Maseczki do twarzyz Lidla.

Maseczki do twarzy w Lidla

Testowałam już masę różnych maseczek. W szczególności te oczyszczające. Nawet te czarne peel-off, którymi udało mi się wyrwać sobie kilka włosków z brwi. Niby tak precyzyjnie nakładałam, a jednak. I nie byłoby nic w tym złego, gdybym miała z natury gęste brwi. Maseczkę próbowałam dwa razy i doszłam do winsoku, że wolę mieć brwi.

Do tych z Lidla byłam nastawiona trochę sceptycznie. Przerabiałam już maseczki z glinkami. Nawet sama mieszałam i efekt mnie nie zadowalał. Tym razem się zakochałam. Co prawda ja ich nie nakładam tak, jak pokazują na opakowaniu. Najpierw idzie jedna na całą twarz na 15 minut, potem druga. Nie obie naraz. Efekt maseczek jest widoczny gołym okiem i jeszcze ich cena. Maseczki robię raz w tygodniu na zmianę. Raz oczyszczam, raz bardziej rozświetlam.

Hummus z fasoli.

Hummus z fasoli

Ciecierzycę bardzo lubię. Pastę z tahini wykorzystuję zamiast masła orzechowego. Jednak nie zostałam fanką klasycznego hummusu. Lubię, ale głównie z jakimiś wyrazistymi dodatkami. Kiedyś jadłam z makrelą, niebo, o ile lubi się ryby.

Może fasola skradła moje serce też dlatego, że została pognieciona. Nie użyłam do robienia hummusu blendera. Fasola po ugotowaniu została potraktowana, jak zmieniaki na puree. Do tego oczywiście tahini, pond to cytryna i czosnek przeciśnięte przez praskę.

Z ilości fasoli wyszło mi sporo hummusu. Ciężko byłoby przejeść, zanim by się nie zepsuł. Trafił więc do małych słoiczków, które następnie zostały za pasteryzowane. Trochę roboty, ale nie musiałam jeść go na siłę, aby się nie zmarnował.

Z Internetu

W końcu głos rozsądku do dla mnie wręcz obsesyjnego, kultu śniadań. Ja mam do nich różne nastawienie. Ostatnio się polubiłam z nimi, ale co jakiś czas mogłyby dla mnie nie istnieć. I najbardziej w tym wszystkim nie lubię tej presji wywieranej na mnie, że przecież śniadanie trzeba zjeść. Teraz już mam dokąd odsyłać, jak ktoś chce mnie namówić na śniadanie, a ja go nie chcę jeść.

A skoro już przy jedzeniu jesteśmy, to czas na kolejny narzucany rygor. Przetwory mleczne staram się unikać rygorystycznie, ale nie oszukujmy się, zazdroszczę domownikom jedzącym lody czy sernik. Na mięso sobie czasami pozwalam, bo inaczej bym zwariowała. Jedna restrykcja, jakiej przestrzegam, to nie jedzenie glutenu. Tutaj żadnej taryfy ulgowej. Czasami, jak pisze Marta, lepiej na coś sobie pozwolić, niż dostawać ślinotok, patrząc na innych jedzących.

Obiecałam sobie, że wraz z nadejściem wakacji zacznę więcej czytać. Mam trochę zaczętych i niedokończonych książek. Lipiec minął, a ja mam tyle samo zaczętych książek. Cały czas było coś ważniejszego, co zabierało czas. I już było za późno na czytanie. W sierpniu ambitne plany, ale z trikami od Marty. To musi się udać.

Wakacje, a ja o nauce. I powodem wcale nie jest fakt, że teraz teoretycznie człowiek ma więcej czasu na naukę. Dla mnie to bardziej zbiór informacji, aby lepiej wejść we wrzesień i już nie szukać wymówek. Lista rzeczy, których chciałabym się nauczyć, jest długa z czego wszystko jest ważne, ale… Podobnie jak z czytaniem, cały czas coś staje na przeszkodzie. Chociaż w tym wypadku jest trochę lepiej, bo ogarnianie sklepu czy pisanie e-booka (potem składanie go) jest już nauką. Wychodzi praca plus nauka.

I tak oto mój lipiec przedstawił się jako niezły nudziak. Przyznać trzeba, że sierpień nie zapowiada się bardziej spektakularnie. Tym razem jednak lepiej ustaliłam priorytety. W zasadzie są podobne do czerwcowych, czyli miesiąca, który dał dużo dobrego. Więc tak, sierpień nie będzie taki zły.

A jak tam  Twój lipiec? Odpoczynek, praca, jakieś wyjazdy? A może też pogoda przekonała Cię do tego, aby zostać w domu tak jak mnie.