Bardzo lubię czytać wpisy innych podsumowujące pewien czas np. miesiąc. Sama jednak męczyłam się, piszą coś takiego u siebie, bo przecież mam takie nudne życie. Nie mam gdzie wyjść kilka razy w miesiącu. Nie wyjeżdżam też gdzieś co chwilę, choć na dzień, aby mieć czym się pochwalić. Myślę, że nie tylko ja mam taki rozterki posiadania nudnego życia, ale… STOP!

Jak możecie zauważyć, brałam też różne terminy, bo wtedy jest o czym pisać. Choć i to okazało się kulą w płot. Na ratunek przyszły mi filmiki z inspiracjami Radzki z danego miesiąca. Czy naprawdę ma liczyć się tylko to, że gdzieś się wychodzi, czy wyjedzie. OK, trafił mi się w tym miesiącu wyjazd, ale potem już będzie, wionąć nudą. Wcześniej też tak kolorowo nie było, a jak coś się trafiało, zapominałam to udokumentować. Narzucałam sobie do tego element perfekcjonizmu, że jak zdjęcia, tylko porządnym aparatem. Telefonem nie przystoi.

Małe co nieco czerwca

To może zacznę od tego „nieszczęsnego” wyjazdu. W 3 dni udało się przejechać około 1500 kilometrów. W zasadzie doczepiłam się do rodzinki i wybrałam się na szalony wyjazd. Przyświecała mi myśl odpoczynku od pracy, zrelaksowania się i tym podobne rzeczy. Okazało się, że wyjazd zdjął ze mnie presję robienia zdjęć tylko aparatem. Telefon w plenerze dobrze daje sobie radę, a jeszcze do tego wita mnie na Ukrainie, choć jeszcze kilka kilometrów do granicy, ale tylko przejścia. Na dziko dzieliło mnie kilka metrów, może kilkanaście.

Wyjazd nie obył się bez niespodzianek. Z resztą wykrakanych przez kierowcę. Jeżeli oglądacie telewizję, wiecie, że dzień przed Bożym Ciałem zalało Lublin. Akurat trafiliśmy na tę zlewę, jechaliśmy obwodnicą miasta. Momentami faktycznie nie było widać świata, ale i tak znaleźli się szaleńcy, którzy wyprzedzali tym szybszym pasem. W konsekwencji trzeba było znaleźć mechanika do zespawania dziurawego tłumika. Poszło bez problemu, można było dalej jechać, odwiedzać rodzinę.

Będąc jeszcze dobrze w Polsce, trochę zaskoczył mnie SMS witający na Ukrainie. Cena za Internet wygrywa dla mnie główną nagrodę, a sieć łapie dużego minusa, że ma kiepski zasięg. Gdyby nie plaga (dosłownie) komarów na zdjęcia załapałby się Bug oraz granica, ale skończyło się na odnodze rzeki. I tak miałam całą pogryzioną nogę, bo próbowałam zrobić zdjęcie głównemu nurtowi.

Odnoga rzeki Bug w Kryłowie.
Kolejne ujęcia rzeki Bug oraz SMS z opłatą za połączenie przez Ukrainę.

Po drodze do rodziny nie można było nie zaczepić o źródełku z uzdrawiającą wodą u Świętego Mikołaja. Wydaje mi się, że już kiedyś to miejsce pokazywałam na zdjęciach. Chyba nawet wspominałam o legendzie. I patrząc na przewrócone drzewo, można sądzić, że komuś obietnica uzdrowienia się nie spełniła (śmiech). Tak na serio, widać, że to sprawka pogody.

Zapomniałabym o najważniejszym, że na wyjeździe czerwiec mimo upałów przywitał nas pełnią jesieni. Niesamowity wysyp grzybów. Na zdjęciu jakieś 5 kg kurek, a to tylko niewielka część tego, co już było i co jeszcze będzie. Kurki to jedno, ta siwa kępa na pniu jest czymś ciekawszym. Kto zna takie grzyby jak baranie rogi? Właściwa ich nazwa to żagiew okułkowa. Nie bez przyczyny są to grzyby na wymarciu. Lubią bardzo specyficzne miejsca i praktycznie nigdzie indziej jeszcze ich nie spotkałam jak właśnie nad terenami bliżej granicy z Ukrainą.

Grzyby po prawej baranie rogi, po lewej kurki.

Bestiariusz Słowiański

A zostając przy legendach, w moje ręce wpadła książka o mitycznych stworzeniach. Do dzisiaj wspomina się w różnych sytuacjach wiele z tych stworzeń, ale mało kto wie, za co były odpowiedzialne. Książka jest przepięknie wydana. Można w niej przeczytać o rusałkach, skrzatach, wodnikach, biziach, kadukach i samojadkach. Gdyby nie fakt, że niejeden rodzic dostanie białej gorączki, od dodatkowych tłumaczeń co coś oznacza, poleciłabym ją jako bajki dla dzieci. Dorosłym oczywiści również polecam, bo warto poznać historię Słowian.

Czytam sobie tak po kolei o tych wszystkich bestiach i mogę zagwarantować, że pomaga w kryzysach twórczych. Opis kilku postaci sprawia, że wpadam na nowe pomysły np. do fotomontaży, chociaż czułam się zupełnie wyżymana z pomysłów.

Książki od lewej: Bestiariusz Słowiański i Mitologia Słowian.

Mitologia Słowian

A skoro przy historii jesteśmy, warto poznać mitologię. Czytając książkę tylko wyrywkowo, człowiek otwiera oczy ze zdumienia, że nadal wierzymy w to, co kiedyś. Wiele mitów z nami zostało. Co najwyżej zmieniły się ich znaczenia, aby lepiej pasowały do czasów, w których ich używamy.

Śmiem twierdzić, że to kolejna pozycja działająca na wyobraźnię i pobudzająca kreatywność.

Fotomontaże

Do trzech razy sztuka, czyli dalej świat bajek. Tak jak byłam psychicznie zmęczona, powiedziałbym klasycznym, podejściem do podsumowań na blogu. Tak też dołował mnie fakt nieposiadania ciągle nowych, świeżych, zaskakujących zdjęć. Bardzo lubię pejzaże, ale ile razy można pokazywać to samo jezioro? Pewnie są osoby, którym to nie przeszkadza, ale ja byłam zmęczona. Ciągle tylko zadręczałam rodzinę, że trzeba zacząć gdzieś jeździć, bo potrzebuję zdjęć do publikacji.

Pomijając fakt, że nie mam gdzie robić zdjęć stylizacji, ja nie mam tyle ubrań w szafie. Fryzury też są historią, bo obcięłam dość mocno włosy. Teraz ewentualnie mogę zrobić „50 pomysłów na związanie włosów w kucyk”. 

Mogłoby być jedzenie, ale… Jak sobie przypomnę, że miałam zrobić zdjęcie, już mam pusty talerz. Ze zdjęć z lotu ptaka też zrezygnowałam. Już nie mam gdzie chować do nich gadgetów, a i tak cały czas narzekam, że mam ich za mało.

Fotomontaże już pokazywałam, ale nie czułam, że powinnam odchodzić od zdjęć. Jednak w momencie zmiany nazwy powiedziałam sobie dość i skoro podjęłam decyzję, którą chcę iść ścieżką, czas przestać wstydzić się swoich prac. To, co wcześniej pokazywałam, było mniej śmiałe. Śmiałe co do mojego przekonania, że robię niesamowite rzeczy. Wróciłam już oficjalnie i na stałe do tego, co kocham od ponad 10 lat.

U góry fotomontaż ze mną pod grzybem, u dołu w domku z kart.
U góry fotomontaż - wiewiórka z kitą z kwiatów bzu. U dołu zegarek z torami.

Jeżeli obecnie się wkurzam, że nie mam co publikować, wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze mam za dużo pomysłów i za mało czasu na ich realizację. Po drugie ciągle mam dylemat czy chcę tworzyć fotomontaże tylko na swoich zdjęciach, mieszać je z dostępnymi na stockach, czy może same stocki. Fajnie byłoby tworzyć na swoich, ale znowu pojawia się ten sam problem – brak nowych miejsc. Do tego dochodzi kwestia, że wielu ujęć nie mam i mieć nie będę do realizacji pomysłów. Czeka mnie praca nad sobą, aby się przełamać, że korzystanie z czyich zdjęć nie jest niczym złym.

Sprawy blogowe i zawodowe

Blog czeka na zmianę kierunku wiatru. Postanowiłam dać sobie czas i bez wyrzutów sumienia poszukać inspiracji na zmiany. Mam już listę tego, co według siebie robię źle. Co mi się nie podoba i musi zostać poprawione. Trochę to trwało, ale jeszcze nigdy nie czułam takiej pewności, że wybrałam odpowiednią drogę. I wiem, że zmiany nie będą z dnia na dzień widoczne. Wiem też, że jeżeli narzucę sobie mordercze tempo, przyjdą jeszcze później. Wszystko będzie w swoim czasie.

Zawodowo możecie spodziewać się wielu nowości w sklepie. Na pewno w lipcu pojawią się do kupienia wersje cyfrowe fotomontaży w formie plakatów. Plakaty będą również w formie drukowanej, ale tylko na zamówienie. Wiem, że nie każdy ma w okolicy drukarnię, więc wystarczy napisać i po dogadaniu, zajmę się drukiem i wysyłką produktu fizycznego.

Złapane w sieć

Przy poprzednim podsumowaniu pisałam o kilku tekstach, które prawie zmieniły moje życie. Chyba w czerwcu gdzieś podświadomie też na to czekałam albo mniej tekstów powstało. Na szczęście jest kilka perełek i nie muszą zmieniać życia.

Zaczynają się wakacyjne wyjazdy a wraz z nimi dylemat czy coś ze sobą przywozić. Polenka napisała bardzo fajny poradnik, na co warto zwrócić uwagę, żeby nie skończyło się np. na pierwszym lepszym magnesie na lodówkę. Sama do dzisiaj mam w szufladzie wielką kredkę, z którą nie wiem, co zrobić, a żal wyrzucić.

Dzisiaj już przy tych upałach zakończę i tak dość długi wpis. Wiem, następnym razem powinny pokazać się na blogu zdjęcia z plaży, ale to nie moje klimaty. Życzę momentów ochłody w te upały.

Co działo się u Was w czerwcu? Jak znosicie te upały?