Myślałam o kwartalnych podsumowaniach, ale wolę pisać je wtedy, kiedy mam na to ochotę. Wiem, że takie teksty na blogu są fajne, sama lubię je czytać u innych. A do tego częściej je pisząc, można więcej wartościowych treści polecić od innych, a tym razem mam perełki.

Muszę przyznać, że maj tak mnie psychicznie przeciągnął, że kwiecień pamiętam jak przez mgłę. Sama sobie zgotowałam taki los, więc nie ma na co narzekać. I jeżeli negatywne rzeczy można określić jednak jako pozytywne, w ogólnym rozrachunku, wyszło mi na dobre. Coś kojarzę, że kwiecień był dość wyjazdowy, ale nie pamiętam, czego te wyjazdy dotyczyły. Nawet nie pamiętam, kwietniowej pogody. Jest jednak luksus, pamiętam, że pod koniec kwietnia były święta. Wychodzi na to, że w podsumowaniu głównie, jeżeli nie tylko, maj.

Co się wydarzyło

Jeżeli notatki do podsumowania prowadziłam chronologicznie to w kwietniu faktycznie były dla mnie tylko święta. Przygotowałam pudełka z uszami na święta, ale połączyłam też na jednym zdjęciu dwa święta ze sobą. A może to z tego powodu tak mgliście pamiętam kwiecień? Nie prawdziwe, ale całkiem dobre wyjaśnienie.

Spotkanie na zdjęciu świąt Bożego Narodzenia a Wielkanocą.

Na początku maja pamiętam ten silny wiatr. W te dni zrobiłam małą sesję zdjęciową. Faktycznie, nie da się zapomnieć tego, że na niewielkim pomoście nad jeziorem musiałam iść na czworaka, bo mnie prawie zdmuchnęło. Ciężko też zapomnieć bezwładnie dryfująca kaczkę i drugą, która stała na pomoście i się wahała, czy pływanie to dobry pomysł.

Ja na pomoście nad jeziorem.
Kaczka na pomoście.
Zdjęcia ze spaceru.
Zdjęcie jeziora.

Już nie ważne, do którego miesiąca to datować, ale na blogu pojawił się znowu sklep. Przez te wszystkie zawirowania na początku roku, długo się do tego zbierałam. Obawiałam się, że znowu coś złego będzie się działo. Odpukać, wszystko działa i nawet tworzą się kolejne produkty, aby powiększyć asortyment. Trochę fizycznych, trochę cyfrowych.

Maj to oczywiście była konferencja w Poznaniu. Ok, nie mam zdjęcia na ściance, ale mam identyfikator, choć jeszcze ze starą nazwą. Właśnie dzięki wykładom zdecydowałam się na zmianę. Rozważałam też imię i nazwisko, nawet dość długo przed konferencją, ale… Przy ewentualnej zmianie nazwiska w przyszłości, czekałaby mnie kolejna zmiana. Znowu kobiety mają trudniej. Tak tylko się śmieje, choć nie ukrywam, że to był jeden z powodów, dla których jest nazwa. Uważam, że idealnie pasuje do drogi, którą ostatecznie wybrałam.

Identyfikator z konferencji w Poznaniu.

Co najważniejsze i to się działo raczej w maju, zrobiłam gruntowne porządki w zalegających ubraniach. Bez żadnych sentymentów „wyrzuciłam” to, co tylko leżało kolejny rok zapomniane. Kilka rzeczy udało mi się oddać w dobre ręce. Pozostałe poszły do kontenerów, w których zbierają ubrania. Nawet pozbyłam się butów.

Co zachwyciło

Przeglądam notatki i zastanawiam się, kiedy ja je robiłam. W kwestii tego, co chcę polecić, sporo uległo zmianie. Pewnie to wszystko przez ten zapomniany kwiecień. Pewnie jeszcze kilka razy się tu z tego faktu ponabijam. Nie przeszkadza mi ta amnezja.

Planner Design Your Life

Pewnie już z pół roku zastanawiałam się, czy kupić planner Aliny. Nie byłam przekonana, czy jego forma jest dla mnie. Długo byłam przekonana, że jeden kalendarz i jakieś notesy plus luźne kartki mi wystarczą. Poza tym uważałam, że „nawyki” wolę śledzić w aplikacji.

Ostatecznie zdecydowałam się na zakup i nie żałuję, chociaż miałam z początku wątpliwości. Nawyki bardzo szybko przerzuciłam do plannera. I może nie zawsze pamiętam odznaczyć kratki, ale zrzuciłam z siebie głupią rywalizację sama ze sobą. Aplikacja był praktyczna i niestety ładna. Niestety, bo chciałam mieć w niej jak najmniej pustych pól, więc czasami robiłam coś na tak zwane „odwal”, aby tylko to odznaczyć.

Planner od Aliny z Design Your Life z długopisem i kubkiem kawy.
Rozłożony planner od Aliny z Design Your Life.

Jak przeglądałam planner, nie byłam do końca przekonana, do takiej ilości miejsca na notatki w każdym tygodniu. Szybko się do tego przekonałam. I chociaż miał to być planner bardziej biznesowy, notatki są prywatne. Kiedy rozkładam widok na cały tydzień, ich nie widać, mogą być prywatne. Przekonałam się do pisania kilku zdań każdego dnia.

Szukam jeszcze czegoś cyfrowego, bo Trello nie do końca spełnia moje oczekiwania. Próbowałam tam rozpisać sobie kilka większych projektów, ale ta forma mnie nie przekonuje. Będę szukać i testować dalej. Lubię mieć pewne rzeczy w formie tylko cyfrowej. Lubię też mieć wiele rzeczy kopię w wersji cyfrowej.

Kursoksiążka o asertywności i pewności siebie

Najlepsze rzeczy w maju są prywatne, kursoksiążka jest półprywatna. Muszę się przyznać, że jeszcze jej całej nie przerobiłam. Ja wiedziałam, że jak Ola się za coś bierze, będzie mega, ale… Kursoksiążka jest dla mnie jak wizyty u terapeuty. Nie powiem, że zrobiłam ją tak dokładnie, jak powinnam, ale na tyle, aby zadziała się magia.

Kursoksiążka o asertywności i pewności siebie od Oli Budzyńskiej, czyli Pani Swojego Czas.

Myślę, że trochę ta kursoksiążka ma wspólnego z moim stanem psychicznym. A może nawet nie trochę, a sporo. Mniejsza, ważne, że widzę pozytywne rozwiązania w negatywnych konsekwencjach.

Dla mnie kursoksiążka Oli nie jest tylko o nauce asertywności. Fakt jest tam o tym sporo, ale to się nie musi bezpośrednio wiązać. Czy po jej przerobieniu (nawet w trakcie) człowiek staje się bardziej asertywny? Jak najbardziej tak. Ćwiczenia pomagają w poznaniu lepiej samego siebie, co nawet bez pracy, wpływa na zmiany.

Czekoladowe bataty

Mój organizm doszedł do wniosku, że słodycze mogą prawie nie istnieć. Zjadam batony, ale tylko dlatego, żeby już się ich pozbyć z barku. Terminy się pomału kończą. Mam tylko słabość do batatów z gorzką czekoladą i jakimś jogurtem np. kokosowym. Do tego jakiś owoc i wszystkie inne słodycze mogą zniknąć. Mieszankę można też zamrozić. Wyszedł mi kamień, mimo mieszania. Wystarczy trzymać ją w lodówce. Dla mnie bomba.

Deser czekoladowy z batatów z borówkami.

I po nauce

Znowu przeglądając notatki, znalazłam listę rzeczy, które chciałam polecić. Zastanawiając się nad nią ponownie, doszłam do wniosku, że ja z tego nic nie wyniosłam. Włączyło się u mnie takie „ćpanie” wiedzy. Bo trzeba. Bo wypada. Bo przegapię coś ważnego. Bo nie będę się rozwijałam. Nie tędy droga.

Nie wiem, czy z korzyścią, czy robię sobie tym krzywdę, ale już w maju zaczęłam wiele rzeczy olewać. Chce coś z tego mieć poza kolejnymi certyfikatami. Kolejnymi odhaczonymi zagadnieniami, którymi mogę się pochwalić, że je znam. Myślę, że czerwiec nie będzie planowaniem rozwojowy. Potrzebuję odpuścić, aby skupić się na pisaniu treści na blogu – rozwojowe, ale… Muszę złapać dystans, aby miały inny charakter. Chcę, żeby te treści były lekkie, do poduszki i sobie same pracowały w podświadomości. Nie takie, nad którymi trzeba się długo zastanawiać, aby zrozumieć.

Z Internetu

Andrzej Tucholski

W maju jest mi ciężko polecić tylko jeden wpis Andrzeja. Miałam wrażenie, że za każdym razem publikował dokładnie taką treść, jaka była mi w danej chwili potrzebna.

W idealnym momencie pojawił się tekst Wszystko jest trudne. Kiedy zaczęłam to analizować, doszłam do wniosku, że większość spraw ma tylko jakiś stopień trudności. Zaczęłam sobie przyporządkowywać gwiazdki do tego, co planuję i nagle wszystko stało się prostsze. Z większą łatwością przyszło mi rozpisanie projektów, aby zjeść przysłowiowego słonia w kawałkach.

Drugim tekstem takim w punkt był You do you. Akurat słowa na mój dylemat z tym, czy powinnam, czy jednak nie coś komuś napisać. Miałam co prawda jeszcze sporo wątpliwości potem, ale uważam, że podjęłam najlepszą decyzję. Może to, co napisałam, było trochę głupie, ale cieszę się, że nie schowałam tego do szuflady.

U Socjopatka: Blogowanie, kiedy wali Ci się cały świat

Podziwiam ją za odwagę. Za tak publiczną szczerość. Ja nie mam tyle odwagi, ale… Dagmara uświadomiła mi, że był moment te dwa lata temu po szpitalu, że nie dałam sobie szansy na odcięcie się od wszystkiego i przemyślenie, co dalej. Dziwnie, szkoda mi było bloga i uważam, że dlatego tak mi kiepsko szło z szukaniem swojej drogi. Z perspektywy czasu widzę, że dużym błędem jest niedanie sobie szansy na przetrawienie wydarzeń.

Obecnie sytuacja ma się u mnie trochę inaczej. W pewnym sensie praca jest dla mnie odskocznią i momentem na trawienie. Uwielbiam tworzyć nierealną rzeczywistość poprzez fotomontaże. Z jednej strony są dla mnie odskocznią, z drugiej pracą, bo je publikuję, ale… Nie postrzegam ich w kategoriach pracy.

Z bloga

Na blogu nie pojawiło się wszystko, co planowałam. Maj był ciężki, a i pojawiło się sporo wątpliwości co do określania tak sztywnych ram publikacji. I nie twierdzę, że regularność jest do kitu. Oczywiście, że zauważam jej pozytywne skutki, nawet w swoim  nastawianiu do pisania. Mam jednak wątpliwości, czy nie powinnam złapać oddechu i przetrawić całej tej sytuacji na spokojnie.

Pokazały się też dwa szablony pudełek do wydrukowania.