Metamorfoza mikro przestrzeni na powietrzu

Mamy koło domu bardzo specyficzne miejsce. Prób zagospodarowania go, w jaki kol wiek sposób, było przez ostatnie lata wiele. Zawsze kończyło się na tym, że jest kawałek niezagospodarowanej przestrzeni.

Wymiary są wręcz mikroskopijne, bo 1,2m x niecały 1m, ale ta pusta przestrzeń z samym piachem aż sama prosiła się o zaaranżowanie. Żeby tam coś rosło, trzeba podlewać, bo miejsce jest w większości pod dachem. Trzeba podlewać dużo, bo gdzieś tak do godziny pierwszej po południu świeci słońce.

Kiedyś rosła tam róża, nawet całkiem dobrze się trzymała i raczej pamiętało się o jej podlewaniu. W pewnym momencie była za duża i została sprezentowana do innego ogródka. Podejmowane było kilka prób z uprawianiem różnych ziół. Nie wyszło, bo pod ich uprawę trzeba by dobrze przygotować ziemię. Potem stały rośliny doniczkowe, z podlewaniem nie było problemu, ale nie tolerowały dobrze takiej ilości słońca.

W tym roku zapadła decyzje, że skoro sama trawa tam rosnąć nie chce, warto zainwestować w sztuczną. Okazało się, że nie tak łatwo kupić trawę na metry i to jeszcze w pasującej szerokości. Zaczęłam szukać w kwadratach i liczyć, ile potrzeba, ale… Trzeba było jakieś zakupy zrobić w sklepie budowlanym, gdzie sprowadzili idealną szerokość. Wystarczyło poprosić o odcięcie potrzebnej długości i sprawa sztukowania kawałków poszła w zapomnienie. Cenowo sprawa wychodzi dość podobnie, a mniej zabawy.

Balustrada przy schodach otrzymała tylko karteczkę „kiedyś będzie pomalowana”. Przez to, że tam cały czas świeci słonce, wszystko szybko płowieje i traci efekt. Po jednym sezonie trzeba by znowu malować, a skoro trzyma się całkiem dobrze, lepiej nie dotykać.

Miałam w planach poszaleć w tym kąciku ze światełkami, ale reszta domowników stwierdziła, że nie warto. Po namyśle mają racje. Wszystko od słońca niszczeje dwa razy szybciej. Jedna duża lampa jest, więc nie ma tak, że brak na zewnątrz oświetlenia. Na rogu jest tylko kula ładująca się od słońca i zmieniająca kolory. Oczywiście nie jest taka wysoka w oryginale. Została wkopana kawałek w ziemię rura, w której jest włożona lampka, aby była wyżej i cieszyła oczy, bez patrzenia pod nogi.

Stolik to tak zwany zabytek klasy zero, czyli znaleziony w domu dziadka. Został trochę przeszlifowany i pomalowany. Miał mało atrakcyjny kolor, jakiś odcień beżu. Zupełnie by nie pasował do tego kącika. Widać już na nim słoneczną ingerencję, ale moim zdaniem wygląda coraz ciekawiej. Został tylko pomalowany, resztką farby do drewna z małej puszki. Niczym więcej nie jest pokryty, dzięki czemu jest matowy. Stolik nie ma kontaktu z wodą, jeżeli nic się na niego nie wyleje. W tym kierunku stronę raz może dwa razy do roku zacina deszcz.

Zabytek takiej klasy nie jest rozkładany, ale w tym miejscu nikomu nie przeszkadza, więc nie trzeba go przenosić. Jest nawet zaskakująco poręczny, aby coś na nim położyć, kiedy pracuje się w ogrodzie albo robi grilla.

W zasadzie jedyne co się do tego wszystkiego nie zgrywa to krzesło. Nie było sensu kupowanie niczego, skoro w domu stoją plastikowe. Oczywiście stół również jest do niego do kompletu, ale jest przenośny po całej posesji. Niby ma nieznacznie większe gabaryty, ale często jest stawiany gdzieś na bok, bo przeszkadza. Rozłożenie na nim wielu rzeczy, kończy się zwijaniem, bo stół trzeba przestawić. W kąciku przy schodach nie ma tego problemu.

W tym roku pojawił się pomysł, jak inaczej umieścić wiele rzeczy w ogrodzie. Po dokonaniu zmian okazało się, że jest jeszcze jeden, nawet lepszy od tego kąt do zagospodarowania do wypoczynku, ale… Jest do tego kącika jakieś dwa metry w prawo, czyli znowu słońce. Trzeba by zainwestować w parasol, a i tak nie wiem, czy dłuższe siedzenie byłoby komfortowe.

Może obecny kącik również ma minus w postaci słońca, ale rekompensuje to zacisze od wścibskich oczu sąsiadów.

Na ścianie ma się jeszcze kiedyś pojawić zegar. Nawet jest już koncepcja, jaki i gdzie ma zawisnąć. Niestety, zegar nadal czeka na powieszenie. Do tego od jakieś roku, może trochę lepiej czekają lampki w kształcie żarówki, które są na baterie słoneczne. Myślę, że fajnie będą komponowały się wraz z zegarem i dodadzą klimatu temu kącikowi.

przed
po

Kwiaty w kąciku są obecnie „przechodnie”. Jak już wspominałam, rośliny nie tolerują zbyt długo tak silnego słońca, więc są wymieniane. Jeżeli widać, że jakaś potrzebuje więcej powietrza, bo trochę marnieje, jest wystawiana na powietrze. Plusem tego miejsca jest zacisze od wiatru, więc to wręcz idealne warunki na stworzenie roślinie sanatorium. Długość turnusu uzależniona jest, od potrzeba danej rośliny.

Mam nadzieję, że ten mikro kącik zainspiruje Cię do wykorzystania z pozoru skreślonego miejsca. Warto pokombinować, aby mieć gdzie spędzać czas na świeżym powietrzu.

Daj znać, jak Ci się podoba!

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Królowa Karo
3 miesięcy temu

Takie trochę biuro w plenerze 🙂 Fajny pomysł 🙂

Krystyna 7.8
3 miesięcy temu

Jeżeli można się schować przed sąsiadami to już dużo. Serdeczne pozdrowienia.

Gosia
3 miesięcy temu

bardzo pomysłowo i fajne miejsce się zrobiło:)