Kiedyś podchodziłam bardzo lekko do polecania rzeczy. Myślę tu nie tylko o kosmetykach, ale również narzędziach ułatwiających pracę.

Czasami nawet nie testowałam czegoś miesiąc, a już słałam peany w świat. Potem czasami z danej rzeczy rezygnowałam, ale swoich słów nie odwoływałam. Ot, taka ludzka przypadłość. Dzisiaj wygląda to inaczej. Dopiero używając coś dwa miesiące, mogę to polecić bądź nie, ale… Im dłużej, tym lepiej, zwłaszcza w kwestii kosmetyków. Już prawie polecałam krem, fakt, wart uwagi i tylko tyle mogę napisać. Jestem umiarkowanie zadowolona, a jego cena nie każdego skłoni do testowania. Ja tu o kremie a miały być narzędzia ułatwiające pracę.

Narzędzia ułatwiające pracę

Niektóre z nich są darmowe, inne płatne. Z niektórymi jestem związana ponad 10 lat, z innymi dłużej niż rok, a jeszcze inne od kilku miesięcy testuję.

Spotify

Bardzo lubię pracować przy muzyce. Lubię nawet te kawałki, które czasami mnie rozpraszają, kiedy skupiam się na pisaniu. Powroty nie są trudne, a często okazuje się, że o wiele łatwiej mi się pisze. Obecnie niestety, nie sprawdza się w wersji darmowej na telefonie. Zupełnie nie przeszkadzały mi reklamy po kilku piosenkach, ale… Obecnie po iluś piosenkach aplikacja podpowiada utwory, które mogą się nam spodobać i już nie pozwala wrócić do tych wysłuchanych. Słucham muzyki głównie na komputerze, gdzie przerywnikiem są reklamy.

Na telefonie testowałam YouTube Music. Niestety, losowość utworów to dla mnie trochę ściema. Po trzecim razie słuchania tego samego wykonawcy zauważyłam, że utwory są tak samo poukładane. Lista losowa jest z góry określona, co mnie znudziło, ale poza tym aplikacja jest fajna.

Microsoft Word i OpenOffice

Wiem, niektórzy potrzebują prostego edytora, bo inaczej nie potrafią się skupić. U mnie z pisaniem jest podobnie jak z podjadaniem. Jeżeli miska nie stoi w zasięgu mojej ręki, a chociaż 5 cm dalej, nie zjem nic z niej. Jeżeli siadam do pisania, nie obchodzi mnie to, że program ma w pasku milion opcji.

Ok, jedynym problemem jest kuszący pasek z dostępem do przeglądarki. U mnie rozwiązanie jest proste, mam dwa laptopy. Do pisania dłuższych tekstów ten z OpenOffice i brakiem dostępu do internetu. Przy krótkich tekstach lub formatowaniu tego, co napisałam, pracuję na drugim laptopie z Wordem.

Podział na dwa programy zrodził się z powodu pewnych problemów technicznych kilka lat temu. Olałam ich wyjaśnianie, a teraz już się przyzwyczaiłam i nie planuję tego zmieniać. Bo problemem jest zapis dokumentu, trochę inne formaty każdy program obsługuje, ale to nawyk zapisywania i tyle.

Photoshop, Lightroom i Illustrator

Trzy narzędzia ułatwiające pracę, które dość jednoznacznie mi się kojarzą, ale podaruję sobie porównanie. Wiem, że wymienione narzędzia do tanich nie należą, ale ja sobie już bez nich pracy nie wyobrażam. W szczególności z Photoshop, który towarzyszy mi już ponad 10 lat.

Photoshop ma jednak swoją darmową wersję, czyli GIMP. Co ciekawe, uruchamiają się w nim pliki zapisane w typowym formacie dla programów Adobe.

Na Lightrooma nie znam zamiennika, ale… Jeżeli robisz zdjęcia głównie w formacie JPEG, wybierz aplikację. Potrafi czynić cuda ze zdjęcia. Darmowa wersja aplikacji nie odbiega zbytnio od komputerowej wersji programu, a jest darmowa. Program opłaca się tylko wtedy, kiedy chcemy pracować na formacie RAW.

Nigdy nie używałam darmowego zamiennika dla Illustratora. Z tańszych rozwiązań polecam CorelDRAW. Ciężko mi się do niego przyzwyczaić, ale jest warte zainteresowania się i to nie tylko ze względu na grafikę wektorową. Do programu jest dodatek, który poszerza funkcje programu o możliwość obrabiania zdjęć. Nie wiem jednak, jak sobie radzi w stosunku do Photoshop.

Asana

Swoją przygodę z organizacją czasu zaczęłam od wersji papierowej. Ile ja się wtedy narysowałam różnych tabelek, szukając tego, co się u mnie sprawdza. Z czasem zaczęłam szukać czegoś cyfrowego, aby mieć listę zadań zawsze pod ręką.

Zaczynałam od prostych aplikacji, w których wpisywało się tylko zadania do zrobienia na dany dzień. Do programu Asana miałam dwa podejścia. W międzyczasie przetasowałem sporo innych aplikacji.

Asana kupiła mnie łatwością, z jaką mogę przypisać zdania, które w odpowiednim momencie pojawiają się na głównej liście rzeczy do zrobienia. Spodobało mi się również rozpisywanie zadań nie tylko na listy, ale również pod listy, które nie wprowadzają zamieszania. Nie obyło się jednak bez wpadki. W pierwszej chwili chciałam, aby w Asanie były zarówno zadania prywatne, jak i związane z pracą. W końcu miało to być narzędzie ułatwiające pracę. Obecnie w Asanie mam rozpisane tylko większe projekty związane z pracą.

Feedly

Kiedyś interesujące mnie blogi przeglądam na Bloglovin, a inne strony zapisywałam w zakładkach. Że miałam mały bałagan to lekko powiedziane. Teraz mam listę podzieloną na kategorię i nie tylko nic mi się nie gubi, ale jest również na bieżąco z interesującymi mnie blogami.

Ja wiem, że Bloglovin działa podobnie, ale Feedly jest dla mnie bardziej czytelne. Wygrały estetyczne, proste listy, nieatakowanie mnie obrazkiem, dopiero potem treścią.

Forest

Faktycznie przez jakiś czas było to narzędzie ułatwiające pracę. Lubiłam patrzeć, jak pięknie rozrasta się mój las, a lista rzeczy do zrobienia się zmniejsza. Niestety, poprzedni telefon zaczął ciągle zgłaszać mi brak miejsca, więc aplikacja Forest usunęłam jako jedną z pierwszych.

Wraz z nowym telefonem aplikacja Forest nie wróciła, ale został nawyk uruchamiania czasu do pracy w minutniku i nieruszania telefonu. Taki sam nawyk mam przy pracy, kiedy mam ciągły dostęp do internetu. Bo zapomniałam dodać, że kiedy przerywało się pracę, drzewo obumierało. Dzięki aplikacji wyrobiłam w sobie nawyk, że teraz wystarcza mi zwykły minutnik. A korzystam z niego nie koniecznie dlatego, aby nie odrywać się od pracy, a mieć kontrolę nad czasem i robić sobie przerwy. Niestety, ale potrafię przesiedzieć 3 – 4 godziny bez przerwy tworząc np. fotomontaż. Nie jest to dobra praktyka, dlatego minutnik jest wybawieniem dla zdrowia.

Evernote

Evernote zastąpił mi papierowy planner. I tak jak do tej pory byłam sceptycznie do tego nastawiona, po około 3 miesiącach używania, nie wiem, jak mogłam wcześniej tego programu nie doceniać.

Kiedyś w Evernote pisałam nawet wpisy blogowe. Miałam zebrane pomysły na wpisy. Ogólnie było to miejsce, w którym gromadziłam wszystko związane z blogiem. Potem był papier, a teraz Asana przejęła cały ciężar związany z pracą.

Pierwsze podejście do Evernote po długiej przerwie to była notatka w formie pamiętnika. Zakochałam się. Nadal uważam, że papier jest lepszy, ale zdałam sobie sprawę, że tyle bym na nim nie napisała. Dałam się ponieść pisaniu na telefonie i przepadłam.

Obecnie Evernote jest moim plannerem. To, co do tej pory rozrysowywałam i rozpisywałam na kartkach, trzymam w wersji elektronicznej. Nareszcie przestałam mieć do siebie pretensje, że jakiś dzień jest tylko datą. Nie liczę również tego, ile miejsca zostawić dla danego dnia. Nie zastanawiam się, czy zapisać jakieś nieskładne myśli, czy dodać jadłospis. Jedna cała notatka to u mnie jeden tydzień. Poza pamiętnikiem, tygodniowym plannerem, trzymam tutaj równanie listy rzeczy do zrobienia w danym miesiącu, listy zakupów… Praktycznie wszystko to, co miałabym w papierowej wersji.

To chyba wszystkie najważniejsze narzędzia ułatwiające pracę. Co prawda mam jeszcze kilka, ale co pisać np. o Dropbox?

To już na koniec coś, co pracy na pewno  nie ułatwia. Dobrym utrudnieniem jest posiadanie jakichś gier na telefonie. Nie ukrywam, mam trzy gry i nie mam zamiaru ich usuwać. Czasami trzeba się zrelaksować. Pracy nie ułatwia również aplikacja Netflix. Trochę mały wyświetlacz, ale nie przeszkadza, kiedy człowiek robi wszystko, aby nie pracować.

Jestem ciekawa czy masz jakieś swoje narzędzia ułatwiające pracę. Koniecznie daj znać. A może coś, co ją skutecznie utrudnia?