Fajny pomysł z dobrym planem okraszony wątpliwościami, które przesuwają termin realizacji. Szukanie potwierdzenia u innych. Zwątpienie we własne kompetencje. Pozwolenie na podcięcie sobie skrzydeł. Rozmyślania o ilości zainteresowanych osób i potencjalnych klientach.

I w zasadzie na tych kilku zdaniach mogłabym dzisiejszy wpis zakończyć. Są to tak silne rozterki, że potrafią zatrzymać człowieka w bezpiecznej strefie na lata.

Przecież już to miałam

Z grafiką jestem związana od ponad 10 lat. Zdarzały mi się krótsze i dłuższe przerwy od niej, ale… Po początkowych zachłyśnięciach miałam nawet swój produkt, który ostatecznie umarł śmiecia naturalną. Potem się zniechęciłam, a w zasadzie poszłam na studia i, jak już wspominałam, miałam mieć poważną pracę, a nie upierać się przy byciu artystą.

Na blogu przez te lata też przerabiałam różne współprace. Jedna bardzo źle na jakiś czas wpłynęła na relacje z bliskim. Moja wina, ale to już nieważne. Gdyby nie błędy, człowiek by pewnie tak dużo się nie nauczył.

W moich żyłach czy tego chciałam, czy nie i tak płynęła krew artysty. Czułam, że chcę zostać na tym polu zauważona i doceniona, ale nie miałam odwagi, aby pokazać swoje prace światu. Gdzieś tam po drodze próbowałam, ale nie w kierunku, który był od dawna ze mną. Stąd te wektory zamiast fotomontaży. Nie powiem, lubię rysować. Jednak serce mocniej mi bije, kiedy sklejam ze sobą zdjęcia i przenoszę się w zupełnie inny, magiczny świat.

Podobny proces – planowanie

Konkretniej szukanie swojego systemu. Czasami jest tak, że od początku coś czujemy, ale z różnych przyczyn w to nie idziemy. Często jednak do pomysłu (planowania) trzeba dojrzeć.

Gdyby nie potknięcia. Gdyby nie podpatrywanie innych. Gdyby nie testowanie na sobie rozwiązań, wymyślonych przez innych. Gdybym się poddała po jednej czy drugiej porażce. Nie byłoby mnie tu dzisiaj. Żyłabym tak jak kiedyś, z dnia na dzień. Na pewno nie byłoby żadnych moich produktów, a jednak są.

Gdyby nie te dziwne współprace. Szukanie tematyki na bloga. Gdyby nie chwila zachwytu grafiką wektorową. W zasadzie ta grafika dała mi odwagę.

Pomysł na plakaty

Gdzieś jeszcze krążą te pierwsze po długiej przerwie fotomontaże. Przyznaję, że ciężko było znowu rękę przekonać, że ona to potrafi. Okazało się, że z tworzeniem fotomontaży, jest jak z jazdą na rowerze, tego się nie zapomina.

Małymi krokami. Najpierw trochę nieudolnie. Coś bardzo prostego. A teraz? Nie wyobrażam sobie tego, jak mogłam kiedyś bazować tylko na zdjęciach. Oczywiście uwielbiam je robić, ale fotomontaże dają mi o wiele więcej stabilności. Takiej wewnątrz mnie.

Pomysł był od dawna, ale potrzeba było nabrać odwagi!

Teraz mam tyle pomysłów, że muszę zacząć z czegoś rezygnować, bo nie dam rady sama tego zrealizować. Nie wszystko też pewnie warto, ale… Pomysłów namnożyło się na kolejne kilka lat i dalej się mnożą. Lubię ten stan!

Oficjalne zaproszenie

Po wielu wzlotach i upadkach, o czym już wspominałam w podsumowaniu lipca, zapraszam do sklepu.

SKLEP

Sklep jest wyjątkowy, jak na artystkę przystało i produkty, jakie oferuję. Mowa o dziełach sztuki, więc nie może być inaczej, jak ich samodzielna, indywidualna sprzedaż. Te wszystkie automatyzacje są super, ale na początek stwierdziłam, że odbiorą całą magię zaklętą w plakatach.

Poboczne wpływy

Nie chcę tu ukrywać, że na taką decyzję miało jeszcze kilka rzeczy wpływ.

Po pierwsze używany szablon bloga pokazuje coraz więcej pazurów. Po przenosinach danych z pliku do pliku zupełnie się rozjechał. Z drugiej strony, przez chwilę był na jego podstawie zbudowany sklep. Nie podobał mi się. Obecnie nie eksponowałby tego, co oferuję. Teraz jest coś w rodzaju galerii sztuki z możliwością zakupu.

Szablon idzie do zmiany, może wtedy „zatrudnię” agenta i sklep będzie taki z prawdziwego zdarzenia. I tak musi to w końcu nastąpić. Szykuję więcej produktów i to nie tylko plakaty.

Po drugie, gotowe rozwiązanie, czyli sklep u kogoś. Próbowałam, ale nie podołałam technicznie z najważniejszym. Nawet nie walczyłam, trochę poczytałam i subdomena nie jest najlepszym rozwiązaniem. Dla wyszukiwarek byłyby to dwa różne adresy. Blog co jakiś czas aktualizuję, sklep stoi w miejscu, więc nie wskoczy na wysokie miejsce w wyszukiwarce. Taka ciekawostka.

Ostatecznie jestem bardzo zadowolona z tego, jaką formę przybrał mój sklep. Idealnie pasuje do MAGICZNYCH PLAKATÓW!

Badanie rynku

Zupełnie przez przypadek wpisałam się w trend z badaniem rynku, przed inwestowaniem we własny produkt. Może nie tak do końca, jak tego uczą, ale coś w tym jest.

Jeżeli coś wpadnie Ci w oko na moim Instagramie i chcesz mieć z tego plakat, napisz na: sklep@managerpixeli.pl. Oczywiście są dostępne również wersje papierowe plakatów.

Na co czekałam

Czekałam nie tylko na odwagę, ale i te kilka popełnionych po drodze błędów. Wiem, że brzmi to oklepanie, ale one faktycznie nauczyły mnie niesamowicie dużo. Dodały też ogrom odwagi do walki o swoje marzenia. A wszystko przez te magiczne plakaty.

Dopinam jeszcze dwa projekty i już lada dzień będę o nich pisać. Sporo się dzieje i wreszcie czuję, że to jest to, co zawsze chciałam robić.

Zapraszam do SKLEPU.