praca w domu

Chcesz pracować w domu? O tym nikt Ci nie powie

Już dość długo pracuję w domu i nadal szukam tego szczęścia, którzy inni uważają, że mam. Wstawanie, o której mam ochotę. Mam wolne na zawałowanie, bez tłumaczenia się szefowi. A pieniądze dostaję za pracę, która nie sprawia mi najmniejszego wysiłku. Owszem uważam, że dzięki fotomontażom można mieć w życiu odrobinę bajki, ale bez przesady.

Dopiero praca nad e-bookiem uświadomiła mi, jakim praca w domu nie jest szczęściem. Też nie od samego początku, ale po kolei. Od konkretnego szkicu pomysłu do wypuszczenia do sprzedaży e-booków minęły dwa miesiące. Oczywiście, czułam czasami zmęczenie, przepracowanie, ale sprawiało mi to tyle przyjemności, że ciężko było mi odpuścić. Przecież jestem sobie szefową i nikt nie będzie mi mówił, ile mam pracować.

Tak jak i z tego projektu, również wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, ile zajmuje mi to czasu. Wstałam przecież kiedy chciałam. Miałam czas wolny na obiad, kawę i tym podobne sprawy. Nawet na spacer, czy wyjście do znajomych miałam czas, ale coś kosztem czegoś. Nadal nie jestem osobą, która potrafi jasno określić godziny pracy. A wracając do e-booka, po jego wypuszczeniu postanowiłam zrobić sobie trochę wolnego, ale… Mój mózg wpadł na pomysł pójścia za ciosem i już zaczęłam kombinować nad warzywnymi pudełkami. Bo przecież skoro robię to, co kocham, nie przepracuję ani jednego dnia w swoim życiu, a decyzja o pracy w domu uwalnia od wszelkich problemów i frustracji.

Praca w domu - grafika z ebookami,

Pod koniec pracy nad e-bookiem nagrałam aplikację, do której wprowadziłam kilka zadań do wykonania, której zadaniem było zliczanie ilości czasu poświęconego na jego wykonanie. Dopiero zaczęłam zdawać sobie sprawę, ile dana rzecz zajmuje mi czasu. Już samo patrzenie na wykonaną pracę i zestawianiem jej z policzonym czasem było przeplatanką niechęci i uwielbienia do takiej formy pracy. Praca na etacie to nie „zło konieczne” tam, chociaż mamy stałe wynagrodzenie. Jeżeli masz ochotę od tego uciec i pracować w domu warto to dobrze rozplanować oraz pamiętać, że praca w domu ma też swoje mroczne oblicze.

Otoczenie to jeden wielki rozpraszacz

Człowiek wstaje po kawę, na drodze napotyka niepozmywane naczynia, może jakieś ubrania do poskładania. A to można zajrzeć na chwilę na Facebooka, aby odpisać na ważne wiadomości. Jeszcze trzeba sprawdzić, czy coś nie czeka na Instagramie. Potem przychodzi czas na zrobienie obiadu. Jeszcze dla siebie można byle co, ale rodzina woli normalnie zjeść. Niestety jest to obraz rzeczywistości, niewymyślenia sobie czegoś, aby postraszyć. Niektórym wystarczy tylko jeden mega produktywny dzień, aby być bardziej podatnym na wszelkie rozpraszacze. Kiedyś byłam w tej grupie. Inni mają tak po tygodniu. Cały czas trzeba nad sobą pracować i szukać sposobów, aby rozpraszacze, nie rozpraszały.

Harmonogram? Oczywiście gotowy

Na rynku jest dużo poradników o pracy na własny rachunek, ale co ciekawe, każdy poleca wyznaczenie sobie godzin pracy jak na etacie. Praca w domu od 8 do 16 albo od 9 do 17 – przychodzi godzina końca i ma być to faktyczny koniec pracy. Jak w biurze, zamykamy wszystko i o tym jak najskuteczniej zapominamy do kolejnego dnia pracy. Plan może i genialny, ale wykonanie do prostych nie należy.

Wyznaczanie czasu na zadanie, nie oznacza, że tylko tyle potrzebujemy na jego realizację. Czasami z 3 godzin potrafi zrobić się 8. Innym razem praca idzie tak dobrze, że trzeba sięgnąć po jakąś dodatkową listę zadań, bo ważne już po 4 godzinach wykonane, a jeszcze mamy ustalone, że dalej pracujemy. Innymi razy ważne zadania potrafią piętrzyć się na kolejne dni, bo praca w domu idzie jak po grudzie.

Te wahania rodzą wiele frustracji. Mój zarodek zależy od tego, jak produktywny mam dzień i czy zrealizuję najważniejsze zadania, plus nie narastają mi zaległości.

Nauka odpoczynku

Tutaj już podałam przykład na początku. Po wypuszczeniu e-booków zaczęłam kombinować nad kolejnymi, zamiast dać sobie czas na mini urlop. Co prawda ja akurat nie mam problemu z byciem wiecznie dostępną, ale… Praca w domu w weekendy jest już w zasadzie dla mnie normą.  Pomijając już momenty, kiedy przychodzi godzina 20, a ja coś znowu skrobię do pracy, bo akurat mam świetny pomysł i grzech tego nie wykorzystać.

InstaStory traktuję raczej jako rozrywkę, ale czasami ktoś, kogo oglądam swoimi słowami, wywoła u mnie lawinę pomysłów i już z odpoczynku nici.

Samotność

Kiedyś było z tym u mnie różnie, ale od czasu rozpoczęcia pracy nad sobą, lubię przebywać we własnym towarzystwie. Lubię też chwile w samotności. Co prawda nie mieszkam sama, ale to jest cały czas to samo grono. Nierzadko powtarzające się tematy rozmów, w czym nie ma nic złego. Z tego powodu czasami aż za bardzo angażuję znajomych na Facebooku w rozmowę. Nie każda mała miejscowość taka jest, ale u mnie akurat kawiarni nie ma, jest biblioteka, ale nie wiem, czy potrafiłabym pracować w takim miejscu. Czasami nawet domownicy mi przeszkadzają krzątaniem się w pokoju obok.

Sinusoida z kryzysami

To, co inni przekazują w Internecie, potrafi zdołować człowieka. Mało kto mówi lub pokazuje swojej kryzysy i ja się temu wcale nie dziwię. Jak człowiek się napatrzy, że innym się wszystko udaje, a na drodze nie mają żadnych przeszkód w jasno określonych celach, od razu spada zapał do pracy. I wtedy przychodzi kryzys, który aż krzyczy, że może ja się po prostu do tego nie nadaję, a ta oferta pracy, którą dostałam, jest bardzo atrakcyjna.

Oczywiście zdaję sobie z tego sprawę, że to, co inni pokazują, nie musi być prawdą, ale… Ciężko jest patrzeć tylko na pozytywny przekaz i swoją listę zadań, która się piętrzy z każdym dniem. Nie zawsze też jest łatwo się odciąć i zrobić przerwę w oglądaniu takich przekazów.

Szukanie dobrych rozwiązań

Uważam, że nie warto odcinać się od wszystkich dobrych rad, które można przeczytać na temat efektywnej pracy. Trzeba tylko pamiętać, że żadna z nich to nie przepis na gwarantowany sukces. Kiedyś miałam do siebie pretensje, że taki świetny system nie działa u mnie, bo ja pewnie nie umiem z niego korzystać. Bo eksperymenty i testowanie było źle postrzegane. Podchodzenie do szukania rozwiązań jak do gry, zabawy jest w złym tonie. Na zasadzie „ty masz pracować, a nie się bawić”, „szukasz tylko wymówek dla lenistwa”.

Szukanie rozwiązań zaczęło być dla mnie zabawą. Kiedy mi się coś u kogoś spodoba, testuję na sobie. Wcześniej po przeczytaniu tych złotych rad, często się męczyłam z danym systemem, bo przecież nie można co dwa, trzy miesiące go zmieniać. Kto to powiedział? Jeżeli ktoś ma system, który mu się sprawdza i go nie zmienia, zazdroszczę. Fajnie by było tak mieć, ale nie jest mi źle z tymi ciągłymi zmianami i to jest najważniejsze.

A po co wychodzić z domu?

Wygodny uniform, w chłodne dni koc na ramionach i ja zapominająca o upływie czasu przy pracy nad projektem. Jeżeli nie mam potrzeby, nie ruszam się z domu, a co za tym idzie, głównie dresy mam znoszone. Chociaż przepraszam, wychodzę na spacery dla rozrywki, ale raczej po zmroku. Nie rzadko dalej w tym samym dresie, który rano ubrałam, bo jest już ciemno i nikt mnie nie zobaczy.

Mam ten plus, że posiadam podwórko, ale na nim dalej obowiązuje codzienny dres. Czasami się cieszę, że co jakiś czas mam wizytę u lekarza, bo się chociaż ładniej ubiorę. Kiedy idę do ciotki na kawę, ma być mi wygodnie, a nie musi być ładnie. Staram się tak przemykać ulicami, aby nikt mnie nie widział.

Masz czas na wszystko

Ile ja muszę z tym walczyć, że praca w domu nie oznacza posiadania czasu na wszystko i mogę się oderwać w każdej chwili. Co prawda z planowaniem odpoczynku mam problem, ale wyjścia np. do ciotki mam zaplanowane, a jeżeli się nie uda spotkać, pracuję nad pierdołami, na które zawsze szkoda mi czasu. Rzadko kiedy wyjście do miasta po zakupy jest spontaniczne. Już nie raz przekonałam się na sobie, jak łatwo odłożyć pracę, bo przecież to ja sobie wyznaczam godziny pracy. Czasami „później to nadrobię” przeradza się w kilka dni.

Nie tylko praca sprawiająca przyjemność

Mając własną firmę, nie robi się tylko tych rzeczy, które się lubi. Chyba że już od początku mamy kilkoro pracowników, ale jak nie? Te niefajne rzeczy trzeba zrobić samemu. Różnego rodzaju opłaty, reklamy, negocjacje, zamówienia i tak dalej.

Nawet prowadzenie bloga to nie tylko pisanie i robienie zdjęć. Trzeba zająć się całym zapleczem, czyli jakimiś aktualizacjami, ewentualnymi zmianami w szablonie. Jak się ma możliwości, można kogoś do tego wynająć. W innym przypadku trzeba zrobić samemu, nawet kiedy się tego nie znosi.

Na koniec słów kilka z wyjaśnieniami, nie chcę nikogo przestraszyć i zniechęcić do pracy na swoim. Niektórzy odnajdą się w pracy w domu idealnie, bo mają do tego predyspozycje. Inni będą potrzebowali więcej czasu na przystosowanie się, ale też znajdą w tym satysfakcję. Jeszcze inni będą bardziej zadowoleni, pracując na etacie i nie będą marzyć o zakładaniu swojej działalności. Najważniejsze to znaleźć swoje miejsce i nie dać się namówić na zmianę, bo ktoś coś zachwala. Potem można tylko żałować swojej decyzji.

A jak jest u Ciebie? Pracujesz w domu czy na etacie? A może marzy Ci się zmiana?

5 2 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Krystyna 7.8
12 dni temu

Ja kilka razy próbowałam pracować w domu, zawsze się kończyło tak samo tzn ja znerwicowana, garnki przypalone, domownicy na mnie wkurzeni. A mialobyć tak dobrze.

Królowa Karo
6 dni temu

Miałam kiedyś zajęcia, które sprowadzały się do pracy w domu i wiem, że choć z jednej strony to ogromny luksus, to wymaga też sporej dyscypliny i rozdzielania życia prywatnego i zawodowego.

dorota z kobietytomy

Od wielu lat pracuję z domu, nie jest to proste, ale…tak wybrałam. Widzę zdecydowanie więcej plusów niż minusów. Już chyba nie umiałabym inaczej

Gosia
1 dzień temu

jak tylko siadam do laptopa to się zaczyna: Mamo, pić, jeść itd. O innych rzeczach już nie wspomnę. Często marzę o chwili ciszy, żeby spokojnie popisać.