Już od dość dawna pracuję nad logo, logotypem do obecnej nazwy. Nawet kilka projektów zostało wystawione na krytyczne oko kilku osób. Pomyślałam, że fajnie będzie podejść od teoretycznej, ale i praktycznej strony do procesu tworzenia.

Teorii, którą można dopasować do wielu dziedzin, było sporo, więc czas, by poszło za tym trochę konkretnej praktyki. Oczywiście nie będzie tutaj tworzenia logo w konkretnym programie krok po kroku. Będzie to raczej luźna pogadanka, jak konkretnie można podejść do kreatywnych (choć nie tylko) tematów. Garść uniwersalnych metod, które można spokojnie dopasować do siebie, tworzonego projektu, …

Proces tworzenia logo

Za przykład oczywiście posłuży mi tworzenie mojego własnego logo, a w zasadzie logotypu. Ogólnym założeniem było nawiązanie do lisa, ale … Wyprzedzając odrobinę bieg zdarzeń, mogę zdradzić, że wiele pomysłów okazało się zbyt oklepanych. Zależało mi na czymś unikatowym, wiadomo. Z początku bardzo chciałam, aby jednak powstało logo, z przyciągającym oko obrazkiem, który będzie pokazywał się wszędzie – tak do znudzenia. Ostatecznie, dzięki moim krytykom, poszłam w innym kierunku, ale po kolei.

Początek to poszukiwanie inspiracji

Poza samym tworzeniem był to chyba najdłuższy proces. Rozmowa z klientką trwała jakieś dwa miesiące. Miałam już ochotę wycofać się z tworzenia dla niej projektu. Straszna maruda.

Akurat w tym momencie zbawiennym okazało się, zrobienie sobie wolnego od siebie. Zostawiłam na ten czas klientkę z pytaniami, miała wypełnić brief. O wiele łatwiej projektuje się rzeczy, mając konkrety. I tak pytaniem było, na którą z dwóch obranych dróg klientka chce położyć nacisk. Owszem, uniwersalizm jest fajny, ale niekoniecznie na początku. Ważne było, do jakich klientów chce trafiać, jakie usługi oferować, co sprzedawać. Jakie wartości chce przekazywać. Jakie wywoływać emocje.

Okazało się, że zebranie tych informacji pozwoliło na wstępne określenie się, czy stawiać bardziej na logo, czy logotyp.

Jako wykonawczyni, zaczęłam poszukiwać inspiracji. Zaczęłam notować wszystko, co z określonymi wytycznymi mi się kojarzy. Starałam się też poszukać odniesień do literatury czy filmów, aby mieć więcej inspiracji związanej z emocjami, kolorami, wartościami. Jak jest możliwość, fajnie dowiedzieć się, jak ktoś inny ugryzł temat.

Luźne szkice, pomysły

Przychodzi moment, kiedy z ekologią mi nie po drodze, czyli rysowanie. Dużo, a nawet bardzo dużo rysowania i marnowania w związku z tym papieru. I pewnie byłoby tu wiele pomysłów, ale miałam się skupić w pierwszej kolejności na logo i lisiej kicie. Serio aż tak oklepanie?

Na tym etapie zależy mi tylko na tym, aby rysunki były czytelne dla mnie. Chodzi o ilość, nie jakość, bo to tylko dla mnie. Używam nie tylko ołówka do rysowania. Czasami to długopis, kredki, pisaki. Gdzieś tam nawet farby, bo akurat dany pomysł lepiej będzie się przy ich użyciu oceniać. Zdarzyło mi się również używać plasteliny. Mając coś przestrzennego, łatwiej i szybciej potem stworzyć projekty widziane pod różnymi kątami.

W efekcie zastanawiam się, kto mi taki syf w pokoju zrobił, a w szczególności, kto to posprząta. Przy tym projekcie sporo szkiców wyrzuciłam, a kitą zdzieliłam upartą klientkę.

Kartka z odręcznie narysowanymi pomysłami na logo bloga.

Koniec końców, udało się przemówić klientce do rozumu, że logotyp będzie świetnym rozwiązaniem.

Pierwsze cyfrowe koncepcje

Udało się przemówić, ale i tak dla niespokojności ducha miałam stworzyć projekty z LISIĄ KITĄ. W zależności od projektu wybieram różną ilość szkiców, ale… Staram się zamknąć maksymalnie w pięciu. Z drugiej strony, trzy to minimum.

Przeniesione pomysły na logo bloga do wersji cyfrowej.

Przenoszenie projektu na komputer, odbywa się u mnie w różnoraki sposób. Wszystko zależy od konkretnego projektu. Od tego, jak bardzo jest złożony.

W tym konkretnym przypadku zaczęłam od szukania typografii. Dopiero po wybraniu kilku podstawowych zaczęłam tworzyć kitę. W tej kolejności stała się bardziej „plastyczna” i łatwiej wkomponować ją w daną literkę. W moim sercu pierwsze skrzypce grał logotyp, więc skupiłam się bardziej na znalezieniu odpowiedniego kroju pisma. Miało to również na celu przekonanie klientki, że to jest słuszny kierunek.

Starałam się też z premedytacją tak dobrać te dwie rzeczy do siebie, aby gryzły się ze sobą. Bardzo zależało mi na tym, aby nie współgrały idealnie. Przy przybliżaniu i oddalaniu chciałam, aby błędy były bardziej uwydatnione. Najbardziej po wydrukowaniu w różnych rozmiarach było widać, że ten projekt po prostu jest nietrafiony.

Na tym etapie następuje prezentacja koncepcji klientowi. Idealny scenariusz przewiduje, że zostanie wybrany jeden projekt i nad nim będą trwały kolejne prace.

Z moją klientką tak idealnie nie było. Gdzieś ta kita cały czas mieszała jej w głowie. Potrzeba było kilkunastu dnia, aby podjęła ostateczną decyzję i z lisiej kity doczepionej do napisu zrezygnowała. W zasadzie dopiero po tej decyzji można ostatecznie powiedzieć, że moja klientka zdecydowała, którą drogę chce rozwijać w pierwszej kolejności.

Dalsza obudowa koncepcji

Kamień spadł mi z serca, bo wybór padł na logotyp. Mogłam z czystym sumieniem zająć się poprawkami, dopieszczaniem projektu oraz opracowaniem ewentualnych dodatkowych wariantów. Choć tutaj pole do popisu nie jest zbyt duże. Z drugiej strony stworzenie logo w poziomie jest ułatwieniem. Nie trzeba się zastanawiać, co się stanie, jak będzie umieszczone np. na czymś pionowym.

Jedyne, z czym nie było większego problemu, to kolorystyka. Od początku było widome, że mają pojawić się rude elementy, ale logo ma też dobrze prezentować  się w czerni. Z czarnym nie było problemu, bo przenoszone projekty z kartki zawsze są czarne.

Warto też opracować małą księgę znaku, nawet tworząc logo dla siebie. Chodzi konkretnie o dokument, w którym są opisane podstawowe informacje związane z używaniem logo. Warto określić, jaki może być używany najmniejszy rozmiar. Jest też coś takiego jak pole ochronne znaku. Czyli miejsce, które zawsze musi zostać puste naokoło logo – taki margines, po prostu. Trzeba również określić, jakich modyfikacji nie wolno wprowadzać, np. zmiana kroju pisma czy koloru.

I gotowe! Oczywiście tworząc coś dla klienta, zapisuję logo w różnych wariantach i formatach przed wysłaniem. Cieszę się, że tej klientce wystarczył plik wektorowy. Po tak długim czasie współpracy, tylu problemach, tylu marudzeniach, niech sama radzi sobie z zapisem logo do odpowiedniego formatu.

Przy innych projektach typu fotomontaż, obróbka zdjęć, ten proces zawsze wygląda u mnie podobnie. W wielu przypadkach główne skrzypce gra pierwszy etap całego procesu. W innych w ostatnim etapie nie tworzy się dodatkowych obwarowań użycia, bo są one już zawarte w umowie.

Przy tworzeniu logo praktycznie zawsze sprawdza się opisany wyżej proces. W innych przypadkach? Można go elastycznie dostosować do tego, co w danej chwili potrzebujemy. Jestem ciekawa, czy Wy widzicie uniwersalność etapów, tworząc, wykonując różne projekty. A może macie je zupełnie inne?