Sierpień mnie bardzo miło zaskoczył. Zapowiadał się nudnym miesiącem, w którym pewnie coś tam wyjdzie, ale nie ma się na co nastawiać. A jednak sporo zniknęło z mojej listy zaległości.

Bardzo polubiłam się z zeszytami w kropki, ale w życiu te kropki nie koniecznie chciały się łączyć. Kiedy już niby im wyszło, tworzyły coś niekształtnego, z czego nie można było nic odczytać. Fusy w filiżance po kawie rozpuszczalnej się lepiej układały niż te moje kropki. A jednak sierpień wstępnie spisany na straty, udowodnił, że źle go oceniam i połączył kropki w przepiękne obrazy.

Wrześniowe plany

Września nie spisuję od razu na straty, choć tutaj mam ku temu powody. I chociaż z dłuższego wyjazdu nici, będzie sporo czasu na odpoczynek od pracy. Nie przepadam za systemem odrywania się co chwilę, ale to właśnie zasługa sierpnia, że nie przeraża mnie ta wizja.

  • Zmiana systemu organizacji. Wrzesień zapowiada się częstym oderwaniem od pracy, więc postanowiłam wypróbować u siebie pracę w blokach tematycznych. Mam tendencję do wrzucania w plan dnia tysiąca zadań z wielu dzianin, a potem wkurzam się na siebie, że nic nie zrobiłam.
  • Zmiana perspektywy patrzenia. W sierpniu doszłam do wniosku, że brakuje mi patrzenia z góry na cały rok. Niby mam coś popisane, ale nie tak, aby kropki odpowiednio się połączyły.
  • Przygotowanie treści na tak zwany zapas. Miałam podobne plany na lipiec, nie wyszło. W sierpniu też kulało, ale wybaczam temu miesiącowi. Myślę, że bloki tematyczne pomogą mi we wrześniu to opanować.
  • Szykowanie się do reorganizacji strony. Będę do znudzenia powtarzać, że obecny szablon jest do zmiany. Poza tym chcę, aby sklep działał profesjonalnie i był z automatyzowany na tyle, w jakim stopniu pozwolą na to oferowane produkty. Bycie artystą to jedno, ale moja ścisła natura też ma coś do powiedzenia.

W próżni wisi jeszcze e-book. Sierpień był tak dziwny, że nawet nie mam do siebie pretensji, że jeszcze nie reklamuję tego dzieła. Zależy mi na czymś bardzo uniwersalnym, co nie jest trudne w realizacji, ale gdzieś uciekł mi czas na wykonanie. Za bardzo się rozdrobniłam z zadaniami.

Jeszcze to do mnie w 100% nie dochodzi, ale patrząc na kalendarz, we wrześniu będę mało mieszkać w domu.

Za krokiem krok

Sierpień był wbrew pozorom bardzo pracowity. Może dlatego spisałam go na straty? Właśnie z tego nadmiaru pracy śmiałam się, że zaczyna mi odbijać. Czasu na grillowanie było sporo i to właśnie wtedy do głowy przychodziły mi głupie pomysły. Jeden przemilczę i zostawię tylko w pamięci tych, którzy obserwują mnie na InstStory. Drugim jednak chętnie się podzielę, czyli makaronem z grilla.

Z jakiegoś obiadu został mi makaron kukurydziany i stwierdziłam, że skoro mam jeszcze patyczki do szaszłyków… gdyby nie fakt, że to były ostatnie dwa patyczki, reszta makaronu wylądowałaby na ruszcie. Jakie to było smaczne!

Skrzydełka, ryba (dorada) i szaszłyki z makaronu na grillu.

W sierpniu udało się wreszcie uruchomić SKLEP. Jeszcze żadnego agenta nie ma, więc swoje dzieła sprzedaję samodzielnie. Ma to swoje plusy. Teraz składając zamówienie, możesz określić, czy chcesz plakat poziomy, pionowy czy w kwadracie. Wszystko w podanej cenie. Kiedy będzie reprezentował mnie już agent, czyli wkroczy automatyzacja, format będzie tylko jeden.

Sierpień przyniósł też trochę słodkość w postaci smacznych i szybkich deserów. O ile dobrze pamiętam, też w sierpniu, zaliczyłam porażkę z bardzo niesmacznym ciastem. Pomyliłam mąki, robiąc ciasto jogurtowe, ale… Karpatka to już mistrzostwo! Wersja nie tylko bezglutenowa, ale również bez laktozy. Testowana na rodzinie i każdemu smakowało, nawet na drugi dzień. Na trzeci dzień była równie smaczna.

Od lewej: babeczki owsiane z banana z dodatkiem śliwek, jabłka zapiekane z bakaliami i owoce pod kruszonką.
Bezglutenowa i bez laktozowa karpatka.

Sierpień to jedno z ważniejszych wydarzeń, czyli koncert Gole uOrkiestra. Niestety, nie mam zdjęcia. Próbowałam, ale mój telefon nie dał sobie rady. Koncerty na żywo to jednak genialna sprawa.

Suma summarum, sierpień wcale taki zły nie był. Może nie jakiś wymarzony. Może bez fajerwerków. Udało mi się jednak dużo nadrobić, a statystyki mówią same za siebie.

„Fajne rzeczy”

Planner od Design Your Life.

Planner od Design Your life

Z plannera korzystam od początku maja. Mogę więc zrobić mu już podsumowanie, zwłaszcza że to właśnie dzięki niemu patrzę inaczej na organizację czasu.

Po pierwszym przejrzeniu byłam trochę przerażona, że tyle tam zbędnych kartek. No bo po co mi miejsce na notatki w każdym miesiącu. Co ja mam wpisać do “planu udanego tygodnia”. I znowu miejsce na notatki po każdym tygodniu. Zapomniałam jeszcze o „tygodniowym zestawieniu”. Przecież kupiłam, aby sprawdzić, czy to rozwiązanie dla mnie, więc używałam.

Oczywiście miejsce na nawyki znowu okazało się zbędne. U mnie to już normalne, że czasami potrzebuję coś śledzić, a za chwilę już mnie to nudzi. Ogólnie uważam, że kartka trafiona. Miejsce na notatki po każdym miesiącu, mimo początkowego sceptycyzmu, też się przydaje.

„Tygodniowe zestawienie” wykorzystałam do tworzenia jadłospisu lub tylko do pisania tego, co zjadłam. Nie zawsze chciało mi się planować z wyprzedzeniem. Najtrudniejszy do zagospodarowania okazał się „plan udanego tygodnia”. Nie zostawiałam go pustego, ale normalnie zapomniałam tam zaglądać. Planowałam kolejny, czytałam listę, robiłam nową i w końcu, i tak to olewałam.

Asana

To była miłość od drugiego wejrzenia. Za pierwszym razem ogrom możliwości mnie przerósł i zaczęłam używać Trello. Teraz nie wiem, jak mogła planować bez programu Asana. Tu do planowania używam kalendarz, tam listę, tam jeszcze coś innego. System można dopasować do każdego projektu indywidualnie. Nareszcie mam wszystko w jednym miejscu i jest przejrzyście. Tak fajnie można duże projekty rozpisać.

W zasadzie, przez Asanę doszłam do winsoku, że muszę przeorganizować swoją organizację. Sporo rzeczy zaczęło być dla mnie zbędne. I chociaż wolę mieć wszystko na papierze, chcę ograniczyć trochę tworzenie śmieci, tworząc codzienną listę zadań.

Przeczytane w sieci

WorQshopLista zadań na lepsze i gorsze dni – jak organizować zadania w zgodzie ze swoim poziomem energii?

Wpis Kasi był dla mnie pierwszym powodem, dla którego postanowiłam przyjrzeć się mojej liście zadań na dany dzień. Nie ukrywam, zdarzają mi się gorsze dni i wtedy mam wyrzuty sumienia, że za mało lub o zgrozo, nic nie zrobiłam. Obecnie siedzę i szykuje listę, głównie na te gorsze dni. Nie chcę już czuć, że zmarnowałam dzień.

FashionelkaA co jeśli urodzisz homoseksualne dziecko?

Czyli tekst obowiązkowy dla wszystkich, którzy mają problem z akceptacją tak zwanej inności. Inaczej nie umiem określić faktu, że jedyną słuszną droga jest bycie heteroseksualnym. Co zabawne, niektórzy próbują podpierać się stwierdzeniem, że wśród zwierząt homoseksualizm nie istnieje. Nic bardziej mylnego! Inne gatunki też tak się zachowuję i lepiej byłoby, abyśmy wreszcie zaczęli to akceptować i szanować. 

RadzkaMisja czarne trampki

Tak, jestem na etapie zakupów. Sukienki mam już kupione, brakuje mi tylko butów. Co prawda nie wiem, czy do każdej trampki będą pasować, oczywiście w oczach innych. Dla mnie pasują i właśnie się zastanawiam, czy nie postawić na klasyczną czerń. Ok, szukam też czegoś bardziej eleganckiego, ale klasyk w szafie musi być nawet do biegania na co dzień.

CodziennieFit

Wcześniej tylko widziałam, że Marta publikuje filmiki z ćwiczeniami. Nie odważyłam się jednak żadnego filmiku wykonać. Joga mi wystarczała, ale w sierpniu szukałam odmiany i przepadłam. Krótkie treningi, które dają niezły wycisk, czyli wszystko to, czego tygryski akurat potrzebują.

A tymczasem na blogu

Wpisów było więcej, ale wybrałam te, które uważam za ważniejsze. Sporo było o kreatywności, co też jest ważne, ale ja wolę działanie, stąd taki wybór. Nie widzę też sensu w tym, aby wszystkie tutaj wypisywać. Chyba że mam połechtać swoje ego i Ciebie zniechęcić do linków. A tak całkiem serio, linki są fajne, ale ich nadmiar nie jest korzystny dla SEO. Roboty wyszukiwarek mogą źle patrzeć na stronę.