Podejmujesz czasami decyzje pod wypływem impulsu czy raczej jesteś typem osoby, która musi wszystko przemyśleć? Rozmyślanie i analizowanie nie są złe, ale ile przez to umiera genialnych pomysłów, i zapału w człowieku do pracy.

Czy każdą poważną decyzję trzeba przemyśleć?

Ile już razy zastanawiałam się nad decyzją, wiedzą w głębi ducha, że ja już ją podjęłam. Wtedy zaczyna się napływ różnego rodzaju „ale” i prób racjonalnego utwierdzania się, że podejmę dobrą decyzję.

Tak, dwa lata temu podjęłam taką decyzję. Niby spontaniczną, niby gruntownie przemyślana, ale do dzisiaj ostateczny biznesplan nie powstał. Powstała za to przez dwa lata niejedna lista, która pod wpływem innych uświadamiała mnie w przekonaniu, że podjęłam złą decyzję. Że źle się za wszystko zabrałam. Że powinnam poczekać. Że za szybko podjęłam decyzję. Takich „że” mogłabym jeszcze długo wyliczać.

Bo ta z pozoru spontaniczna decyzja była gruntownie przemyślana. Ok, brakowało doświadczenia i to nie mojego, a zdobytego bardziej od innych osób. Nie zawsze da się wszystko budować tylko na własnym. I mam wrażenie, że potrzebowałam jakby przespanych tych dwóch lat, aby wreszcie zdać się na swoją intuicję i podążać za marzeniami.

Nie wychodzi mi analizowanie i racjonalizowanie

Co prawda nie podjęłam decyzji z dnia na dzień o założeniu własnej działalności, ale przez prawie dwa lata jej prowadzenia, właśnie takie mam wrażenie. A wszystko przez próby racjonalnego tłumaczenia wszystkiego.

Przez ten czas powstał niejeden biznesplan. Oczywiście sporo z nich na podstawie porad i pomysłów innych. Po buncie doszłam do wniosku, że nie warto żadnych „dobrych” słów skreślać, bez przemyślenia. Intuicja podpowiadała mi, że to nie jest dobra droga, ale… Miałam zachować się racjonalnie i przestać bujać w obłokach.

Większość rad od zawsze była zła

Klasyka gatunku o tym, że ze sztuki nie da się wyżyć. Że na sztuce nie buduje się swojego biznesu. Faktycznie w to uwierzyłam i to na za długo. Ile mi w tym czasie przeszło projektów koło nosa.

Dobra rada, że nie powinnam ustalać wysokich cen, bo nikt tego nie kupi. Na to przecież nie ma popytu. W sztuce to już w ogóle przecież nie jestem drugim Van Goghiem czy Picassem, aby takie ceny dyktować.

Te dobre rady o badaniu rynku, o sprawdzeniu ile inni za coś biorą, o schodzeniu na ziemię. O kurczę, ile tego jeszcze tam było. Oczywiście, nie zawsze wszystko wprost. Czasami popieranie mnie i przytakiwanie z miną politowania, i pewnej pogardy.

Kim ja chcę być?

Kiedyś pytałam o radę, aby uzyskać różne opinie i ewentualnie coś poprawić na swojej drodze, zmienić ją. Czasami zmiana następowała o 180 stopni, bo myślałam, że ktoś faktycznie ma rację. Osoba doświadczona wie, co mówi. I nie byłoby w tym nic złego, gdybym tak dosłownie tego wszystkiego do siebie nie brała. Powinno to trochę inaczej wyglądać. Bo w pytaniu innych o zdanie nie ma nic złego pod warunkiem, że chcemy mieć więcej opcji do rozważenia, a nie brać je za pewniak.

Gdzieś w głębi serca i tak wiedziałam, jaką chcę podjąć decyzję. Dałam sobie jednak sama siebie zwieść tym wszystkim „ale”. I temu, że spontaniczne decyzje są dobre, ale nie jeżeli planujesz swoja przyszłość.

Gdzie w tym wszystkim jestem JA?

Już kiedyś wspominałam, że w krytycznych sytuacjach nie dałam sobie czasu na odcięcie się od wszystkiego i przeżycie tego. Byłam cały czas nakręcona, że skoro dopiero coś buduję, taki „urlop” to strzał w kolano. Nawet w szpitalu miałam laptopa i plany na pracę. Na szczęście, odpuściłam.

Te dwa lata własnej działalności były też dyktowane przez rady innych i fakt, że wszystko musi być racjonalne. Bez badania rynku się nie da, a z bujania w chmurach powinnam już wyrosnąć.

Szczerze? Dopiero teraz czuję, że podjęłam dobrą decyzję, że rozwijam w odpowiednim kierunku biznes. Wbrew pozorom, te dwa lata nie poszły na marne. A może ja się tylko tak usprawiedliwiam? Nie ważne, ważne, że czuję ekscytację za każdym razem, kiedy coś nowego wypuszczam. Że budowanie sklepu sprawia mi frajdę, Że blog to przyjemność, a nie przykry obowiązek.

A faktycznie schodząc na ziemię. Już jakiś czas temu miał zostać otworzony newsletter. Teraz to popularne i tutaj nie chciałam od tego odchodzić, bo czułam, że to dobra droga, czyli coś darmowego za zapis. Skoro tu sporo tekstów o grafice pomyślałam, że fajnie będzie stworzyć szablon identyfikacji wizualnej. Miałam już wszystko gotowe, zostało tylko poskładać to w systemie do wysyłki maili. Na moje szczęście, okazało się, że coś źle zapisałam, muszę to poprzenosić, aby działało. No w pewnym sensie zacząć od nowa.

Czemu szczęście? Przecież to kolejne dni zwłoki w uruchomieniu newslettera. A jednak dało mi to do myślenia, że ja nie chcę być jak inni. I nie jak inni, że nic nie oferuję. Nie jak inni, że daję ten szablon identyfikacji wizualnej. Oczywiście jest to przydatne, ale… Posłuchałam intuicji i możesz spodziewać się otrzymania fajnych plakatów do wydrukowania. Przecież fotomontaże mają być moją pierwszą wizytówką. Druga też jest, ale dopiero szkic na papierze. Mam też pomysł na trzecią. Wszystko w graficznych tematach.

Wiem, że zaliczę jeszcze nie jeden dzień z wątpliwościami. Dopadną mnie dni, w których będę chciała z tego zrezygnować. Na pewno zrodzi się jeszcze wiele wątpliwości. Gdzie jednak bym zaszła, gdybym ciągle słuchała „dobrych rad” i olała impuls?

Zdaję sobie sprawę, że wielu osobom może się to nie spodobać i będą miały mi za złe (choćby wzrokiem), że uparcie obstaję przy swoim, ale już na to nie zważam. Bo czy na prawdę warto zawsze rozważać wszystkie za i przeciw?