Swoją zabawę z grafiką zaczynałam od rastrów, a konkretniej od tworzenia fotomontaży. Co prawda miałam również program do grafiki wektorowej, ale przez wiele lat nie było mi z tym rozwiązaniem po drodze.

Pierwsze projekty bazujące głównie na grafice wektorowej tworzyłam dopiero, będąc na studiach. Sporą trudność przysparzało mi na początku przerzucenie się z rastrów na wektory. Do tego jeszcze zmiana oprogramowania. Bo wbrew pozorom, znając jeden program firmy Adobe, łatwo odnaleźć się w innych. Za czasów studiów byłam zaznajomiona z rastrami, czyli program Photoshop, a przyszło mi się uczyć wektorów w CorelDraw. To były czasy, kiedy Illustrator nie był jeszcze tak modny.

Po studiach zraziłam się na kilka lat do grafiki wektorowej. Tym bardziej że praca na zaliczenie miała być mieszanką rastrów i wektorów. Nie mam nic do tego połączenia, ale… Zależy, w którą stronę się odbywa. Kiedy tworzę coś w grafice rastrowej i dorzucam wektory, efekt mi się podoba. Tworząc coś w wektorach, nie doklejam rastrów, a tak musiałam pracę stworzyć – mały koszmar. Może od początku?

Charakterna grafika wektorowa

Pewnie do znudzenia będę przypominać o jednym z większych plusów grafiki wektorowej – bezstratna skalowalność. Pracę z rastrami musimy zacząć od dowiedzenia się, jakiej wielkości ma być projekt. Wektory pozwalają nam ustalić wielkość, nawet po skończeniu pracy. To dzięki grafice wektorowej np. logo wygląda tak samo idealnie na każdej wielkości wyświetlaczu, na plakacie czy bilbordzie.

Praca, którą miałam wykonać na zaliczenie na studiach, po poznaniu podstawowych funkcji programu, okazała się bardzo prosta. Praktycznie były potrzebne linie proste, aby narysować szkic domku. Potem należało go wypełnić głównie wzór z grafiki rastrowej i gotowe. Na tamtym etapie jedynymi krzywymi były chyba okręgi. Chociaż samo tworzenie skomplikowanych kształtów za pomocą krzywych nie było mi obce. W grafice rastrowej również się to wykorzystuje.

Widziałam masę prac wykonanych w grafice wektorowej, które do złudzenia przypominały rastry. Programy mają tak wiele narzędzi, możliwości, potrzeba tylko chęci i czasu na ich zgłębianie. Sama zaczęłam uczyć się wektorów z potrzeby ułatwienia sobie przenoszenia prac z papieru do cyfrowego świata. Do tej pory było to dość upierdliwe. Najpierw skanowałam to, co powstało na kartce, a następnie obrysowywałam w Photoshop-ie wszystkie linie. Efekt był super, ale zajmowało to zdecydowanie zbyt dużo pracy. Z pomocą przyszły wektory i gotowe rozwiązania.

Klasyczne (poprawne) podejście

Przez wiele lat grafika rastrowa w zupełności wystarczała. Przy zleceniu wiadomo było, jakiej wielkości ma być projekt. Dla pewności tworzyło się i tak coś większego. Oczywiste wtedy nawet nie było, że logo koniecznie musi być stworzone w wektorach. Wszystko zależało od zasobności czyjegoś portfela. W obecnych czasach bez, choć podstawowej znajomości wektorów nie ma co myśleć o pracy w grafice.

Jak wspominałam, miałam już do czynienia z krzywymi i punktami, tworzącymi ścieżkę, ale… Po obrysowaniu czy wypełnieniu kształtu ścieżkę trzeba było usunąć i nie był już możliwości jej edytowania. W grafice wektorowej te punkty zostają i można z nimi dalej pracować. Można każdy punkt edytować, dodać nowy lub usunąć.

Pamiętam, jak zaczynałam naukę wektorów, byłam bardzo pewna siebie, bo przecież ja wiem z rastrów, jak używać krzywych. Fakt, miałam podstawy, ale okazały się bezużyteczne. Najtrudniejsze w wektorach było dla mnie wyczucie, o co jaką odległość powinnam tworzyć punkt dla danego rysunku. Za rzadko źle, za gęsto jeszcze gorzej. Okazuje się, że czym więcej punktów, tym końcowa waga projektu jest większa. Przy rastrach to nie ma znaczenia, ścieżka znika bezpowrotnie. Poza tym zbyt wiele punktów utrudnia kontrolę nad kształtem. Czasami drobna korekta może okazać się niewykonalna i trzeba zaczynać od nowa.

Przy rastrach narzędzie pióra jest zbędne, tak przy wektorach, najlepiej od tego zacząć naukę. Przydatne są takie opcje jak odnajdywanie ścieżki, czyli opcje, które pozwalają nam na łączenie i wydzielanie kształtu.

Kiedy poznałam już podstawowe narzędzia, zabrałam się za naukę, poprzez odrysowywanie gotowych obrazków. Na pierwszej warstwie obrazek, na kolejnych moje próby obrysowywania i wypełnienia kształtów. Tak jest łatwiej wyczuć, ile punktów to wystarczająca ilość. Stety niestety, ale najlepsza nauka jest przez kopiowanie. Potem przychodzi czas na zabawę całą gamą innych opcji. Programy do grafiki wektorowej mają nawet więcej opcji pomocy, zanim przejdziemy do typowego odręcznego rysowania. Dla mnie to jeszcze nie tak dobrze znany świat, jak rastry.

Program sam obrysowuje obrazek

Odkrycie tej opcji obrysu obrazu (Image tracer) w programie trochę zrewolucjonizowało moje przenoszenie projektów z papieru na monitor. Szybko jednak się okazało, że narzędzie jest niedoskonałe. Nawet przy prostych projektach potrafi stworzyć anormalnie dużą ilość punktów.

Obecnie staram się przed zeskanowaniem czy zrobieniem zdjęcia prospekt przygotować, bo wiem, że właśnie tej opcji chcę użyć. Ok, czasami mam wrażenie, że proces przygotowania zajmuje więcej czasu, niż odrysowanie tego samodzielnie. Najlepiej sprawdza się zrobienie zdjęcia w formacie RAW. Następnie obrobienie zdjęcia, aby to, co ma być wektorami, dobrze kontrastowało z tłem. Czasami to dokładanie sobie roboty, ale jest to też fajny etap nauczenia się „obsługi” wektorów. Można za pomocą tej funkcji przerobić gotowy obrazek. Dzięki temu można zobaczyć, co się dzieje, jeżeli projekt ma za dużo punktów.

Dla mnie ta opcja jest fajna, jeżeli chcę wykorzystać odnajdywanie ścieżki i wszystko połączyć w jeden kształt. Przy bardziej skomplikowanych projektach wolę ręcznie przenieść szkic poprzez odrysowanie. Wtedy wystarcza mi zeskanowanie dokumentu, bo nie zależy mi na odpowiednich kontrastach.

A może coś pod ręką?

Aplikację Adobe Capture znam, ale przyznam, że nie wiele się nią bawiłam. Działa na podobnej zasadzie co „obrys obrazu” w Illustrator. Jej największym plusem jest fakt, że jest darmowa.

Kiedy rysuję coś dla siebie, w zeszycie, nie czuję potrzeby przenoszenia tego w świat cyfrowy. Nie pracuję też w zespole, z którym dzielę różne, bardziej prywatne, projekty wektorowe. Na tyle, na ile się bawiłam, polubiłam się z aplikacją, ale… W moim przypadku to kolejna zbędna rzecz na telefonie. Z tego, co zauważyłam, można wprowadzać drobne poprawki, poziom dokładności przerobienia zdjęcia na wektory. Pliki można zapisywać w formacie PDF lub SVG.

Przygoda z wektorami

Myślę, że warto nawet dla samego siebie pobawić się grafiką wektorową. Możemy zostać przy projektach do szuflady. Taka zabawa jest kolejnym dobrym sposobem na rozwijanie kreatywności.

Aby się bawić, nie potrzeba od razu inwestować dużych pieniędzy. W zasadzie nie trzeba żadnych pieniędzy inwestować. Darmowym programem do grafiki wektorowej jest Inkspace. Wyobraźcie sobie stworzenie własnych ikonek i opublikowanie ich w wyróżnionych relacjach na Instagram-ie. Nie byłoby to kolejną cegiełką do bycia z siebie dumnym?

Kto jest tutaj ze mną dłużej, ten wie, że kiedyś udostępniałam sporo projektów do pobrania stworzonych w wektorach. Trochę mi czasami brakuje tej zabawy. Tłumaczę sobie jednak, że chwilowo nie ma sensu się za to zabierać, przecież i tak nie mam kolorowego tuszu w drukarce. a tak na serio, doba robi się dla mnie za krótka przy posiadanej ilości projektów. Jak się ze wszystkim uporam, wracam do wektorów. Choć rastry kocham bezkrytyczną miłością.